Bóg chciał inaczej, ale przez naszą wolną wolę musiał zmienić plan

Ile razy słyszeliśmy że to wszystko przez Adama a szczególnie przez Ewę która mu podała zakazany owoc? Czy tak naprawdę dla Boga Stwórcy zerwanie zakazanego owocu wbrew jego Woli miało dla Boga tak dużą wagę by potraktować to tak surowo pozwalając na zerwanie przyjaźni pomiędzy Bogiem a człowiekiem. odstępstwo od planu życia w szczęściu który dla człowieka Bóg przygotował? Czyż Bóg, który wszystko wie, nie domyślił się że zakazany owoc będzie zerwany? A może było by lepiej jak by nie wskazał drzewa „dobra i zła” pierwszym ludziom, no bo jak by nie wiedzieli o jego istnieniu to może by nie zerwali? Ale jak to jest możliwe że pomimo dużego ryzyka jakie miało ewentualne zerwanie zakazanego owocu, drzewo poznania dobra i zła nie było dość dobrze strzeżone tak aby człowiek nie miał do niego dostępu. A skoro miał człowiek swobodny dostęp to śmię myśleć iż ograniczenie fizycznego dostępu do drzewa przez Boga, było by potraktowane brakiem zaufania ze strony Boga do człowieka? Więc Bóg miał bezograniczoną ufność do człowieka, a obcowanie człowieka z Bogiem było na poziomie jak członek rodziny. Powierzchowne myślenie koncentruje się na fakcie zerwania zakazanego owocu, natomiast właściwa refleksja powinna być w kierunku braku zaufania jakie pierwsi ludzie wykazali do osoby Pana Boga. Wiemy że to nie była ich myśl, ale kuszenie Szatana, który podpuścił zwątpienie: „czy to prawda że Bóg powiedział że nie możecie jeść owoców z tego ogrodu.” Pierwsi ludzie weszli w dialog z Szatanem, lekceważąc i łamiąc prawo Boże które miało być gwarancją szczęścia i życia dla ludzi. Bóg dopuścił do tego, bo nie było by prawidłowe powiedzieć że coś wyszło nie tak Panu Bogu, jeśli jego przymiotem jest również wszechwiedza, wszech obecność. Można by stwierdzić że Bóg ma pewną zasadę która w jakiś sposób utrzymuje i współdziała z naszą wolną wolą. Mianowicie Bóg respektując naszą wole dopuszcza zło by wyciągnąć z niego dobro, lepsze dobro aniżeli było pierwotnie. Bo czy dopuszczenie upadku pierwszych ludzi, i odtworzenie, stworzenie, człowieka na nowo w Chrystusie Synu swoim nie jest dla nas lepszym dobrem aniżeli bycie wówczas tylko stworzeniem. Idea stworzenia człowieka na obraz i podobieństwo Boga nie wyczerpuje się w stworzeniu ciała i duszy według stanu przed grzechem pierworodnym. Bóg w swej miłości i opatrzności miał zamiar obcować z człowiekiem ciągle, stale tak aby pomimo wolnej woli człowiek, uznając i szanując to co Bóg dla niego zrobił, jaką nieskończoną miłością Bóg go obdarzył, z miłości utrzymywał relacje ze swoim stwórcą. O szczęśliwa Wino że takiego wielkiego zbawiciela doznałaś. Jeśli Bóg był by przy pierwszych ludziach podczas kuszenia, zapewne człowiek by nie posłuchał Szatana. Bo miałby przed oczyma piękno obcowania z Bogiem, a Szatan nie śmiał by się pojawić może. Lecz Bóg nie stworzył nas niewolnikami, lecz wolnymi, a permanentna fizyczna obecność Boga w życiu człowieka zredukowała by ekspresję wolnej woli człowieka co nie było zamierzone przez Boga. Bóg się ukrył w raju by człowiek mógł swobodnie poruszać się po ogrodzie szczęścia. To zakrycie się Boga welonem niewidzialności pozwoliło człowiekowi korzystać w pełni z największego daru jakim Bóg człowieka obdarował: Wolna wola. I tak ludzkość, poprzez wiarę w niewidzialnego Boga, ukrytego przed naszymi oczami, ale widzialnego i obecnego w naszym sercu dopełniło się, skrzyżowało się perfekcyjna możliwość Wolnej Woli i obecność Boga i jego prawa w naszym życiu. Czyż dziś będąc w łasce uświęcającej nie czujemy obecności Bożej w naszym sercu? Możliwe że nadal niektórym rzecz ta nie wydaję się tak realna jak tym którzy opróżnili swoje serce by Bogiem się wypełnić. Zamiarem Bożym od początku stworzenia było by człowiek był szczęśliwy z Bogiem, a nie sam w sobie, choć obecność Boża w naszych sercach za sprawą łaski Bożej sprawia że jesteśmy z Bogiem w jedności.

Czym jest zło i dlaczego człowiek postępuje źle, czyli problem grzechu w ujęciu św. Augustyna

