Gdy alkohol niszczy życie…

Jest jedną z najbardziej podstępnych chorób, z którą chyba każdy z nas zetknął się przynajmniej raz w życiu. Choroba alkoholowa, znana tez jako alkoholizm, może zniszczyć nie tylko osobę pijącą, ale i jego najbliższą rodzinę. Niestety, mimo licznych kampanii społecznych oraz promocji zdrowego życia, ale wielu osób alkohol staje się metodą na życie. Jak można pomóc tym, którzy wpadli w nałóg?

Alkoholizm – kiedy należy szukać pomocy?
Alkohol pojawia się w życiu wielu ludzi, jednak nie zawsze mamy do czynienia z nałogiem. Choroba alkoholowa to pojęcie, którego nie można użyć w odniesieniu do kogoś, kto od czasu do czasu lubi się zabawić przy dobrych trunkach. Alkoholizm to silne uzależnienie psychiczne i fizyczne zarazem, które prowadzi do poważnych problemów ze zdrowiem oraz z życiem w społeczeństwie. Choroba alkoholowa to kilka faz, które dość płynnie następują jedna po drugiej. Całość może trwać nawet 15 lat, a droga od systematycznego picia do tzw. delirium jest męcząca i dla alkoholika, i jego bliskich. Kiedy należy zacząć szukać pomocy? Im szybciej, tym lepiej. Im głębsze uzależnienie, tym większe zniszczenie organizmu i psychiki.

Gdzie szukać pomocy?
Choroba alkoholowa może być skutecznie leczona, jednak podstawowe znaczenie ma tu podejście samego pacjenta do leczenia. Dobre chęci to podstawa, bez których nawet najlepsza terapia nie przyniesie oczekiwanych efektów. Ważne jest też wsparcie rodziny oraz pomoc innych osób, którym alkohol zniszczył życie. Bardzo ważną rolę w walce z takim nałogiem, jakim jest alkoholizm, odgrywają grupy wsparcia dla Anonimowych Alkoholików. Pomocne są też wszelkiego rodzaju fundacje i stowarzyszenia, których działalność polega przede wszystkim na rozwiązywaniu problemów alkoholowych. Są one idealną propozycją dla tych, którzy teoretycznie już wyszli z nałogu, oraz dla tych, którzy zaczynają podejrzewać, że są uzależnione od alkoholu. Co jednak z tymi osobami, które są już bardzo mocno uzależnione i których organizm bez alkoholu nie jest już w stanie prawidłowo funkcjonować?

Gdy niezbędna staje się pomoc lekarza…
Silne uzależnienie organiczne wymaga znacznie bardziej zaawansowanego leczenia, niż tylko pomoc oferowana przez grupy wsparcia. Tu często niezbędny staje się pobyt w zakładzie zamkniętym i odwyk, nad którym czuwać będą lekarze specjalizujący się w walce z nałogami. Leczenie w szpitalu zwykle składa się z dwóch etapów. Ten pierwszy polega na odtruciu organizmu. Trwa on do dwóch tygodni, a w jego czasie organizm powinien zostać oczyszczony ze szkodliwych toksyn. Drugi etap leczenia szpitalnego polega na walce z uzależnieniem psychicznym. To znacznie trudniejsze zadanie, zatem i czas leczenia jest tu znacznie dłuższy. Jak długo może on trwać? Minimalny czas leczenia wynosi tu 6 tygodni, choć wielu pacjentów musi z takiej szpitalnej terapii korzystać przez kilka miesięcy. Kiedy nałóg zostaje opanowany, chory może zacząć nowe życie. By znów nie pojawił się w nim alkohol, powinien korzystać ze wsparcia oferowanego przez kluby anonimowych alkoholików. Wsparcie innych przyda się z pewnością w chwilach załamania, które z pewnością nie raz będą się pojawiały nawet u tych pacjentów, którzy przeszli przez terapię w najlepszych szpitalach odwykowych.

Alkohol powszechnie kojarzony jest z dobrą zabawą. Niestety, często staje się on nałogiem, który niszczy zdrowie i życie. Alkoholizm nie jest, niestety, problemem jednostki. Tam, gdzie pojawia się choroba alkoholowa, tam pojawia się cierpienie całej rodziny. Warto o tym pamiętać, szczególnie w chwili, gdy po kieliszek zaczyna się sięgać zbyt często.

Podziel się!

“Religia smoleńska” czy fenomen społeczny?

W dziejach chrześcijaństwa roiło się od rozmaitych nurtów heterodoksyjnych, tworzonych nierzadko przez osobowości charyzmatyczne, a czasami wprost schizmatyckie i heretyckie. Były to ruchy, które radykalnie zaprzeczały jakimś dogmatom czy uznanym prawdom, np. herezja gnostycka głosiła “samozbawienie” przez poznanie, herezja pelagiańska samozbawienie przez spełnianie dobrych czynów, czynienie dobra czy herezja ariańska, wymierzona w dogmat o Trójcy Świętej, sformułowany w IV w. n. e. Później przyszły nurty, które pragnęły w epoce opływającego złotem i żelazem średniowiecza na powrót przywrócić Kościół biedny, ewangeliczny, bliższy charyzmatom ducha niż literze instytucji.

Fenomen społeczny katastrofy smoleńskiej

Miesięcznice Smoleńskie jako fenomen społeczny a nie religia smoleńskaW tym sensie fenomen społeczny katastrofy smoleńskiej nazywany przez nurty liberalne jako “religia smoleńska” jest i podobny im i odmienny, bo powstający nadal na naszych oczach. Od chwili katastrofy, przez siłę medialną, w umysłach Polaków Katyń kojarzy się już nie z grobami pomordowanych polskich oficerów w czasie II wojny, lecz przede wszystkim z nieszczęśliwą, straszną w skutkach katastrofą prezydenckiego samolotu, którym podróżowała elita Polski na religijne obchody 70-tej rocznicy Katynia. Twierdzenie iż należy mówić już nie o subkulturze religijnej, ale wprost religii, chyba nie dokońca jest obiektywne? Przypominając że subkultury nie są zasadniczo obudowane instytucjonalnie, nie mają świętych ksiąg (czyt: artykułów i książek o katastrofie-zamachu), ani nie celebrują żadnych rocznic, tak jak to miało miejsce każdego 10-go dnia miesiąca na pamiątkę. Subkultury dziś raczej zanikły, rozpłynęły się w main-streamie głównego nurtu kultury średniej klasy, dopiero powstającej. Pamiętamy wszyscy walkę dwu subkultur: skinheadów i punków-anarchistów. Nie wyszły one poza swoiste podziemie, znaczone malowanym sprayem graffiti w podziemnych przejściach wielkich miast, nie opuściły szarych blokowisk i nie przeszły do śródmieścia. Inaczej dzieje się z fenomenem społecznym nazywanym “religią smoleńską”, póki co będącą zupełnie nowym ruchem powstałym by upamiętnić ofiary katastrofy. Dla liberałów fakt wspierania przez niektóre kręgi kościelne miesięcznic smoleńskich, pozwolił im przykleić nie obiektywne stwierdzenie “Religii Smoleńskiej”.  Trudno też mówić natomiast o sekciarskim charakterze “wiary w zamach”, ponieważ obecność dowodów na eksplozje w lewym skrzydle Tupolewa, nie jest typowym dla sekt “praniem mózgu”, by przejmować majątki uczestników miesięcznik smoleńskiej.

