Trzy filary cywilizacji łacińskiej wg Feliksa Konecznego

Cywilizacja Łacińska Feliks KonecznyFeliks Koneczny jest jednym z najbardziej uznanych badaczy cywilizacji w świecie nauki. Nazwisko polskiego historiozofa bywa wymieniane obok takich autorytetów jak Oswald Spengler. Koneczny zasłynął szczególnie ze swojej oryginalnej koncepcji cywilizacji (wartości niezbywalnej, ponadnarodowej, nonkonformistycznej wobec obcych wpływów) oraz z podziału ludów na kręgi cywilizacyjne (łaciński, bizantyński, turański, bramiński, arabski, chiński, żydowski). Napisał wiele książek poważanych w kręgach nauk społecznych i politycznych, wśród których należy wymienić m. in. „Dzieje Rosji”, „Cywilizacja bizantyńska”, „Polskie logos a ethos”, „Cywilizacja żydowska”.
Feliks Koneczny zdradzał wielką sympatię, a wręcz skłonności do faworyzacji cywilizacji łacińskiej. Trudno się temu dziwić, gdyż został wychowany w tymże kręgu cywilizacyjnym, a jako zagorzały katolik i zwolennik endecji głosił treści fundamentalistycznie łacińskie, czyli zachodnie. W sporze o przynależność Polski do Wschodu lub Zachodu Koneczny opowiadał się zdecydowanie za okcydentalną tożsamością. Co więcej, Polskę uważał za równą partnerkę w rodzinie cywilizacji łacińskiej obok Włoch, Francji, Hiszpanii etc.
Skąd zatem wywodzi się faworytka Feliska Konecznego? Według samego autora na to, co zwiemy Zachodem składają się: filozofia grecka, prawo rzymskie i etyka chrześcijańska. Zgadzam się z tym twierdzeniem, jednakże uważam, że nie odzwierciedla ono rzeczywistości w pełni i jest nieadekwatne do współczesności.
Starożytna Europa obfitowała w wybitnych myślicieli i różnorakie idee. Wkład Greków w „europejskość” jest niesłychanie duży. To na bazie filozofii greckiej ludzie zaczęli dostrzegać prymat rozumu nad wiarą (a z czasem i odwrotnie). Obfita i dobrze udokumentowana mitologia grecka sugerowałaby raczej, że antyczni Grecy byli ludźmi aż nazbyt przesądnymi i ciemnymi, gdyż tłumaczyli otaczające ich zjawiska magią i mocami nadprzyrodzonymi. Należy w tym miejscu sprostować, iż w dobie sofistów owi Grecy właśnie zerwali z zabobonami. Mitologia stała się jakby zbiorem metaforycznych przesłanek moralnych, a ich wydźwięk zawsze wskazywał na pewne schematy, które stanowiły fundamenty mentalności ówczesnych Greków. Mowa tu o fatalizmie i nierozgraniczaniu czynów na dobre i złe. Oba te czynniki nie przetrwały w świadomości europejskiej, choć pojawiły się po swoistej obróbce w XIX-wiecznych nurtach filozoficznych, głównie w nietzscheanizmie.
Filozofii greckiej nie można skategoryzować jako coś jednolitego, jest w niej zbyt wiele sprzecznych nurtów i koncepcji. Niemniej jednak niektóre z nich okazały się być najbardziej odpowiadające ludności i przetrwały jako dominujące, a co za tym idzie, stały się integralne dla cywilizacji europejskiej (europejskiej to za szerokie określenie, ale mowa o czasach zanim doszło do podziału Europy na cywilizacje łacińską i bizantyńską). Do tych idei należy filozofia sokratejska i platońska – one dały podwaliny pod zaszczepienie się chrześcijaństwa. Teorie ontologiczne, idealizm, myślenie w kategoriach metafizycznych, to wszystko zostało przemycone do świadomości „łacinnika” za sprawą wspomnianych filozofów. Z drugiej strony mamy filozofie zgoła odmienne, a przecież także typowe dla europejskości. Arystoteles nauczał myślenia (tu nawet dosłownie, za sprawą logiki) opartego na realizmie. Nikt, tak jak on, nie ściągnął Europejczyka na ziemię.
Już same powyższe przykłady pokazują, że filozofia grecka pociągana była przez rozmaite namiętności i nie można powiedzieć, że stanowi jednolity filar cywilizacji łacińskiej. Mnogość prądów umysłowych – to zdecydowanie największa zasługa filozofii nie greckiej, a greckich. Stoicyzm, sceptycyzm, cynizm, idealizm, realizm… żadnego z tych nurtów nie możemy nazwać jedynym typowym dla cywilizacji łacińskiej. Docenić należy tutaj samą kulturę sporu o rzeczy niecodzienne, wymagające abstrakcyjnego myślenia.