Od zarania dziejów filozofowie zajmują się badaniem teorii zła. Zajmują się zarówno jego pochodzeniem, źródłem, jak i skutkami jakie ze sobą niesie. Do tej pory nie udało ustalić się jednolitej definicji tego słowa i sądzę, że nigdy to nie nastąpi. Mimo to, chciałabym przedstawić jedną z licznych teorii.
W teorii św. Augustyna przedstawionej w „Dialogu o wolnej woli” próbuje się odnaleźć zarówno źródła zła jak i jego przyczyny. Można przypuszczać, że samo jego istnienie związane jest wolną wolą, dzięki, której człowiek mogąc postępować zgodnie z swymi pragnieniami, może wybrać złą ścieżkę. Czym zatem jest zło? W dziele tym jest ono przeciwstawione dobru i nazywane jest grzechem. Pojawia się pytanie dlaczego mimo wolnej woli ludzkie czyny określane są jako te właściwe oraz nie pożądane. Otóż teoria augustiańska zakłada, iż wolna wola została stworzona przez Boga i dana człowiekowi by ten czynił dobrze. Zatem zło jest działaniem wbrew pierwotnemu przeznaczeniu wolnej woli. Jest poruszeniem duszy, odwróceniem od właściwego kierunku, można przypuszczać, że jest to odwrócenie się od największego dobra, którym jest Bóg. Autor określa, że owo poruszenie jest ruchem niedoskonałym, pochodzącym z nicości, ale zależnym wyłącznie od człowieka i dobrowolnie przezeń wywoływanym zatem zawinionym.
Idąc dalej należy zauważyć, że stwarzając dobro, Bóg powołał na świat zło. Skutek ten nie mógłby zostać pominięty gdyż jedno nie może istnieć bez drugiego. Kontrast oraz różnice pomiędzy tymi pojęciami nadają im kształt, definiują je. Widoczna jest tu dwubiegunowość, gdzie człowiek postępując dobrze, czyli kierując się ku Bogu i działając zgodnie z jego wolą zostaje nagradzany, natomiast postępując źle idzie w przeciwną stronę, odwraca się od Stwórcy co powoduje karę. Wolna wola odgrywa tu kluczowe znaczenie gdyż metaforycznej drodze „do” lub „od” Boga nadaje swobodę wyboru przez co poszczególne ścieżki możemy określić jako moralne lub grzeszne. Gdyby wolna wola nie istniała, nie można byłoby mówić o złu, gdyż człowiek nie postępował by zgodnie z własnymi wyborami. Święty Augustyn jest iście chrześcijańskim filozofem, zatem i Bóg, o którym mówi w swoim dziele jest zapewne Bogiem chrześcijańskim. W związku z tym możemy pójść dalej i zdefiniować zło jako postępowanie nie zgodne z dziesięcioma przykazaniami. Jest to porzucenie dóbr wysokich, a więc wspólnych i niezmiennych, można powiedzieć wiecznych, dla dóbr osobistych o niższej wartości. Można powiedzieć, że złem określane jest tutaj dbanie o dobra doczesne, codzienne a zaniedbywanie tego co ma według religii chrześcijańskiej ukształtować i doprowadzić do życia wiecznego. Święty Augustyn owe poruszenie woli dzieli na trzy kategorie: poruszenie ku osobistemu dobru, ku dobru zewnętrznemu i dobru niskiemu. Kolejno pierwsze dotyczyć ma spraw gdzie wola ludzka oczekuje zupełnej niezależności, drugie dotyczy zbytniego zainteresowania sprawami innych i tymi, które jej nie dotyczą, trzecie dotyczy zaś rozkoszy cielesnych. Owe dobra doczesne przedstawiane są w Biblii jako grzechy i są zakazane w dekalogu. Mówi się tu zdecydowanie o grzechach bardziej psychicznych aniżeli fizycznych. Chodzi o zło/grzechy duszy, które budują ją niedoskonałą i oddalającą się od największego dobra – Boga. Podsumowując, zło jest tym co zaistniało po stwarzeniu przez Boga wolnej woli, jest nieodzowną częścią rzeczywistości, konieczną do istnienia i rozróżnienia dobra. Można powiedzieć, że wraz z relacją pomiędzy dobrem i złem zachowana zostaje równowaga w świecie i możliwość jego prawidłowego funkcjonowania.  Słowami Świętego Augustyna: „Zło nie jest ci to żadna natura, a nazwa ta nie oznacza niczego innego jak tylko brak dobra”.
Skoro jednak ludzie mają wybór : dobro lub zło, to dlaczego wybierają ciemniejszą stronę duszy? Co skłania ich do odsuwania się od Boga zapewniającego życie po śmierci, w stronę dóbr doczesnych? Przede wszystkim ich fenomenalność, zmysłowość, dostępność i bliskość w przeciwieństwie do dóbr wiecznych. Idąc o krok dalej, znając Pismo Święte i czytając dzieła świętego Augustyna w jego kontekście, można dojść do konkluzji, że ludzkie zło niejednokrotnie wynika z niewiary. Nie mając pewności co do ziszczenia się obietnic złożonych przez Boga o życiu wiecznym, ludzie wybierają dobra doczesne, których są pewni, że dają im na ten moment szczęście. Dobra doczesne są łatwiejsze do osiągnięcia, nie wymagają tak dużego zaangażowania i oczekiwania jak dobra wieczne co zdecydowanie zachęca ludzi. Zarówno w XXI wieku jak i wiele wieków wstecz ludzie dzielili się na tych żyjących moralnie i grzesznie, niejednokrotnie był to podział na biednych (którzy nie dbali o dobro na ziemi) i bogatych (którzy pławili się w luksusach codzienności). Obecnie rozwój cywilizacji i nauki daje bardzo dużo możliwości i stwarza wiele okazji do grzechu. Teraźniejszy świat stwarza jeszcze większy kontrast między dobrem i złem, a zatrzymanie metaforycznego „spadania w dół” nie jest już takie proste, mimo swobody działania. Wracając do dzieła świętego, dowiadujemy się, że zło ludzi nie jest zależne od ich ciała, od ich fizyczności. Za wszystko odpowiedzialna jest dusza, która to powoduje ruch odchodzący od Boga. Ruch duszy jest natomiast jak najbardziej dobrowolny, a jako, że istotą życia i egzystencji ludzkiej jest nie ciało, lecz ducha to dochodzimy do wniosku, że człowiek działa źle bo po prostu takiego wyboru dokonuje. Może to być uwarunkowane różnymi kwestiami, nie zwalnia go to jednak z odpowiedzialności za grzechy, których się dopuszcza. Nie może być w żaden sposób usprawiedliwiony, gdyż według świętego Augustyna natura ludzka nie ma tu żadnego znaczenia. Zło, którego człowiek się dopuszcza nie jest motywowane przez naturę ludzką, człowiek samoistnie dokonuje złych wyborów. Rozbity zostaje tu pogląd o złej naturze ludzkiej. Wówczas grzeszność ludzi byłaby w pewnym stopniu pobłażana. Rozmówcy stwierdzają jednak, że człowiek jako wytwór boskiej ręki, nie może być czymś złym gdyż wszystko co pochodzi od Boga jest dobrem.
Wedle powyższych stwierdzeń, człowiek stwarzany jest przez Najwyższego jako postać dobra, bliska doskonałości i nie znająca zła – bo wszystko pochodzące od Stwórcy jest przecież dobre. Argument na całkowicie dobrą dusze ludzką daje nam również Biblia, a w niej Księga Rodzaju, w której mowa, że Bóg stworzył człowieka na swoje podobieństwo, zatem musi on być istotą bezgrzeszną w momencie stworzenia. Poznanie zła musi zatem następować dopiero później, w kontakcie ze światem zewnętrznym. Człowiek postępuje źle, bo nie sam w sobie jest zły, ale świat do którego wchodzi zrodzony był wiele lat wcześniej i zdążyło w nim zagnieździć się zło, które wpływa na ludzi. Człowiek może się mu przeciwstawić, lecz zazwyczaj jest na to zbyt słaby.
Autor pomija problem grzechu pierworodnego. Skoro według niego, człowiek jest dobrem pochodzącym od Boga, skąd jawi się owy uszczerbek na duszy? Czy potomków Adama i Ewy również możemy nazywać całkowicie dobrymi dziełami Boga? Przecież są splamione postępkiem pierwszych rodziców i już przy poczęciu w ich duszy rodzi się zło. Pójdźmy o krok dalej, być może owo poruszenie duszy oddalające od Stwórcy, wynika właśnie z pierwszego grzechu i to on, jako znamię na duszy, powoduje jej złe występki. Takie stwierdzenie mogłoby jednak w niewielkim stopniu usprawiedliwić zło dokonywane przez człowieka, jako przekazywane przez dalekich przodków w postaci grzechu pierworodnego.