Oczekiwana pozycja władzy Kościelnej w sprawie obchodów miesięcznicy Smoleńskiej

obchody-miesiecznicy-katastrofy w kościeleNiemniej fenomen tej dość licznej grupy zasługuje na bliższe poparcie, a nawet – interwencję ustanowienia w kalendarzu liturgii kościelnej wspomnienia o poległych w służbie Narodu w obronie prawdy o zbrodni Katyńskiej gdzie zginęli również przedstawiciele Kościołów. Taki postulat powinien być przedstawiony  odpowiednim władzom Kościoła. Jak dotąd Kościół nie wydał żadnego oficjalnego dokumentu, w którym dokonano by analizy tak zwanej “wiary smoleńskiej”.  Dyrektywa iż Kościół nie powinien się mieszać do Polityki, nie jest obecnie prawidłowo rozumiane uznając pamięć o ofiarach katastrofy smoleńskiej jako fenomen społeczny podlegający obrządku prawicowych partii, w Smoleńsku zginęli polacy różnych  opcji politycznych i wyznania. Centralnym “dogmatem” tego fenomenu społecznego było pierwotne domniemanie a dziś już stwierdzone w oficjalnej raporcie podkomisji smoleńskiej iż dokonano “zamachu” na prezydenta i elitę polską.

Podziel się!

Rotmistrz Witold Pilecki

Rotmistrz_Witold_PileckiRotmistrz Witold Pilecki, bohater Armii Krajowej i powojennej partyzantki niepodległościowej w Polsce, stał się w ostatnich latach symbolem i wzorem do naśladowania dla wielu patriotów. Dzieje się tak za sprawą ożywienia zainteresowania tematyką Żołnierzy Wyklętych, na fali której powstało wiele książek a także filmy – min. film „Pilecki”. Warto zatem pokrótce przybliżyć sylwetkę bohatera.
Witold Pilecki urodził się w Ołońcu – mieście w Karelii, leżącej obecnie na terytorium Łotwy, a ówcześnie carskiej Rosji, 13 maja 1901 r. Pochodził ze szlacheckiej rodziny, w której obecne były tradycje niepodległościowe i wojskowe. Ojciec Witolda, Julian, nie należał jednak do wojska – był wykwalifikowanym leśnikiem. Witold z kolei swoją edukację rozpoczął w szkole handlowej. Jednocześnie, od wybuchu I wojny światowej, był harcerzem, pomimo, że harcerstwo było w ówczesnej Rosji nielegalne. W latach 1918-1921 po raz pierwszy służył w wojsku – podczas wojny z bolszewikami wziął udział min. w obronie Grodna i bitwie warszawskiej, a następnie odbiciu Litwy Wileńskiej (tzw. „bunt Żeligowskiego”). Po wojnie rozpoczął studia na Uniwersytecie Poznańskim, na wydziale rolniczym. Niedługo później ożenił się z Marią Domeyko, z którą miał doje dzieci – Andrzeja i Zofię. Co ciekawe, sąsiadem Pileckich był w tym czasie marszałek Edward Rydz-Śmigły.
W sierpniu 1939, w związku ze spodziewaną agresją niemiecką, został ponownie zmobilizowany. Wziął udział w kampanii wrześniowej jako dowódca plutonu, po czym przeszedł do konspiracji. Zaangażował się w tworzenie Tajnej Armii Polskiej, a następnie Związku Walki Zbrojnej. To właśnie wtedy zrodził się pomysł wysłania zakonspirowanego członka ZWZ do obozu koncentracyjnego Auschwizt, celem utworzenia tam ruchu oporu oraz zdobycia informacji. Witold Pilecki jako ochotnik podjął się tego zadania. 19 wrześnie 1940 r. podczas łapanki dał się złapać Niemcom i w trzy dni później został przywieziony do obozu. Natychmiast rozpoczął tworzenie organizacji o nazwie Związek Organizacji Wojskowej, w celu podejmowania akcji przeciwko niemieckim strażnikom obozu, szmuglowania żywności i innych artykułów oraz wymiany informacji pomiędzy obozem a światem zewnętrznym. Przygotowywał również tzw. raporty Pileckiego, w których opisywał okrucieństwo Niemców wobec więźniów. Podczas pobytu w obozie posługiwał się pseudonimem „Tomasz Serafiński”, jednak po dwóch i pół roku w Auschwitz groźba dekonspiracji stała się tak duża, że zdecydował się na ucieczkę.
W nocy z 26 na 27 kwietnia Witold Pilecki z Janem Redzejem i Edwardem Ciesielskim uciekli z obozu Auschwitz i skierowali się na Bochnię. Tam Pilecki skontaktował się z dowództwem AK i przedstawił plan zbrojnego wyzwolenia obozu, który jednak nie zyskał aprobaty kierownictwa. Równocześnie rozpoczął służbę w oddziale III Kierownictwa Dywersji AK, w którym walczył min. w powstaniu warszawskim. Podczas powstania znów dostał się do niemieckiej niewoli (chociaż Niemcy nie rozpoznali w nim zbiega z Auschwitz) i przez ponad pół roku siedział w obozie jenieckim w Łambinowicach. Na wolność wyszedł po wyzwoleniu obozu 8 maja 1945 r. i wstąpił do II Korpusu Polskiego gen. Andersa. Jednak już w grudniu tego roku wrócił do Polski jako żołnierz organizacji „NIE”, będącej ówcześnie głównym ośrodkiem podziemia antykomunistycznego.
Początkowo aktywność Pileckiego w powojennym podziemiu ograniczała się do szukania znajomych z konspiracji podczas wojny i tworzenia struktur organizacji „NIE”. Jednocześnie spisywał i porządkował wspomnienia z Auschwitz. Nawiązał współpracę z Tadeuszem Płużańskim, przez którego kontaktował się z oddziałami partyzanckimi. 8 maja 1947 r. został aresztowany w Warszawie i umieszczony w więzieniu na Mokotowie. Po torturach, niesprawiedliwym procesie i okrutnym śledztwie, o którym pisał, że „Oświęcim to przy tym była igraszka”, został skazany na karę śmierci przez strzał w tył głowy. Wyrok wykonano 25 maja 1948 r. Rotmistrz Pilecki, podobnie jak większość ofiar katowni w Mokotowie, został pochowany w kwaterze Ł („Łączka”) przy cmentarzu na Powązkach. W 2006 r. został pośmiertnie odznaczony Orderem Orła Białego przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego, zaś w 2013 r. awansowany do stopnia pułkownika. Trwają również przygotowania do procesu beatyfikacyjnego. Postać bohaterskiego rotmistrza została także upamiętniona w piosenkach, utworach raperów (min. Tadek), książkach, filmach dokumentalnych oraz ulicach, szkołach i hufcach harcerskich noszących jego imię.