Co się tyczy prawa rzymskiego, to tutaj rzecz jest o tyle prostsza, że w jednym czasie, na jednym terytorium nie może bezkonfliktowo obowiązywać więcej niż jedno prawo. Starożytni Rzymianie byli mistrzami w budowie relacji społecznych w niesłychanie rozległym imperium. Wszystko za sprawą klarownego, skodyfikowanego systemu prawnego. Wszystkie aspekty życia społecznego miały swoje paragrafy. Gwarantowało to porządek publiczny, choć skrajnie jurydyczne myślenie mija się z celem, gdyż człowiek z czasem zapomina dlaczego stosuje się do przepisów, ale robi to dalej z obawy przed sankcjami (tu również prawnymi, choć po rozpowszechnieniu się chrześcijaństwa zaczęto łączyć lęk przed karą świecką z karą boską, a prawo zwyczajowe zaczęto utożsamiać i opierać na „prawie boskim” – u Greków stanowiło to dylemat, warto tu przypomnieć „Antygonę” Sofoklesa).
Prawo dało państwu autorytet. Jest to znamienne dla cywilizacji łacińskiej. Inne cywilizacje nie wytworzyły tak silnego poczucia państwowości, ani nawet samego pojęcia państwa tak zaawansowanego jak Zachodnie. W dzisiejszym świecie stosunków międzynarodowych to nie związki plemienne, ani nawet wbrew nazwie narody, stanowią podmioty tychże. Stanowią je państwa zorganizowane na modłę możliwie najbardziej zachodnioeuropejską.
Do tego wiele rozwiązań rzymskiego prawa (głównie prawa własności) przetrwało w niezmienionej formie do naszych czasów. Ogrom pojęć prawnych funkcjonujących nadal jest zaczerpnięty z łaciny. Trudno zatem się nie zgodzić z twierdzeniem, iż prawo rzymskie stanowi filar cywilizacji nomen omen łacińskiej.
Chrześcijaństwo, a dokładniej jego etyka, jest najmłodszym składnikiem cywilizacji zachodniej, choć kategorie myślenia chrześcijanina są starsze niż jego religia (tu wracamy do filozofii greckiej, ale i do pierwotnego przeświadczenia o pozaziemskiej przyczynowości zjawisk). Etyka chrześcijańska oparta jest na naukach Jezusa Chrystusa i na Piśmie Świętym. Nie można jednak powiedzieć, że w dylematach moralnych odnosimy się do nich bezpośrednio. Istnieje bowiem wypracowana przez dwa tysiące lat nauka Kościoła zwana katechizmem, a i ona poddawana była różnym wpływom, np.: scholastyce, reformacji, kontrreformacji, humanizmowi, ekumenizmowi etc. W odniesieniu do samej cywilizacji nie ma jednak znaczenia czy słuchamy nauk papieża czy jesteśmy niepraktykujący albo nawet niewierzący. Liczy się to, co przemycono do mentalności i do tego, co świadczy o nas jako o Europejczykach, ludziach Zachodu. W przypadku chrześcijaństwa są to: wspomniane połączenie praw boskich ze stanowionymi, wzorce moralne zaczerpnięte z żywotów świętych, przeświadczenie o wolnej woli, ale i o pewnych typach zachowań, których „należy przestrzegać”.
Kontrowersję budzi pytanie, czy chrześcijaństwo może stać obok sprzecznych koncepcji (a również zrodzona przez cywilizację Zachodu), jak filozofia negująca istnienie Boga, konieczność przestrzegania prawa państwowego i posłuszeństwo państwu itp. Niektóre nurty filozoficzne już od antyku idealnie współgrają z etyką chrześcijańską, ale równie wiele nie da się jakkolwiek połączyć. Mimo to wszystkie te aspekty kształtują naszą cywilizację. Nie można odmówić udziału któremukolwiek z nich ze względu na drugi. To właśnie stanowi kwintesencję cywilizacji łacińskiej – jest ona policentryczna, mnoga w prądach, szarpana różnymi tendencjami, różnorodna wewnątrz. To co ją spaja, to nie konkretne zasady wiary, nurty filozoficzne, prawa, ale te cechy mentalności, które one powodują. Poza tymi cechami, zgodnie z zachodnim przeświadczeniem o indywidualizmie każdego człowieka, pozostaje pole do popisu dla nowych odkryć i koncepcji. To stanowi o sile cywilizacji łacińskiej, gdyż nie jest ona monolitem, potrafi się dostosować, czerpie z twórczej mocy swoich ludzi, co podważa teorię Konecznego jakoby cywilizacja istniała ponad ludźmi. Słowo „filar” nie kojarzy się z elastycznością i płynnością, ale tak właśnie należy je pojmować w kontekście cywilizacyjnym.