Motyw cierpienia w literaturze

Cierpienie jest nieodłączną częścią życia każdego człowieka. Według słownika języka polskiego jest to ból fizyczny lub psychiczny. Zazwyczaj pojawia się niespodziewanie, a jego przyczyny są różne, często nieznane. Cierpienie to motyw obecny w literaturze i sztuce od dawna. Choć na przestrzeni wieków motyw ten pełnił różne funkcje, a cierpienie było wielorako postrzegane, to nadal jest to temat, który inspiruje wielu autorów. Często zadajemy sobie pytanie- jaki sens ma cierpienie? Dlaczego cierpimy? Czy to kara? Czy mamy na to jakiś wpływ? Czy możemy w jakiś sposób zapobiec cierpieniu? W literaturze możemy odnaleźć wielu bohaterów, których cierpienie ma zupełnie inny wymiar. Choć odczuwają oni ból z różnych powodów, to dla każdego z nich cierpienie jest wyjątkowo trudnym czasem.
Hiob to biblijna postać, która od razu kojarzy się z cierpieniem. Mieszkaniec ziemi Us był bardzo pobożnym człowiekiem, zdrowym, szczęśliwym mężem i ojcem dziesięciorga dzieci. Jego życie stało się przedmiotem zakładu Boga i Szatana. Bóg był pewny wiary Hioba, więc pozwolił Szatanowi zabrać mu wszystko. Bohater starotestamentalnej księgi został kolejno pozbawiony majątku, rodziny, dotknięty przez trąd. Nieszczęścia te miały wystawić jego wiarę na próbę, jednak Hiob nie zwątpił i mimo przeciwności losu głęboko wierzył w Boga i go błogosławił.  W nagrodę za wierność Bóg przywrócił mu utracone dobra, pomnażając je. Córki Hioba były najpiękniejszymi kobietami w kraju, a mężczyzna dożył w zdrowiu później starości, widząc cztery pokolenia swojego potomstwa. Podczas gdy na Hioba spadały kolejne cierpienia, odwrócili się od niego także sąsiedzi, z którymi zawsze utrzymywał dobre stosunki. Niegdyś panowało przeświadczenie, iż cierpienie dotyka tylko największych grzeszników, gdyż jest karą za złe czyny. Wnioskowali oni więc, że Hiob musiał zrobić coś bardzo złego, skoro spotkał go tak straszny los. Nie potrafili przyjąć, że cierpi on niewinnie.
cierpiący-HiobKsięga Hioba nie jest jednak tylko opowieścią o niezawinionym cierpieniu. Jest to wyjątkowy poradnik, nie tylko dla osób wierzących, który pokazuje, w jaki sposób przyjmować cierpienie. Hiob, który traci absolutnie wszystko, nie buntuje się przeciwko boskim wyrokom. Wie, że wszystko co posiadał, było darem od Boga i On ma prawo odebrać ten podarunek w każdej chwili. Nawet jeśli wydaje się to niesprawiedliwe, to nie można popadać w rozpacz, gdyż to świadczyłoby o utracie wiary w Boga, o utracie nadziei. Hiob jest przykładem człowieka, który z pokorą przyjmuje swój los. To także osoba pełna nadziei, która nie traci jej nawet, gdy spadają na nią najgorsze wieści, dziś nazywane właśnie hiobowymi. Zarówno dobro jak i zło to dary losu, które trzeba pokornie przyjmować. Postać Hioba pokazuje także, że cierpienie nie jest bezcelowe, nadaje ono sens życiu, przynosi zmianę na lepsze. Aby docenić dobro, trzeba także doznać zło.
Gustaw to główny bohater IV części „Dziadów” Adama Mickiewicza, który cierpi z powodu nieszczęśliwej miłości. W Zaduszki przychodzi jako Pustelnik do domu greckokatolickiego księdza i opowiada mu historię swojego życia i niespełnionej miłości. Uczucie, które od pierwszego wejrzenia połączyło Gustawa i jego wybrankę, stało się dla bohatera sensem życia. Bohater wierzył w koncepcję „dusz bliźniaczych”, według której przed narodzinami ludzie byli parami złączeni w jedną duszę, a w momencie narodzin rozdzielali się. Związek ten jest jednak silniejszy od ludzkiej rozłąki. Gustaw wierzył, że jego ukochana jest drugą połową jego duszy i w miłości do niej zatracił własną indywidualność. Miłość była dla niego związkiem dwóch dusz na wieki złączonych przez Boga. Uczucie bohaterów nie przetrwało jednak społecznych podziałów i wybranka Gustawa wyszła za mąż za bogatego mężczyznę. Kochankowie zostali na zawsze rozdzieleni, a bohater popadł w rozpacz, którą potęgowało każde wspomnienie o ukochanej. Gustaw-dziadyPodczas ślubu wybranki nie wytrzymał nadmiaru cierpień i popełnił samobójstwo, które miało mu przynieść ulgę. Sprawiło jednak, że musi przeżywać swoje cierpienie, błąkając się po świecie. Prosi księdza o przywrócenie obrzędu dziadów, który przynosi ulgę duszom czyśćcowym.
Gustaw to bohater romantyczny- samotny, cierpiący indywidualista. Jego nieszczęśliwy los został wywołany przez wzgardzone uczucie. Miłość, która powinna być pięknym, wzniosłym uczuciem, dającym szczęście, przynosi bohaterowi niewyobrażalne cierpienie, które powoduje, że popełnia on samobójstwo. Śmierć jednak nie jest kresem cierpienia. Bohater nie może wyzwolić się spod jarzma bólu, które jest wpisane w jego istnienie.