Podziel się!

Sprawdź, czy Twoje dziecko bierze narkotyki

Narkotyki problem, który dotyczy nie tylko niższości społecznej, patologii, ale również dzieci z tak zwanych dobrych czy bogatych domów. Dorastanie to dla młodych ludzi bardzo burzliwy okres, łatwo jest wtedy wpaść w nieodpowiednie towarzystwo lub pod wpływem chwili podjąć nieodpowiednie decyzję. Rodzice powinni być czujni, a jednocześnie dyskretni przy obserwacji swojego dziecka. Ważna jest rozmowa oraz stały kontakt z dzieckiem, bo lepiej jest zapobiegać niż leczyć.

Jakie są objawy zażywania narkotyków:

Zwróć uwagę na oczy swojego dziecka zbyt rozszerzone lub zbyt małe źrenice mogą świadczyć o tym, że nastolatek jest pod wpływem narkotyków,
Jeśli, dotychczas nastolatek był raczej spokojny, a teraz jest nerwowy oraz nadpobudliwy to również powinno zwrócić Twoja uwagę,
Gdy często popada w konflikty z osobami z najbliższego otoczenia – nauczyciele, rodzeństwo, przyjaciele
Dziecko zaczyna mieć problemy w szkole, ma coraz gorsze stopnie oraz unika szkoły, zmienia swój dotychczasowy tryb życia oraz zaczyna zawierać dziwne znajomości, przy czym unika kontaktu z rodzicami oraz dawnymi przyjaciółmi, Zaczyna przesadnie dbać o swoją prywatność,
Nastolatek dopuszcza się kradzieży, z domu zaczynają znikać przedmioty lub drobne z portfela.
Gdy wypowiada się w sposób chaotyczny i ciężko go zrozumieć.

Jak rozpoznać narkotyki ?

Powinny zwrócić twoją uwagę:

Woreczki strunowe z białym proszkiem,
kolorowe tabletki z wytłoczonym symbolem lub napisem,
igły, strzykawki,
plastikowe lub szklane rurki,
tubki kleju, posklejane chusteczki,
bibułki nasączone płynem,
czarna substancja przypominająca plastelinę,
białe lub brązowe kostki przypominające cukier.

Jak rozmawiać o narkotykach z dzieckiem ?

Nie strasz (Narkotyki zabijają) oraz unikaj moralizowania (Używki są dla słabych) to nie działa, zdecydowanie lepiej będzie, gdy wyrazisz swoje zdanie na ten temat i spokojnie porozmawiasz z dzieckiem. Jeżeli znasz kogoś, kto brał narkotyki opowiedz o tym, z jakimi problemami się borykał, co stracił.
Zdobądź wiedzę na ten temat, jakie jest działanie narkotyków oraz ich skutki przyjmowania -zyskasz wiarygodność w oczach dziecka,
Bądź szczery – jeśli dziecko zapyta o twoje wcześniejsze doświadczenia z narkotykami, powiedz prawdę oraz dlaczego wolisz, aby nastolatek tego nie robił,
Jeśli przydarzy się do tego okazja na przykład debata w telewizji lub cokolwiek związanego z tematem, nie bój się rozmawiać, zacznij temat, spytaj swojego dziecko co uważa, na ten temat. Nie myśl, że problem nie istnieje lub na pewno nie przydarzy się w twojej rodzinie.

Jak pomóc dziecku uzależnionemu od narkotyków?

Gdy Twoje dziecko bierze regularnie, nie czekaj, jak najszybciej udaj się po skierowanie do lekarza oraz wybierz placówkę w dowolnym mieście, ponieważ leczenie osób uzależnionych nie jest objęte rejonizacją. Takie leczenie może trwać od kilku miesięcy do kilku lat. Ważne jest byś spotkała się z psychologiem lub psychiatrą, który przeprowadzi z Tobą wywiad, odpowie na pytania oraz wskaże co robić dalej. Dziecku oraz rodzicom potrzeba jest terapia ze specjalistą. Rodzice często są współuzależnieni, zaprzeczają rzeczywistości – ukrywają nałóg przed innymi, skupiają się wyłącznie na osobie uzależnionej, pomagają jej oraz chronią przed konsekwencjami jej działania. To jeszcze bardziej szkodzi osobie uzależnionej, dlatego tak ważna jest fachowa pomoc specjalistów dla dzieci oraz rodziców.

Możesz też skorzystać z Telefonu Zaufania (801 199 990) – wykwalifikowani pracownicy udzielają rzetelnej pomoc

Podziel się!

Co zawdzięczamy Unii Europejskiej?