Podsumowując moje rozważania. O ile zgadzam się z twierdzeniem Feliksa Konecznego o filarowości filozofii greckiej, prawa rzymskiego i etyki chrześcijańskiej, to nie po drodze mi z jego paradygmatem, nakazującym traktowanie owych filarów jako coś stałego. Sam Koneczny najchętniej odwoływał się do tych aspektów, które przyklaskiwały chrześcijaństwu jako najistotniejszemu, w jego koncepcji, składnikowi cywilizacji łacińskiej. Moim zdaniem, do naszych czasów powstało wiele sprzecznych koncepcji, praw, sposobów pojmowania rzeczywistości, ale wszystkie one odgrywały lub nadal odgrywają jakąś rolę w kształtowaniu cywilizacji. To właśnie różnorodność i swoboda dyskusji są tym, co kształtuje płynną istotę cywilizacji łacińskiej.

Armia europejska

Integracja jaka dokonała się pomiędzy państwami Europy po II wojnie światowej i wciąż się pogłębia, miała na celu przede wszystkim zapobieganie międzynarodowym konfliktom zbrojnym i zbudowanie wzajemnej współpracy. By móc rozważać kwestie powołania armii europejskiej należy pokrótce zbadać jak integracja się kształtuje i jaką obiera strukturę, w ogólnym rozumieniu tego słowa. Otóż jednym z konstytutywnych jej elementów jest utworzenie takich instytucji w danej strukturze integracyjnej, które działają normalnie na poziomie narodowym. Takie instytucje niejako mają dalekosiężny cel, jakim jest zastąpienie w przyszłości ich odpowiedników na poziomie narodowym. Jedną z takich instytucji jest armia, która obecnie w UE nie została utworzona, a nad sensem jej powołania będziemy się zastanawiać w dalszej części artykułu. Temu procesowi towarzyszy również kształtowanie się pewnej wspólnej tożsamości, kultury, która jest tym elementem, który buduje poczucie przynależności nie jedynie państw samych w sobie, a przede wszystkim społeczeństwa, które według mnie odgrywa istotną rolę w procesie nieustannie pogłębiającej się integracji.
Na wstępie zastanówmy się, jaką rolę miałaby pełnić owa armia w strukturach europejskich. Według poglądów badaczy stojących u podstaw integracji europejskiej, to współpraca ekonomiczna, gospodarcza i handlowa daje podstawę stabilności i pokoju na świecie. Monnet sądził, że gdy państwa europejskie ponownie nastawią się na defensywę, zaczną one budować wielkie armie, i to ponownie doprowadzi ich do konfliktu. Skoro więc armia europejska nie miałaby na celu odstraszania potencjalnego agresora, to jaka funkcja w strukturach unii mogłaby zostać jej przypisana.
Unia Europejska jest współcześnie bardzo ważnym i docenianym aktorem stosunków międzynarodowych. Dodatkowo, jak podmiot współpracy demokratycznych państw europejskich, postrzegana jako podmiot, od którego można oczekiwać pomocy w rozwiązywaniu światowych problemów (a przynajmniej europejskich). Posiadając odziały zbrojne miałaby możliwość prowadzenia operacji stabilizacyjnych w rejonach objętych kryzysami i konfliktami. Wprawdzie w ramach organizacji prowadzona jest Europejska Polityka Bezpieczeństwa i Obrony (EPBiO) i przeprowadzono już za jej pośrednictwem ponad 20 misji pokojowych, natomiast spotyka się ona w dużej mierze z problemami o charakterze finansowym i politycznym.