Gdy w III części „Dziadów” Gustaw przechodzi metamorfozę i z romantycznego kochanka staje się patriotą, również nie przestaje cierpieć. Uczucie względem kobiety zamienia na miłość do ojczyzny. Odczuwa niezawinione cierpienia całego narodu, które powodują, że zaczyna on wątpić w miłosierdzie Boga. Konrad chce być przywódcą całego narodu, pragnie zbawić rodaków. Czuje się przewodnikiem całego narodu, jednak ciężar ten okazuje się być dla niego zbyt ciężki. Podczas Wielkiej Improwizacji Konrad twierdzi, iż rządziłby światem lepiej od samego Boga, domaga się od Stwórcy władzy nad całym światem. Jego wołanie zostają zignorowane, co przynosi Konradowi ogromne cierpienie.
Tym razem nie tylko miłość okazała się przyczyną cierpienia, ale przede wszystkim pycha bohatera. Konrad, biorąc na siebie zbyt duży ciężar, sam ściąga na siebie cierpienie. Miłość do ojczyzny i poczucie wyższości nad Bogiem, sprawiają, że zderzenie się z rzeczywistą niemocą powoduje ból. Cierpienie doprowadza Konrada do szaleństwa. Siła uczuć bohatera zostaje przeistoczona w niszczycielską furię, skierowaną przeciwko Bogu i bliźnim.
„Pianista” Władysława Szpilmana to autobiograficzna opowieść żydowskiego artysty. Historia rozpoczyna się 1939 roku, gdy Niemcy po wkroczeniu do Warszawy wprowadzają restrykcję wobec ludności żydowskiej. Szpilman wraz z rodziną trafia do warszawskiego getta, w którym panują nieludzkie warunki. Są prześladowani, cierpią z powodu biedy, muszą wszystko wyprzedać, łącznie z ukochanym fortepianem artysty. Gdy cała jego rodzina została wywieziona do obozów pracy został zupełnie sam. Brak pieniędzy i dyskryminacja sprawiają, że bohater jest głodny, wychudzony, z niedoboru pożywienia zaczyna chorować. Mimo to ciężko pracuje na budowie i przy rozbiórce domów. Jednak cierpienie fizyczne nie jest jedynym, jakie go dotyka. Żyje w ciągłym strachu, gdyż w każdym momencie grozi mu śmierć. Jest całkowicie samotny, zdany tylko na siebie. Nie wie, jaki czeka go los, ani co dzieje się z jego rodziną. Cierpienie powoduje, że na twarzy wrażliwego artysty często pojawiają się łzy, które świadczą o bezsilności wobec bólu, jaki zadaje mu drugi człowiek.
Tytułowy bohater cierpiał ze względu na swoją religię. Wyznanie stało się powodem prześladowania, które przynosiło każdego dnia zarówno ból fizyczny, jak i psychiczny. Tym razem jednak cierpienie nie zostało zgotowane przez los, a przyczynił się do niego drugi człowiek. Pianista cierpiał niezasłużenie, nie zrobił nikomu nic złego, a stał się ofiarą prześladowania. Żydowskie pochodzenie, które zostało uznane są winę, zdecydowanie nie jest niczym złym. Bohater był bezradny wobec cierpienia, które go spotkało, nie mógł w żaden sposób zmienić swojego losu, ani wpłynąć na drugiego człowieka. Przez cały ten czas ogromną rolę w życiu Szpilmana odgrywa muzyka, która przez długi czas jest jedynym źródłem utrzymania rodziny, nadaje życiu sens, a nawet je ratuje.
Wiersz Zbigniewa Herberta „Pan Cogito rozmyśla o cierpieniu” to jeden z wielu utworów tego autora, który zawiera refleksje Pana Cogito. Podmiot liryczny niejednokrotnie cierpiał w życiu i teraz dzieli się nabytą wiedzą, udzielając rad dotyczących sposobów zmagania się z nieszczęściami. Najpierw mówi on o nieudanych próbach usunięcia cierpienia ze swojego życia. Nie pomogło mu rozmyślanie, pomoc innym czy religia. Uważa, że z cierpieniem należy się pogodzić, przyjąć je pokornie i nie rozpaczać. Ważne jest jednak także, aby nie wykorzystywać swojego nieszczęścia, aby wzbudzić w innych litość lub wymusić pomoc. Podmiot liryczny sądzi także, że cierpienia nie da się uniknąć, należy nauczyć się z nim żyć. Nie należy jednak uznawać go za nieodłączny element swojej osoby. Pan Cogito twierdzi, że cierpienie ma sens, pozwala ono dostrzec szczęście i uczy, jak się nim cieszyć. Dlatego w każdej sytuacji powinniśmy dostrzegać coś pozytywnego. Chociaż nie wiemy, jakiego cierpienia doświadczył Pan Cogito, możemy zaobserwować, że skłoniło go ono do refleksji i sprawiło, że potrafi on pokornie przyjmować to, co przynosi mu los.
Ludzie od lat poszukują odpowiedz na pytania dotyczące cierpienia, poruszając ten temat w dziełach literackich. Choć znaczenie tego motywu i sposób, w jaki dotyka bohaterów na przestrzeni wieków się zmieniają, to niezmiennie cierpienie uszlachetnia. Mimo że zazwyczaj pojawia się nieoczekiwanie, to uczy doceniać szczęście. Bywa fizyczne i psychiczne, powodowane przez różne czynniki. Zawsze jednak jest nieuchronne, często dotyka ludzi niewinnych i aby sobie z nim poradzić konieczna jest pokora. Nieustannie ludzie zadają sobie pytanie o istotę nieszczęść, które spotykają nas każdego dnia. Nie ma na to uniwersalnej odpowiedzi, jednak idąc za słowami wielkopostnej pieśni „Każde cierpienie w życiu ma sens, prowadzi do pełni życia”

Dlaczego Bóg dopuszcza cierpienie?