Odpowiedź na tytułowe pytanie jest wieloraka, postaram się tutaj przedstawić sprawy najważniejsze. Otóż można wymienić je w następujący sposób: spokój czyli dobrobyt ekonomiczny związany między innymi z możliwością prowadzenia wolnego handlu pomiędzy państwami członkowskimi Unii Europejskiej, bez ograniczających ten handel ceł. Nawet w krajach objętych kryzysem gospodarczym, poziom życia ludzi jest zdecydowanie wyższy niż miało to miejsce przed 1989 rokiem w krajach tzw. „demokracji ludowej”. Możliwość swobodnego przemieszczania się na terenie Unii Europejskiej. Możliwość wyboru miejsca nauki, pracy i zamieszkania. Poczucie bezpieczeństwa ekonomicznego i politycznego.

Żeby w pełni móc docenić dobrobyt płynący z bycia członkiem Unii Europejskiej należy sięgnąć do historii, wszak nie na darmo się mówi że „historia jest nauczycielką życia”, a w każdym razie taką rolę powinna odgrywać. Historia ludzkości, to historia wojen. Przeważnie walczono o terytoria lub o dostęp do surowców naturalnych, zdarzały się również wojny powodowane powstawaniem spaczonych ideologii typu faszyzm lub nazizm, które wmawiały swoim obywatelom że są lepsi od innych i przez to powinni panować na światem.

Jednakże ludzie od dawna wiedzieli że „zgoda buduje, niezgoda rujnuje” i przedstawiali tendencje zjednoczeniowe, które prowadziły do wzmocnienia powstałych w ten sposób bytów politycznych, czego przykładem może być Unia Lubelska 1569 roku, która faktycznie połączyła Polskę i Litwę, tworząc Rzeczpospolitą Obojga Narodów. Kolejnym przykładem mogą być Włochy, które się zjednoczyły w roku 1860, a następnie na bazie swoich doświadczeń historycznych, były jednym z państw założycieli Unii Europejskiej. Nie można nie wspomnieć o powstałym w 1918 roku Królestwie Jugosławii, na które składały się Słowenia, Chorwacja, Serbia, Wojwodina i Czarnogóra. Po 1945 roku Jugosławia stała się państwem socjalistycznym, ale była najbogatszym państwem w całym bloku wschodnim. W 1991 roku nastąpił rozpad Jugosławii, co doprowadziło do konfliktów na tle narodowym i etnicznym, a nawet do wojny pomiędzy Serbią a Chorwacją w latach 1992-1995.

Jak popatrzymy na wojny w Europie to okaże się że najbardziej skonfliktowane ze sobą wówczas państwa, które toczyły ze sobą nie jedną krwawą batalię, w chwili obecnej doskonale współpracują w ramach Unii Europejskiej i mam tutaj na myśli takich odwiecznych wrogów jak Wielka Brytania, Francja, Niemcy, Włochy, Austria, Szwecja, Dania, Węgry i Polska. Bardzo wiele krwi zostało przelanej pomiędzy tymi narodami. Po zakończeniu II Wojny Światowej w 1945 roku, najbardziej krwawej i barbarzyńskiej wojnie w historii ludzkości, Europa została podzielona odgórnie na dwie części. Europę zachodnią, kapitalistyczną, oraz Europę Wschodnią, socjalistyczną. Obie te Europy były oddzielone „żelazną kurtyną” czego najlepszym symbolem może być Mur Berliński. Lata 1945-1989 były okresem „zimnej wojny” prowadzonej pomiędzy NATO a Układem Warszawskim, przy czym ten ostatni był potencjalnym agresorem.

W 2004 roku Polska została przyjęta do Unii Europejskiej. Unia Europejska jest monolitem politycznym, pomimo tendencji narodowościowych poszczególnych państw członkowskich, a co za tym idzie jest liczącą się siłą na świecie. Dobrowolne opuszczenie Unii Europejskiej przez Wielką Brytanię uważam za duży błąd, a jego konsekwencje dotkną w głównej mierze ludzi zamieszkujących Wyspy Brytyjskie, bo pozbawili się „parasola ochronnego” jaki daje przynależność do Unii Europejskiej. Wielka Brytania przed brexitem podjęła chęć współpracy politycznej i gospodarczej z Indiami, wiedząc widocznie ze oderwanie od struktur Unii Europejskiej stanie się faktem.

Podsumowując – tylko przynależność do Unii Europejskiej daje szansę na rozwój gospodarczy i zapewnia bezpieczeństwo polityczne.

Podziel się!

Dlaczego Bóg dopuszcza cierpienie?

Zmieniają się ludzie, zmieniają się czasy, ale w obliczu dotykającego nas cierpienia, jedno pytanie pozostaje niezmienne: „Dlaczego Bóg dopuszcza cierpienie?” Celowo pytanie przybrało taką, a nie inną formę. Być może ktoś powie, że należałoby zadać pytanie: „Dlaczego Bóg to cierpienie na nas sprowadza?” Czy słusznie? Zacznijmy od początku.

 

Grzech bez przyczyny?

Bóg zanim stworzył człowieka, na swój obraz i podobieństwo – jak jest to opisane w Księdze Rodzaju – uczynił to z Aniołami. Można powiedzieć, że mieli oni wszystko, gdyż mogli cieszyć się chwała oglądania Boga, odczuwać jego moc itd. Jednak nie wszystkim z nich taka rola odpowiadała. Lucyfer – co znaczy „Jutrzenka” lub też „niosący światło” – kierowany pychą, sprzeciwił się Bogu. Razem z nim zbuntowała się jedna trzecia aniołów. Powstaje zasadnicze teologiczne pytanie, a mianowicie: „skąd w Niebie grzech pychy, która powstała u Lucyfera, który pociągnął za sobą jedną trzecią aniołów”. Pamiętajmy, że anioły są istotami o niezwykłej wręcz inteligencji, o zdolnościach, o których nawet nie mamy pojęcia. Tak naprawdę wydawać się może, że przyczyny grzechu tak naprawdę nie było. Może odpowiedź zawarta jest w Ewangelii, że to z człowieka wychodzi z grzech, więc z aniołami było podobnie.

 

Wolna wola – dar?

Czy gdyby nie wolna wola, to ten bunt powstałby? To pytanie może wydać się gdybaniem i słusznie, jeżeli tak się je odbierze, ponieważ Bóg obdarzył stworzenie wolną wolą i nigdy nie przewidywał zapewne innego scenariusza. Stworzył z miłości, jak matka rodząca dziecko. Ten Bóg, który z miłości stwarza, tą miłością kocha i tylko wolnej miłości pragnie. Stąd wolna wola – stąd dar poznania miłości. Rodzi to konsekwencje w postaci konieczności podejmowania decyzji, a to powoduje kolejne konsekwencje w naszym życiu. Gdybyś nie mieli wolnej woli być może nie dotknęłoby nas cierpienie, ale nie bylibyśmy wolni.