Swój pomysł utworzenia armii europejskiej najpierw wysunęły Niemcy, w przedstawicielstwie ministra spraw zagranicznych Franka-Waltera Steinmeiera i prezydenta Nicholasa Sarkozy’ego. W ich wizji, armia miałaby się składać z jednostek wojskowych państw członkowskich oddanych pod Jarosław-Kaczyński-Arma-Europejskawspólne dowództwo. W 2007 roku do tego pomysłu wrócił Jarosław Kaczyński. Zgodnie z jego ideą armia miałaby liczyć około 100 tys. żołnierzy i podlegać przewodniczącemu Komisji Europejskiej, a dowodzić miałaby nią Kwatera Główna NATO. Taka struktura nie miałaby jednak racji bytu i niezgoda z integracją europejską, ponieważ siła zbrojna byłaby tak naprawdę dowodzona przez amerykanów. W swoim przemówieniu podczas Forum Ekonomicznego w Krynicy podkreślał, iż silna Europa jest dla niego ważna, i że zbudowanie sił zbrojnych na szczeblu europejskiej współpracy zdecydowanie wzmocniło by jej pozycje na arenie międzynarodowej. Mówił o tym, że UE niejednokrotnie potrzebowała wojsk by móc przeprowadzić misje pokojowe, nie miała jednak skąd ich wziąć. Kaczyński wysunął nawet tezę, że Unią Europejska stała by się potęgą mogącą się równać z Waszyngtonem. To stanowisko zdaje się być zgodne z założeniem, że Stany Zjednoczone mają wpływ na formułowanie się federalizmu w UE. Jako potęga gospodarcza i polityczna stanowią wzór do naśladowania. Porównywanie się do nich stanowi faktyczną chęć dorównania im, również na poziomie funkcjonowania armii. Moim jednak zdaniem, nie powinniśmy porównywać swoistej federacji Stanów Zjednoczonych z UE, którą możemy określać jedynie quasi-państwem. Przede wszystkim w przeciwieństwie do USA, unia nie posiada organu wykonawczego, który by miał prawo do wdrażania centralnie zorganizowanych praw na szczeble regionalne.
Przeciwnicy powołania armii europejskiej na pewno na jeden z wiodących argumentów przedstawią kolejny poziom do ograniczania suwerenności. Absolutnie nie możemy jednak się z nim zgodzić. Według art. 90 polskiej konstytucji, poszczególne kompetencje suwerena mogą zostać przekazane, bez naruszania suwerenności, która jest niepodzielna i funkcjonuje tylko jako całość. Jest to działanie dobrowolne i mające na celu w pewnym stopniu odciążenie centralnych organów państwa. Przede wszystkim armia europejska nie zastąpiłaby armii narodowej, lecz byłaby elementem dodatkowym, pomocniczym.
Analityk Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych Marcin Terlikowski, wychodzi z nieco inną koncepcją. Otóż twierdzi, że lepszym pomysłem byłoby utworzenie armii ponadnarodowej, zamiast wielonarodowej jak było to postulowane wcześniej. Miałaby się składać ona z własnych jednostek, do których włączeni byliby zawodowi żołnierze pochodzący z krajów członkowskich, ale mający indywidualne kontrakty bezpośrednio z UE.
Taka armia byłaby niezależna od narodowych sił zbrojnych i podległa Radzie Unii Europejskiej. Z taką koncepcją wiążą się jednak liczne zagadnienia, które musiałyby zostać uregulowane oraz znaczne fundusze. Armia by była skuteczna musi prowadzić tzw. operacje połączone, czyli takie, które wykorzystywałyby lądowe, powietrzne i morskie siły, a do tego potrzeba kosztownego sprzętu. Tak czy inaczej, ten projekt wydaje się mieć większą szansę realizacji i skuteczności. Wyszkoleni żołnierze na szczeblu europejskim nie byliby w żadnym stopniu zależni od państw narodowych, poza tym jednolita struktura szkoleń sprawiłaby, że armia byłaby solidna i stała, co byłoby trudniejsze w przypadku oddelegowania grupy walczących każdego państwa do jednej jednostki.
Moim zdaniem, w procesie następującej integracji, który obserwujemy w ciągu ostatnich lat, jest nieuniknione tworzenie się kolejnych struktur i instytucji europejskich. Myślę, że z biegiem lat pojawi się również i armia, ale tak jak zaznaczyłam wcześniej, sądzę, że będzie ona miała raczej charakter ponadnarodowy. Myślę, że argumentem, który zmotywuje państwa członkowskie do jej utworzenia będzie opinia międzynarodowa, o której wspominałam już wcześniej. Oczekiwania względem unii w dziedzinie szerzenia demokracji będą coraz większe. Chodzi przede wszystkim o misje stabilizacyjne, w tym również interwencji w państwach, które nie radzą sobie z ustrojami autorytarnymi. Sytuacja jest o tyle skomplikowana, że państwa członkowskie mają różne zdania na ten temat. Wiele z nich nie zdecydowałoby się na powołanie sił zbrojnych, w rezultacie czego, gdyby je mimo to powołano przez określoną grupę państw, które się na to zdecydowały, mielibyśmy do czynienia z integracja w integracji. Niestety jest to negatywne zjawisko, które powoduje tworzenie się elitarnych grup wewnątrz struktur Unii Europejskiej, ze względów zwykle ekonomicznych (wiele z państw nie stać na utrzymywanie ponadnarodowej armii, lub mają zbyt słaba własną by móc przekazać swoich żołnierzy do armii wielonarodowej).