Zmieniają się ludzie, zmieniają się czasy, ale w obliczu dotykającego nas cierpienia, jedno pytanie pozostaje niezmienne: „Dlaczego Bóg dopuszcza cierpienie?” Celowo pytanie przybrało taką, a nie inną formę. Być może ktoś powie, że należałoby zadać pytanie: „Dlaczego Bóg to cierpienie na nas sprowadza?” Czy słusznie? Zacznijmy od początku.

 

Grzech bez przyczyny?

Bóg zanim stworzył człowieka, na swój obraz i podobieństwo – jak jest to opisane w Księdze Rodzaju – uczynił to z Aniołami. Można powiedzieć, że mieli oni wszystko, gdyż mogli cieszyć się chwała oglądania Boga, odczuwać jego moc itd. Jednak nie wszystkim z nich taka rola odpowiadała. Lucyfer – co znaczy „Jutrzenka” lub też „niosący światło” – kierowany pychą, sprzeciwił się Bogu. Razem z nim zbuntowała się jedna trzecia aniołów. Powstaje zasadnicze teologiczne pytanie, a mianowicie: „skąd w Niebie grzech pychy, która powstała u Lucyfera, który pociągnął za sobą jedną trzecią aniołów”. Pamiętajmy, że anioły są istotami o niezwykłej wręcz inteligencji, o zdolnościach, o których nawet nie mamy pojęcia. Tak naprawdę wydawać się może, że przyczyny grzechu tak naprawdę nie było. Może odpowiedź zawarta jest w Ewangelii, że to z człowieka wychodzi z grzech, więc z aniołami było podobnie.

 

Wolna wola – dar?

Czy gdyby nie wolna wola, to ten bunt powstałby? To pytanie może wydać się gdybaniem i słusznie, jeżeli tak się je odbierze, ponieważ Bóg obdarzył stworzenie wolną wolą i nigdy nie przewidywał zapewne innego scenariusza. Stworzył z miłości, jak matka rodząca dziecko. Ten Bóg, który z miłości stwarza, tą miłością kocha i tylko wolnej miłości pragnie. Stąd wolna wola – stąd dar poznania miłości. Rodzi to konsekwencje w postaci konieczności podejmowania decyzji, a to powoduje kolejne konsekwencje w naszym życiu. Gdybyś nie mieli wolnej woli być może nie dotknęłoby nas cierpienie, ale nie bylibyśmy wolni.

 

Kłamstwo szatana

Bóg daje wolną wolę i pragnie wolnej miłości do niego, a pytania o sens cierpienia najczęściej podpowiada szatana, który pragnie, abyśmy żyli w jego niewoli. Stąd pojawiają się cierpienia, do których często człowiek, kuszony przez szatana doprowadza.

 

Wniosek

Bóg dopuszcza cierpienie tylko po to, abyś docenił dobro. Cierpienie wpisuje się w wolę Bożą i z każdego cierpienia Bóg wyprowadza dobro. Doceń to!

Jak oszukać Pana Boga tak, by się nie pogniewał? Judaizm

Jak oszukać Pana Boga tak, by się nie pogniewał? Judaizm
Tora, czyli najważniejszy tekst judaizmu nie tylko uczy wiernych jak żyć, ale przede wszystkim daje gotowe wskazówki jak robić to w sposób właściwy i odpowiedni. Przykazań, nakazów czy zakazów wyznawcy tej religii znajdą w niej całe mnóstwo. Nie wszystkim jednak to się podoba. Jak zatem przechytrzyć Pana Boga by go nie rozgniewać? Okazuję się, że wierni mają swoje sposoby.

Czego nie wolno, a co można

Żydzi i ToraTora reguluje każdy, nawet najprostszy aspekt codziennego życia. Najwięcej obostrzeń dotyczy szabatu (w judaizmie i tradycji chrześcijańskiej ostatni – siódmy dzień każdego tygodnia), czyli soboty. Praca w dzień święty jest niedopuszczalna, nawet ta najprostsza. Szybko wymyślono zatem, że skoro samemu nie można wykonywać najprostszych czynności takich jak choćby zapalenie świecy wystarczy zatrudnić innowierce, który nie jest Żydem czyli tzw. „szabes-goja”. Wystarczy mu zapłacić, by wykonał za nas czynności i już jesteśmy „czyści”. Ta sztuczka jest ciągle popularna, szczególnie wśród Żydów amerykańskich.