 

Kłamstwo szatana

Bóg daje wolną wolę i pragnie wolnej miłości do niego, a pytania o sens cierpienia najczęściej podpowiada szatana, który pragnie, abyśmy żyli w jego niewoli. Stąd pojawiają się cierpienia, do których często człowiek, kuszony przez szatana doprowadza.

 

Wniosek

Bóg dopuszcza cierpienie tylko po to, abyś docenił dobro. Cierpienie wpisuje się w wolę Bożą i z każdego cierpienia Bóg wyprowadza dobro. Doceń to!

Podziel się!

Brexit a nastroje antypolskie na Wyspach Brytyjskich

W ostatnich kilku dniach mass media informują o incydentach antypolskich jakie mają miejsce na Wyspach Brytyjskich. Z naszego, polskiego punktu widzenia wygląda to tak jakby nagle miało społeczeństwo brytyjskie powstać przeciwko mieszkającym tam Polakom. Ja jednak, chciałbym spojrzeć na sprawę z boku i pokusić się na dokonanie analizy związku przyczynowo-skutkowego.

W dniu 01 maja 2004 roku Polska została przyjęta do Unii Europejskiej, natomiast w dniu 01 maja 2011 roku Wielka Brytania oficjalnie otworzyła swój rynek pracy dla Polaków, jako obywateli Unii Europejskiej. To co się potem stało przerosło najśmielsze oczekiwania Anglików. Wielka Brytania została wręcz zalana przez Polaków szukających nowego życia, bardzo często nie posiadających żadnych kwalifikacji oraz nie mówiących po angielsku. Potem nastąpiła selekcja naturalna, Ci co nic nie umieli bądź nie znali języka lądowali pod „ścianą płaczu” w Londynie, mając nadzieję na zarobek umożliwiający im powrót do kraju, a Ci którzy posiadali kwalifikacje, albo chociaż znali język zaczynali się powoli asymilować z otoczeniem. Jednakże dla przeciętnego Anglika był to szok kulturowy. Przyjechali ludzie, którzy mówią po angielsku tylko kiedy muszą, a między sobą mówią wyłącznie po polsku, a jak wiadomo język polski dla Anglików jest bardzo trudny. Polacy przywieźli swoje zwyczaje, swoją kulturę, swoją religię nawet. Brexit a nastroje antypolskie na Wyspach BrytyjskichZaczęli zakładać swoje stowarzyszenia, swoje restauracje, swoje sklepy, gdzie wszystko było w języku polskim, tak że ludzie, którzy mieszkali tam od urodzenia poczuli się mocno zaniepokojeni. Ich świat został przestawiony do góry nogami, tylko dlatego że są członkami Unii Europejskiej… Rdzenni obywatele Wielkiej Brytanii nie mają problemów z imigrantami ze swoich dawnych kolonii takich jak Indie, Pakistan, RPA, bo Ci ludzie od małego mówili po angielsku, czyli nie było bariery językowej. Poza tym nie bagatelną rolę odgrywa tęsknota do dawnej świetności, czyli do Wielkiego Imperium Brytyjskiego, kiedy to Londyn był niekwestionowaną stolicą świata.

Ale pojawili się Polacy, tym razem nie żeby bronić Wielkiej Brytanii jako dzielni piloci dywizjonu myśliwskiego 303, ale jako konkurencja do miejsc pracy, oraz jako Ci, którzy zabierają przestrzeń życiową. Brexit miał być panaceum na wszelkie bolączki obywateli Wielkiej Brytanii. A przynajmniej co niektórym się tak wydawało że następnego dnia po wygranym referendum rozwodowym z Unią Europejską, Polacy masowo zaczną opuszczać Wielką Brytanię. Nic takiego nie nastąpiło… Co może prowadzić niektórych do takiej frustracji, że z bezsilności postanowili Polakom trochę krwi napsuć.

Podziel się!

Jak oszukać Pana Boga tak, by się nie pogniewał? Judaizm

Jak oszukać Pana Boga tak, by się nie pogniewał? Judaizm
Tora, czyli najważniejszy tekst judaizmu nie tylko uczy wiernych jak żyć, ale przede wszystkim daje gotowe wskazówki jak robić to w sposób właściwy i odpowiedni. Przykazań, nakazów czy zakazów wyznawcy tej religii znajdą w niej całe mnóstwo. Nie wszystkim jednak to się podoba. Jak zatem przechytrzyć Pana Boga by go nie rozgniewać? Okazuję się, że wierni mają swoje sposoby.

Czego nie wolno, a co można

Żydzi i ToraTora reguluje każdy, nawet najprostszy aspekt codziennego życia. Najwięcej obostrzeń dotyczy szabatu (w judaizmie i tradycji chrześcijańskiej ostatni – siódmy dzień każdego tygodnia), czyli soboty. Praca w dzień święty jest niedopuszczalna, nawet ta najprostsza. Szybko wymyślono zatem, że skoro samemu nie można wykonywać najprostszych czynności takich jak choćby zapalenie świecy wystarczy zatrudnić innowierce, który nie jest Żydem czyli tzw. „szabes-goja”. Wystarczy mu zapłacić, by wykonał za nas czynności i już jesteśmy „czyści”. Ta sztuczka jest ciągle popularna, szczególnie wśród Żydów amerykańskich.