Jak być sprytnym po siedmiu latach

Tora stwierdza jednoznacznie: „ Przez sześć lat będziesz obsiewał ziemię i zbierał jej płody, a siódmego pozwolisz jej leżeć odłogiem i nie dokonasz zbioru, aby mogli się pożywić ubodzy z twego ludu, a resztę zjedzą dzikie zwierzęta. Tak tez postąpisz z Twoja winnicą i z twoim ogrodem oliwnym” (Ks. Wj 23, 10-12), a w innym miejscu dodaje:” Pod koniec siódmego roku przeprowadzisz darowanie długów(…) każdy wierzyciel daruje pożyczkę udzieloną bliźniemu, nie będzie się domagał zwrotu od bliźniego lub swego brata, ponieważ ogłoszone jest darowanie ku czci Pana. Od obcego możesz się domagać zwrotu, lecz co Ci się należy od brata, daruje twa ręka” (Ks. Pwt 15, 1-4). Powyższe zapisy mogłyby przysporzyć Żydom poważnych problemów i ograniczeń. By móc rozwijać firmę, bank czy choćby gospodarstwo handlowe trzeba było znaleźć rozwiązanie, które szybko wynaleziono. Ponieważ zakaz dotyczył tylko wyznawców narodu wybranego wystarczyło grunt fikcyjnie sprzedać innowiercy by móc go już „legalnie” dalej uprawiać. Innym równie skutecznym rozwiązaniem jest hydroponika czyli uprawianie roślin w szklarniach na wodnych pożywkach.
Z powodzeniem poradzono sobie również z zapisem o darowaniu długów. Wymyślono tzw. prawo prosbulu. Na ten nieskomplikowany pomysł wpadł w I w. n.e. rabin Hillel Satrszy. Żyd-szabes-gojaStwierdził, że wystarczy przenieść dług na instytucję religijną, która nie jest ani niczyim bliźnim, ani bratem. Zatem nie ma obowiązku anulowania spłaty. Po roku szabatowym miała miejsce transakcja powrotna i wszystko wracało do normy. Dzięki temu Żydzi mogli dalej zajmować się bankowością i handlem opartym na kredycie oraz pomnażać swoje majątki bez zbędnego ryzyka.
Oczywiście najbardziej „dręczeni” problemami tego typu są ortodoksyjni Żydzi: ponieważ nie można wykonywać w pracy nawet tak prozaicznych czynności jak zapalanie światła (dawniej rozpalanie ognia) powstało wiele urządzeń by ułatwić Żydom życie: takiej jak szabatowe piekarniki włączające się z opóźnieniem czy lodówki, w których po otwarciu nie zapala się światło. Powstały nawet firmy specjalizujące się w produkcji urządzeń z włącznikami czasowymi. Dzięki nim urządzenie można nastawić jeszcze przed szabatem, a w dzień święty samo się włączy i zrobi za nas zakazaną rzecz np. podgrzeje obiad. Najbardziej znaną firmą produkująca tego typu urządzenia jest Zomet Institute, która produkuje sprzęt także dla wojska. Żołnierzy bowiem, jak wszystkich innych wiernych obowiązują szabatowe zakazy.

Jak podróż to tylko na butelkach z wodą

W przedwojennej Polsce widywało się Żydów podróżujących w pociągu na butelkach z wodą. Wszystko przez zakaz mówiący, że w szabat podróżowanie jest zakazane. Jednak Rabini doszli do wniosku, że zakazy te dotyczą jednak ziemi, a woda nie jest w nich uwzględniona. Nawet krótkie wyjście poza swoje podwórko jest uznawane za swoistą podróż. Jednak i na to wynaleziono rozwiązanie. Hebrajskie słowo eruw oznacza mieszanie. Tak samo określa się sposób omijania prawa podróżowania. Wystarczy „zmieszać” kilka ulic, domostw czy obiektów, zaznaczyć je tasiemkami czy sznurkami, czyli symbolicznie połączyć i już można się poruszać jak po swoim terenie nie łamiąc przy tym boskich zakazów. Walka z zakazami przypomina trochę zabawę w kotka i myszkę, niczym walka nieuczciwych podatników z urzędem podatkowym. Jednym słowem wszystkie chwyty dozwolone jednak w granicy prawa, w tym wypadku boskiego. Naciąganie bożych praw, omijanie przepisów czy szukanie kruczków to często w codzienne życie wyznawcy nie tylko judaizmu, a każdej religii.

Czy Bóg może pogodzić potępienie i zbawienie?

Pytanie postawione w tytule jest bardzo kontrowersyjne. Dla wielu uszu niemożliwe wręcz do słuchania, a jeszcze innych ocierające się o bluźnierstwo, herezję, a nawet blasfemię. I mnie, kiedy na nie wpadłem, spotkała za to natychmiastowa kara. Myślałem, że to kara od Boga, a dziś, kiedy moja wiara dojrzała, wiem, że sam siebie ukarałem za to, że odważyłem się w ten sposób sformułować pytanie, na które chyba nigdy się jeszcze w historii ludzkości nie pojawiła wyczerpująca odpowiedź. A przynajmniej w naszej religii, w chrześcijaństwie, szczególnie w katolicyzmie, a zwłaszcza jego zachowawczym nurcie. Racjonalnie myślący człowiek, który odważa się posłużyć rozumem, danym wszak przez Stwórcę, który stworzył nas na swoje podobieństwo, nie może się kiedyś z takim zagadnieniem nie spotkać.

Zacznijmy od początku

Na początku był chaos przedstwórczy, jak uczyły już wielkie mity ludzkości. Potem święty Jan, autor ewangelii i listów, a także Apokalipsy, umiłowany uczeń Jezusa, z którym z tego powodu zapewne najwięcej rozmawiał, napisał piękny Prolog, w którym zamiast przeustawnego chaosu był przedstwórczy Logos. W grece oznacza on nie tylko “słowo”, ale szerzej – rozum, porządek rozumowy, ratio w opozycji właśnie do mythos, czyli sfery obrazowo-wyobrażeniowej i emocjonalnej. Na początku był tedy Logos – odwieczne umiłowane Słowo, które stało się ciałem i mieszkało, pracowało,zmarło , i zmartwychwstało za nas,ludzi poranionych, upadłych niekiedy nisko, grzesznych i winnych, nawet przez codzienne zaniedbania.

Bóg nie musiał niczego stwarzać. Mógł istnieć tylko On i ewentualnie stworzone przez niego byty anielskie, z których część – jak uczy stara tradycja – wypowiedziała Bogu, swemu  stwórcy, posłuszeństwo, wyrzekła się przedwiecznej Miłości i wybrała zło, którego sednem jest nienawiść i wszelkie dzieła negatywnych emocji, będące jakby “spektrum nienawiści”. Lecz Bóg mimo, iż wiedział, że ludzie będą – jako istoty podobne tylko do Boga, ale z Nim nietożsame – upadać i skłaniać się do zła, zwłaszcza za poduszczeniem złych aniołów.

Wszystko – jak uczy kosmologia – powstało z miłości i dla człowieka, co stwierdza tak zwana “zasada antropiczna”. Gdyby parametry kosmosu w pierwszych sekundach istnienia były choćby o milimetr inne niż były, życie w kosmosie na Ziemi powstać by nie mogło. Jednak powstało i trwa pomimo wielu trudności i kłopotów. Cała historia ludzkości, której częścią najważniejszą jest historia stworzenia, upadku i zbawienia oraz uświęcenia, pokazuje, że tu chodzi o Miłość. Jan pisze, że Bóg jest Miłością, taką prawdziwą, od której pochodzą wszystkie ludzkie uczucia pozytywne, wspaniałe przykłady heroicznych czynów, podejmowanych z miłości do Boga i człowieka. Niestety, w dzieje ludzkości wkradło się kiedyś zło, pokonane potencjalnie przez ofiarę Syna Bożego. Potencjalnie, bo nie istnieje automatyzm zbawczy: człowiek powstał bez swej współpracy, ale nie będzie zbawiony bez współpracy z Łaską Ducha Świętego, który “od Ojca i Syna pochodzi”.

 

Dla Boga wszystko jest możliwe

Czy Bóg może pogodzić – dochodzimy do sedna – potępienie rozumiane jako sprawiedliwą konsekwencję złego życia, pełnego grzechu i nienawiści, życia bezproduktywnego z wiecznym zbawieniem, rozumianym jako ostateczne pokonanie zła? Ta straszna z pozoru sugestia wcale nie musi być taka straszna. Ostatecznie nikt Bogu nie ma prawa dyktować, co On postanowi, a Jego wolą jest zbawienie wszystkich ludzi od pierwszych przez nasze czasy aż po kres istnienia ludzkości. Ostatecznie to Bóg jest wszechmocny, a nie nasze słabe “ja”.

Jak tedy pogodzić sprawiedliwą karę dla choćby największych zbrodniarzy ludzkości z możliwością, że i oni doznają przebaczenia? Kościół co niedzielę modli się o “upragnione przebaczenie”. Tylko człowiek świadomy, że mu wiele darowano, wiele umiłuje, a im więcej przebaczono, tym bardziej będzie wdzięczny i miłujący. Jeśli tylko uzna zło, jakie popełnił.

Co jednak z największymi grzesznikami, wśród których sataniści, ludzie złej woli, przywódcy zorganizowanych mafii, gangów, przestępczości, którzy – mimo wielokrotnych nawoływań ludzi dobrej woli – dalej brną w zło świadomie i w pełni dobrowolnie? Nie nam to sądzić.

Dotykamy tu wielkiej Tajemnicy. Ostatecznie Bóg jako wszechmocny jest zdolny jakoś, w sobie tylko znany sposób, pogodzić ukaranie, nawet wieczne, z ostatecznym zbawieniem. Nie znaczy to, że zaraz należy sobie powiedzieć: “Tak? Świetnie, to mogę grzeszyć dalej!” Żadną miarą! Ten możliwy, choć potrzeba tu żmudnych badań teologicznych scenariusz jest dla tych, którzy naprawdę zdają sobie sprawę, że dobrowolnie źle żyli i że po ludzku zasługują na wieczną mękę, z której najgorszą jest utrata Boga. Jak pisał Alfons Liguori, “jeśli Boga straciłeś, cóż więcej możesz stracić” (cytat z pamięci)? Nie jest moim zamiarem jakieś chrześcijańskie “róbta, co chceta”. Moim celem jest pomóc wszystkim, których całe życie prześladuje ich własne sumienie, nieraz nadwrażliwe, niedobrze ukształtowane przez zbyt surowe wychowanie czy niewłaściwe katechezy albo homilie.

Bóg może wszystko. Tajemnicą jest, jakie ma plany wobec każdego i każdej z nas. Nie należy jednak wykluczać i takiej możliwości, że On nas tak kocha, że po słusznym ukaraniu może zbawić i tych, których my niestety często samowolnie potępiamy w duchu. I to nawet nie znając historii ich życia, a tym bardziej okoliczności i warunków życia, w jakich musieli żyć. Nie oceniajmy ani żywych, bo jest to przedwczesne i nie należy do nas. Nie potępiajmy zmarłych, bo jeśli nawet bardzo źle żyli, “przedziwne jest z nimi Miłosierdzie Boże”, pisała święta Faustyna. A święci już są nieomylni, obcują bowiem z absolutną Mądrością i Miłością, podnoszącą każdego, kto tego pragnie z całego serca. Dla Boga nie ma bowiem rzeczy niemożliwej. O tym musimy sobie stale przypominać.

Wola Boża

Być może jest to jedyny wspólny element, łączący żywoty świętych. Nie ma świętego, który by nie stanął przed tym problemem czy dylematem: czego ode mnie chce Bóg? A potem jeszcze mocniej, gdy już wola Boża zacznie się zarysowywać: czego tu i teraz naprawdę chce ode mnie Bóg? Czego chcesz ode mnie Jezu? Co mamy czynić? Jak się modlić? Jak żyć? Jak żyć w codzienności, od dnia do dnia, a jak ustawić całe życie? Czy wola Boża istnieje? Czy Bóg w ogóle coś może chcieć i rzeczywiście chce od nas, wierzących? A co z wolą Bożą dla ludzi innych wyznań chrześcijańskich? Innych religii? Wreszcie: czego Bóg może i oczekuje od ludzi nazywanych „bezreligijnymi” albo „bezwyznaniowymi”, a przed siebie samych „ateistami” czy „agnostykami” (częściej)?