Jak być sprytnym po siedmiu latach

Tora stwierdza jednoznacznie: „ Przez sześć lat będziesz obsiewał ziemię i zbierał jej płody, a siódmego pozwolisz jej leżeć odłogiem i nie dokonasz zbioru, aby mogli się pożywić ubodzy z twego ludu, a resztę zjedzą dzikie zwierzęta. Tak tez postąpisz z Twoja winnicą i z twoim ogrodem oliwnym” (Ks. Wj 23, 10-12), a w innym miejscu dodaje:” Pod koniec siódmego roku przeprowadzisz darowanie długów(…) każdy wierzyciel daruje pożyczkę udzieloną bliźniemu, nie będzie się domagał zwrotu od bliźniego lub swego brata, ponieważ ogłoszone jest darowanie ku czci Pana. Od obcego możesz się domagać zwrotu, lecz co Ci się należy od brata, daruje twa ręka” (Ks. Pwt 15, 1-4). Powyższe zapisy mogłyby przysporzyć Żydom poważnych problemów i ograniczeń. By móc rozwijać firmę, bank czy choćby gospodarstwo handlowe trzeba było znaleźć rozwiązanie, które szybko wynaleziono. Ponieważ zakaz dotyczył tylko wyznawców narodu wybranego wystarczyło grunt fikcyjnie sprzedać innowiercy by móc go już „legalnie” dalej uprawiać. Innym równie skutecznym rozwiązaniem jest hydroponika czyli uprawianie roślin w szklarniach na wodnych pożywkach.
Z powodzeniem poradzono sobie również z zapisem o darowaniu długów. Wymyślono tzw. prawo prosbulu. Na ten nieskomplikowany pomysł wpadł w I w. n.e. rabin Hillel Satrszy. Żyd-szabes-gojaStwierdził, że wystarczy przenieść dług na instytucję religijną, która nie jest ani niczyim bliźnim, ani bratem. Zatem nie ma obowiązku anulowania spłaty. Po roku szabatowym miała miejsce transakcja powrotna i wszystko wracało do normy. Dzięki temu Żydzi mogli dalej zajmować się bankowością i handlem opartym na kredycie oraz pomnażać swoje majątki bez zbędnego ryzyka.
Oczywiście najbardziej „dręczeni” problemami tego typu są ortodoksyjni Żydzi: ponieważ nie można wykonywać w pracy nawet tak prozaicznych czynności jak zapalanie światła (dawniej rozpalanie ognia) powstało wiele urządzeń by ułatwić Żydom życie: takiej jak szabatowe piekarniki włączające się z opóźnieniem czy lodówki, w których po otwarciu nie zapala się światło. Powstały nawet firmy specjalizujące się w produkcji urządzeń z włącznikami czasowymi. Dzięki nim urządzenie można nastawić jeszcze przed szabatem, a w dzień święty samo się włączy i zrobi za nas zakazaną rzecz np. podgrzeje obiad. Najbardziej znaną firmą produkująca tego typu urządzenia jest Zomet Institute, która produkuje sprzęt także dla wojska. Żołnierzy bowiem, jak wszystkich innych wiernych obowiązują szabatowe zakazy.

Jak podróż to tylko na butelkach z wodą

W przedwojennej Polsce widywało się Żydów podróżujących w pociągu na butelkach z wodą. Wszystko przez zakaz mówiący, że w szabat podróżowanie jest zakazane. Jednak Rabini doszli do wniosku, że zakazy te dotyczą jednak ziemi, a woda nie jest w nich uwzględniona. Nawet krótkie wyjście poza swoje podwórko jest uznawane za swoistą podróż. Jednak i na to wynaleziono rozwiązanie. Hebrajskie słowo eruw oznacza mieszanie. Tak samo określa się sposób omijania prawa podróżowania. Wystarczy „zmieszać” kilka ulic, domostw czy obiektów, zaznaczyć je tasiemkami czy sznurkami, czyli symbolicznie połączyć i już można się poruszać jak po swoim terenie nie łamiąc przy tym boskich zakazów. Walka z zakazami przypomina trochę zabawę w kotka i myszkę, niczym walka nieuczciwych podatników z urzędem podatkowym. Jednym słowem wszystkie chwyty dozwolone jednak w granicy prawa, w tym wypadku boskiego. Naciąganie bożych praw, omijanie przepisów czy szukanie kruczków to często w codzienne życie wyznawcy nie tylko judaizmu, a każdej religii.

Podziel się!