Z faktu, że Bóg jest i jest osobowy (jedność osób w istocie w Trójcy Świętej), musi wynikać logicznie i słusznie wniosek, że jako osoba, tak jak każda inna, może czegoś chcieć, a czegoś nie chcieć. Każda osoba, nawet najbardziej ubezwłasnowolniona, przynajmniej czegoś nie chce: nie chce cierpienia, nie chce doświadczać zła, choroby, kaprysów losu, nieszczęścia. Nawet, gdy o ty nie wie, nie jest tego świadoma, tak jest: osoba ludzka może chcieć i nie chcieć. Czasami jedno i drugie: nie chcę iść do kina, chcę zostać w domu. Podobnie Bóg: nie chce potępienia dla ludzi, pragnie wszystkich zbawić, których stworzył. Bo już przed stworzeniem Bóg chciał naszego bytowania, naszej egzystencji. Zanim świat powstał, Bóg chciał, abyśmy istnieli. Ta wola Boża się spełniła: zgodnie z pierwszym błogosławieństwem, uczyniliśmy sobie Ziemię poddaną i zaludniliśmy ją osobami ludzkimi, które są zewnętrznie różne, w istocie, w swej najgłębszej treści, podobne, a może nawet tożsame w Bogu. Tym samym spełniło się marzenie Boga: żyjemy. Już jednak na początku, zgodnie z opowieścią Genesis, coś pokrzyżowało plany boskie: gdyby jednak nie upadek ludzi, nie doszłoby do Wcielenia. I ono stało się zgodnie z wolą Boga: Jezus się narodził, żył wśród nas, a teraz „siedzi po prawicy Ojca”. Cała późniejsza historia chrześcijaństwa i Kościoła powszechnego również była wolą Bożą: faktem jest, że Kościół istnieje, czy to się komuś podoba czy nie. Jak napisała święta Faustyna, „wola Boża spełnić się musi”, a nawet, że „nic nie dzieje się bez woli Bożej”. Zatem nie tylko wszystko dzieje się za wiedzą Bożą, ale nawet zgodnie z Jego wolą, która – pisała mistyczka – „jest samym miłosierdziem”. Jednak zasługę, choć nie absolutną, bo „darmo otrzymaną”, mają ci spośród ludu Bożego, którzy nie tylko biernie ‚zgadzają się’ z poznaną wolą Boga, ale aktywnie i twórczo wychodzą jej naprzeciw, poszukują jej, zanim ją zdołają przeczuć.

Wola Boża- lepiej dobrze czynić niż źle
Lepiej Bowiem – Jeżeli taka Wola Boża – cierpieć dobrze czyniąc aniżeli czyniąc źle.

Tradycyjnie o woli Bożej mówi już Stary Testament: pierwsi rodzice złamali wolę Bożą, którą wyraził zakaz zrywania owoców grzechu z drzewa poznania; w życiu każdego chrześcijanina, a nawet osób niewierzących pojawia się w życiu również jakiś „grzech pierworodny”, pierwotna wina, od której stan duchowy człowieka się pogarsza, nawet mimo okresowego oczyszczania. Każdy z nas może sięgnąć pamięcią do swojego pierwszego grzechu i zastanowić się, czy został om wyznany, może zapomniany pośród późniejszych przewinień, jaki to był grzech, czego dotyczył, które przykazanie Dekalogu Mojżesza naruszył. Później obserwujemy, jak wolę Bożą, choć z pewnym trudem spełnia Abram, wychodząc z Ur chaldejskiego ku Ziemi Obiecanej, stając się z czasem Abrahamem. W scenie próby z synem Izaakiem również wewnętrznie Abraham się zmaga ze sobą i wolą Bożą, trochę jak Jakub w czasie snu o drabinie, skąd też pochodzi nazwa „Izrael”. Albowiem spełnienie, a wcześniej rozpoznanie woli Bożej nie jest łatwe, choć nie jest zupełnie niemożliwe: najpierw wola Boża dotyczy tego wszystkiego, czego Bóg nie chce, a co wyrażają tradycyjne „zakazy” Dekalogu i dwa pozytywne wezwania do święcenia szabatu (u nas niedzieli i świąt) oraz szacunku dla rodziców ziemskich. Wola Boża nie jest jednak tylko rozkazywaniem przez nakazy, w ST bardzo liczne i często zbyt szczegółowe oraz zakazy. Mówiąc, „niech się dzieje wola nieba, z nią się zawsze zgadzać trzeba”, traktujemy wolę boską jako co najwyżej „do zniesienia”, najczęściej w kontekście przewlekłego cierpienia fizycznego lub moralnego; w ten sposób akt poddania może służyć duchowemu wzrostowi, kiedy akceptujemy wszystko to, czego zmienić sami nie możemy, a nawet z pomocą bliźnich; z drugiej strony czasami niesłusznie boimy się przedstawić Bogu naszą wolę, zakładając, że nasza wola jest na pewno niezgodna z tym, czego naprawdę chce od nas Pan. Cierpienie można i należy minimalizować przy użyciu wszystkich dostępnych medycynie i dozwolonych środków leczniczych, podobnie jak należy łagodzić skutki przemian ustrojowych, gdzie powiększające się obszary biedy, a wręcz nędzy powodują spore cierpienie i dyskomfort wszystkich, którzy w przemianach społecznych są ofiarami, są przegranymi, stanowią przestrzeń ekonomicznego ‚wykluczenia’. Jednak należy pogodzić się i oswoić z myślą, iż nigdy tu nie będzie ziemskiego raju, a wszelkie programy utopijne powodowały więcej szkody i mnożyły tylko cierpienie, zamiast go umniejszać. Tylko ostatecznie Chrystus i Jego Miłosierdzie może zaradzić wszelkiemu złu tego świata, a póki co widocznie w planach pedagogii Bożej leży dawana nam nauka o względnej akceptacji, która nie ma nic wspólnego z biernością i czekaniem z założonymi rękami na cud, ale raczej ma wzmóc spokój, który przewyższa wszelki umysł, jak mówi NT.

Chrystus ukrzyżowany - najwyższe świadectwo miłości Boga do ludzi
Chrystus ukrzyżowany – najwyższe świadectwo miłości Boga do ludzi

Tak więc poznajemy wolę bożą na różne sposoby, ale przeważnie pośrednio: Bóg daje nam Dekalog, Chrystus przynosi przykazanie miłości, w którym streszcza się całe Prawo i Prorocy, Kościół w rozwoju Tradycji rozwija i uszczegóławia je, tworząc np. dodatkowych 5 przykazań kościelnych. Poznajemy wolę bożą czasem przez świątobliwych ludzi, kobiety i mężczyzn, którzy nam w czymś fachowo doradzają, także przez nasze wrodzone i nabyte talenty oraz przez codzienne sytuacje, w których stajemy przez alternatywą, czy aktywnie włączyć się w budowę lepszego świata czy też pozostać w czterech ścianach, chroniąc się przez „złym światem”.