Armia europejska

Integracja jaka dokonała się pomiędzy państwami Europy po II wojnie światowej i wciąż się pogłębia, miała na celu przede wszystkim zapobieganie międzynarodowym konfliktom zbrojnym i zbudowanie wzajemnej współpracy. By móc rozważać kwestie powołania armii europejskiej należy pokrótce zbadać jak integracja się kształtuje i jaką obiera strukturę, w ogólnym rozumieniu tego słowa. Otóż jednym z konstytutywnych jej elementów jest utworzenie takich instytucji w danej strukturze integracyjnej, które działają normalnie na poziomie narodowym. Takie instytucje niejako mają dalekosiężny cel, jakim jest zastąpienie w przyszłości ich odpowiedników na poziomie narodowym. Jedną z takich instytucji jest armia, która obecnie w UE nie została utworzona, a nad sensem jej powołania będziemy się zastanawiać w dalszej części artykułu. Temu procesowi towarzyszy również kształtowanie się pewnej wspólnej tożsamości, kultury, która jest tym elementem, który buduje poczucie przynależności nie jedynie państw samych w sobie, a przede wszystkim społeczeństwa, które według mnie odgrywa istotną rolę w procesie nieustannie pogłębiającej się integracji.
Na wstępie zastanówmy się, jaką rolę miałaby pełnić owa armia w strukturach europejskich. Według poglądów badaczy stojących u podstaw integracji europejskiej, to współpraca ekonomiczna, gospodarcza i handlowa daje podstawę stabilności i pokoju na świecie. Monnet sądził, że gdy państwa europejskie ponownie nastawią się na defensywę, zaczną one budować wielkie armie, i to ponownie doprowadzi ich do konfliktu. Skoro więc armia europejska nie miałaby na celu odstraszania potencjalnego agresora, to jaka funkcja w strukturach unii mogłaby zostać jej przypisana.
Unia Europejska jest współcześnie bardzo ważnym i docenianym aktorem stosunków międzynarodowych. Dodatkowo, jak podmiot współpracy demokratycznych państw europejskich, postrzegana jako podmiot, od którego można oczekiwać pomocy w rozwiązywaniu światowych problemów (a przynajmniej europejskich). Posiadając odziały zbrojne miałaby możliwość prowadzenia operacji stabilizacyjnych w rejonach objętych kryzysami i konfliktami. Wprawdzie w ramach organizacji prowadzona jest Europejska Polityka Bezpieczeństwa i Obrony (EPBiO) i przeprowadzono już za jej pośrednictwem ponad 20 misji pokojowych, natomiast spotyka się ona w dużej mierze z problemami o charakterze finansowym i politycznym.
Swój pomysł utworzenia armii europejskiej najpierw wysunęły Niemcy, w przedstawicielstwie ministra spraw zagranicznych Franka-Waltera Steinmeiera i prezydenta Nicholasa Sarkozy’ego. W ich wizji, armia miałaby się składać z jednostek wojskowych państw członkowskich oddanych pod Jarosław-Kaczyński-Arma-Europejskawspólne dowództwo. W 2007 roku do tego pomysłu wrócił Jarosław Kaczyński. Zgodnie z jego ideą armia miałaby liczyć około 100 tys. żołnierzy i podlegać przewodniczącemu Komisji Europejskiej, a dowodzić miałaby nią Kwatera Główna NATO. Taka struktura nie miałaby jednak racji bytu i niezgoda z integracją europejską, ponieważ siła zbrojna byłaby tak naprawdę dowodzona przez amerykanów. W swoim przemówieniu podczas Forum Ekonomicznego w Krynicy podkreślał, iż silna Europa jest dla niego ważna, i że zbudowanie sił zbrojnych na szczeblu europejskiej współpracy zdecydowanie wzmocniło by jej pozycje na arenie międzynarodowej. Mówił o tym, że UE niejednokrotnie potrzebowała wojsk by móc przeprowadzić misje pokojowe, nie miała jednak skąd ich wziąć. Kaczyński wysunął nawet tezę, że Unią Europejska stała by się potęgą mogącą się równać z Waszyngtonem. To stanowisko zdaje się być zgodne z założeniem, że Stany Zjednoczone mają wpływ na formułowanie się federalizmu w UE. Jako potęga gospodarcza i polityczna stanowią wzór do naśladowania. Porównywanie się do nich stanowi faktyczną chęć dorównania im, również na poziomie funkcjonowania armii. Moim jednak zdaniem, nie powinniśmy porównywać swoistej federacji Stanów Zjednoczonych z UE, którą możemy określać jedynie quasi-państwem. Przede wszystkim w przeciwieństwie do USA, unia nie posiada organu wykonawczego, który by miał prawo do wdrażania centralnie zorganizowanych praw na szczeble regionalne.
Przeciwnicy powołania armii europejskiej na pewno na jeden z wiodących argumentów przedstawią kolejny poziom do ograniczania suwerenności. Absolutnie nie możemy jednak się z nim zgodzić. Według art. 90 polskiej konstytucji, poszczególne kompetencje suwerena mogą zostać przekazane, bez naruszania suwerenności, która jest niepodzielna i funkcjonuje tylko jako całość. Jest to działanie dobrowolne i mające na celu w pewnym stopniu odciążenie centralnych organów państwa. Przede wszystkim armia europejska nie zastąpiłaby armii narodowej, lecz byłaby elementem dodatkowym, pomocniczym.
Analityk Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych Marcin Terlikowski, wychodzi z nieco inną koncepcją. Otóż twierdzi, że lepszym pomysłem byłoby utworzenie armii ponadnarodowej, zamiast wielonarodowej jak było to postulowane wcześniej. Miałaby się składać ona z własnych jednostek, do których włączeni byliby zawodowi żołnierze pochodzący z krajów członkowskich, ale mający indywidualne kontrakty bezpośrednio z UE.
Taka armia byłaby niezależna od narodowych sił zbrojnych i podległa Radzie Unii Europejskiej. Z taką koncepcją wiążą się jednak liczne zagadnienia, które musiałyby zostać uregulowane oraz znaczne fundusze. Armia by była skuteczna musi prowadzić tzw. operacje połączone, czyli takie, które wykorzystywałyby lądowe, powietrzne i morskie siły, a do tego potrzeba kosztownego sprzętu. Tak czy inaczej, ten projekt wydaje się mieć większą szansę realizacji i skuteczności. Wyszkoleni żołnierze na szczeblu europejskim nie byliby w żadnym stopniu zależni od państw narodowych, poza tym jednolita struktura szkoleń sprawiłaby, że armia byłaby solidna i stała, co byłoby trudniejsze w przypadku oddelegowania grupy walczących każdego państwa do jednej jednostki.
Moim zdaniem, w procesie następującej integracji, który obserwujemy w ciągu ostatnich lat, jest nieuniknione tworzenie się kolejnych struktur i instytucji europejskich. Myślę, że z biegiem lat pojawi się również i armia, ale tak jak zaznaczyłam wcześniej, sądzę, że będzie ona miała raczej charakter ponadnarodowy. Myślę, że argumentem, który zmotywuje państwa członkowskie do jej utworzenia będzie opinia międzynarodowa, o której wspominałam już wcześniej. Oczekiwania względem unii w dziedzinie szerzenia demokracji będą coraz większe. Chodzi przede wszystkim o misje stabilizacyjne, w tym również interwencji w państwach, które nie radzą sobie z ustrojami autorytarnymi. Sytuacja jest o tyle skomplikowana, że państwa członkowskie mają różne zdania na ten temat. Wiele z nich nie zdecydowałoby się na powołanie sił zbrojnych, w rezultacie czego, gdyby je mimo to powołano przez określoną grupę państw, które się na to zdecydowały, mielibyśmy do czynienia z integracja w integracji. Niestety jest to negatywne zjawisko, które powoduje tworzenie się elitarnych grup wewnątrz struktur Unii Europejskiej, ze względów zwykle ekonomicznych (wiele z państw nie stać na utrzymywanie ponadnarodowej armii, lub mają zbyt słaba własną by móc przekazać swoich żołnierzy do armii wielonarodowej).

Podziel się!

Czy Bóg może pogodzić potępienie i zbawienie?

Pytanie postawione w tytule jest bardzo kontrowersyjne. Dla wielu uszu niemożliwe wręcz do słuchania, a jeszcze innych ocierające się o bluźnierstwo, herezję, a nawet blasfemię. I mnie, kiedy na nie wpadłem, spotkała za to natychmiastowa kara. Myślałem, że to kara od Boga, a dziś, kiedy moja wiara dojrzała, wiem, że sam siebie ukarałem za to, że odważyłem się w ten sposób sformułować pytanie, na które chyba nigdy się jeszcze w historii ludzkości nie pojawiła wyczerpująca odpowiedź. A przynajmniej w naszej religii, w chrześcijaństwie, szczególnie w katolicyzmie, a zwłaszcza jego zachowawczym nurcie. Racjonalnie myślący człowiek, który odważa się posłużyć rozumem, danym wszak przez Stwórcę, który stworzył nas na swoje podobieństwo, nie może się kiedyś z takim zagadnieniem nie spotkać.

Zacznijmy od początku

Na początku był chaos przedstwórczy, jak uczyły już wielkie mity ludzkości. Potem święty Jan, autor ewangelii i listów, a także Apokalipsy, umiłowany uczeń Jezusa, z którym z tego powodu zapewne najwięcej rozmawiał, napisał piękny Prolog, w którym zamiast przeustawnego chaosu był przedstwórczy Logos. W grece oznacza on nie tylko “słowo”, ale szerzej – rozum, porządek rozumowy, ratio w opozycji właśnie do mythos, czyli sfery obrazowo-wyobrażeniowej i emocjonalnej. Na początku był tedy Logos – odwieczne umiłowane Słowo, które stało się ciałem i mieszkało, pracowało,zmarło , i zmartwychwstało za nas,ludzi poranionych, upadłych niekiedy nisko, grzesznych i winnych, nawet przez codzienne zaniedbania.

Bóg nie musiał niczego stwarzać. Mógł istnieć tylko On i ewentualnie stworzone przez niego byty anielskie, z których część – jak uczy stara tradycja – wypowiedziała Bogu, swemu  stwórcy, posłuszeństwo, wyrzekła się przedwiecznej Miłości i wybrała zło, którego sednem jest nienawiść i wszelkie dzieła negatywnych emocji, będące jakby “spektrum nienawiści”. Lecz Bóg mimo, iż wiedział, że ludzie będą – jako istoty podobne tylko do Boga, ale z Nim nietożsame – upadać i skłaniać się do zła, zwłaszcza za poduszczeniem złych aniołów.

Wszystko – jak uczy kosmologia – powstało z miłości i dla człowieka, co stwierdza tak zwana “zasada antropiczna”. Gdyby parametry kosmosu w pierwszych sekundach istnienia były choćby o milimetr inne niż były, życie w kosmosie na Ziemi powstać by nie mogło. Jednak powstało i trwa pomimo wielu trudności i kłopotów. Cała historia ludzkości, której częścią najważniejszą jest historia stworzenia, upadku i zbawienia oraz uświęcenia, pokazuje, że tu chodzi o Miłość. Jan pisze, że Bóg jest Miłością, taką prawdziwą, od której pochodzą wszystkie ludzkie uczucia pozytywne, wspaniałe przykłady heroicznych czynów, podejmowanych z miłości do Boga i człowieka. Niestety, w dzieje ludzkości wkradło się kiedyś zło, pokonane potencjalnie przez ofiarę Syna Bożego. Potencjalnie, bo nie istnieje automatyzm zbawczy: człowiek powstał bez swej współpracy, ale nie będzie zbawiony bez współpracy z Łaską Ducha Świętego, który “od Ojca i Syna pochodzi”.

 

Dla Boga wszystko jest możliwe

Czy Bóg może pogodzić – dochodzimy do sedna – potępienie rozumiane jako sprawiedliwą konsekwencję złego życia, pełnego grzechu i nienawiści, życia bezproduktywnego z wiecznym zbawieniem, rozumianym jako ostateczne pokonanie zła? Ta straszna z pozoru sugestia wcale nie musi być taka straszna. Ostatecznie nikt Bogu nie ma prawa dyktować, co On postanowi, a Jego wolą jest zbawienie wszystkich ludzi od pierwszych przez nasze czasy aż po kres istnienia ludzkości. Ostatecznie to Bóg jest wszechmocny, a nie nasze słabe “ja”.

Jak tedy pogodzić sprawiedliwą karę dla choćby największych zbrodniarzy ludzkości z możliwością, że i oni doznają przebaczenia? Kościół co niedzielę modli się o “upragnione przebaczenie”. Tylko człowiek świadomy, że mu wiele darowano, wiele umiłuje, a im więcej przebaczono, tym bardziej będzie wdzięczny i miłujący. Jeśli tylko uzna zło, jakie popełnił.

Co jednak z największymi grzesznikami, wśród których sataniści, ludzie złej woli, przywódcy zorganizowanych mafii, gangów, przestępczości, którzy – mimo wielokrotnych nawoływań ludzi dobrej woli – dalej brną w zło świadomie i w pełni dobrowolnie? Nie nam to sądzić.

Dotykamy tu wielkiej Tajemnicy. Ostatecznie Bóg jako wszechmocny jest zdolny jakoś, w sobie tylko znany sposób, pogodzić ukaranie, nawet wieczne, z ostatecznym zbawieniem. Nie znaczy to, że zaraz należy sobie powiedzieć: “Tak? Świetnie, to mogę grzeszyć dalej!” Żadną miarą! Ten możliwy, choć potrzeba tu żmudnych badań teologicznych scenariusz jest dla tych, którzy naprawdę zdają sobie sprawę, że dobrowolnie źle żyli i że po ludzku zasługują na wieczną mękę, z której najgorszą jest utrata Boga. Jak pisał Alfons Liguori, “jeśli Boga straciłeś, cóż więcej możesz stracić” (cytat z pamięci)? Nie jest moim zamiarem jakieś chrześcijańskie “róbta, co chceta”. Moim celem jest pomóc wszystkim, których całe życie prześladuje ich własne sumienie, nieraz nadwrażliwe, niedobrze ukształtowane przez zbyt surowe wychowanie czy niewłaściwe katechezy albo homilie.

Bóg może wszystko. Tajemnicą jest, jakie ma plany wobec każdego i każdej z nas. Nie należy jednak wykluczać i takiej możliwości, że On nas tak kocha, że po słusznym ukaraniu może zbawić i tych, których my niestety często samowolnie potępiamy w duchu. I to nawet nie znając historii ich życia, a tym bardziej okoliczności i warunków życia, w jakich musieli żyć. Nie oceniajmy ani żywych, bo jest to przedwczesne i nie należy do nas. Nie potępiajmy zmarłych, bo jeśli nawet bardzo źle żyli, “przedziwne jest z nimi Miłosierdzie Boże”, pisała święta Faustyna. A święci już są nieomylni, obcują bowiem z absolutną Mądrością i Miłością, podnoszącą każdego, kto tego pragnie z całego serca. Dla Boga nie ma bowiem rzeczy niemożliwej. O tym musimy sobie stale przypominać.

Podziel się!