Kobieta upadła w literaturze jako kontynuacja motywu Marii Magdaleny z Biblii

Maria Magdalena jest 12 razy wspomniana w Nowym Testamencie przez czterech ewangelistów. Wspominają o niej w różnym czasie lecz są zgodni, że jako pierwsza przybyła do grobu Jezusa.

Kobiety upadłe znajdujemy w literaturze różnych epok począwszy od starożytności, w której kult bogini Afrodyty łączył się z preferowaniem uciech cielesnych.
Jednakże w starożytności kobiety trudniące się płatną miłością nazywano heterami. Jak określa “Mała encyklopedia kultury antycznej”, nazwa ta oznaczała towarzyszkę, przyjaciółkę i “w pierwszym znaczeniu- niewolnice w domach publicznych, później również wolne kobiety trudniące się prostytucją. W czasach hellenistycznych hetery oznaczały się dużą kulturą i wykształceniem, były przyjaciółkami wybitnych ludzi.”(s. 372).
W owych czasach kobiety uprawiający nierząd otaczane były ogólnym szacunkiem, a ich profesja dawała im pewną pozycję społeczną.
W literaturze wieków późniejszych znajdziemy wiele utworów poświęconych kobietom upadłym, przy czym ocena ich daleko odbiega od postawy starożytnych Greków. Można tu wspomnieć o XVII wiecznej powieści Daniela Defoe “Dole i niedole sławnej Moll Flanders” czy powieści E. Zoli “Nana” albo polską powieść S. Żeromskiego “Dzieje grzechu”.
Myliłby się ktoś, chcąc doszukiwać się w literaturze jednoznacznego portretu kobiety upadłej. Jest to temat bardzo złożony i wieloznaczny. Niekiedy jest ona ukazywana jako ofiara warunków ekonomicznych i układów społecznych a innym razem jako niewolnica własnej, prymitywnej żądzy i chęci dominacji.
Bywa ona uczciwa i zdolna do najwyższych poświęceń lub potencjalna czy rzeczywista zbrodniarka nie odczuwająca żadnych wyrzutów sumienia.
W naszej kulturze niewątpliwie symbolem kobiety upadłej jest Maria Magdalena, towarzyszka Jezusa, jednak postać ta jest również niejednoznaczna.

Maria Magdalena jest 12 razy wspomniana w Nowym Testamencie przez czterech ewangelistów. Wspominają o niej w różnym czasie lecz są zgodni, że jako pierwsza przybyła do grobu Jezusa.
Pierwsi ojcowie kościoła podważali rolę kobiety w życiu duchowym. Dlatego rola odsuniętej od wiary sprowadzała się do roli grzesznicy, co spotęgował jej spór z Piotrem. Warto jednak nadmienić, że w innych kościołach, a tym w prawosławnym jest Maria Magdalena otaczana czcią i uważana za wzór mądrości a Św. Hipolit z IX wieku uznał ją za równą apostołom.
Jednak w kulturze europejskiej na długie stulecia Maria Magdalena stała się symbolem pokutnicy i grzesznicy. W średniowieczu tworzono nawet domysły upadku Magdaleny. Jeden z nich mówił o zamożnym pochodzeniu Marii i jej niespotykanej urodzie. Te przywary miały spowodować zejście na złą drogę. Historie te odpowiadały ówczesnej modzie średniowiecza, identyfikując zmysłową ladacznicę z nawróconą mistyczką. Pomimo późniejszych prób wyniesienia i oczyszczenia imienia Marii Magdaleny taki obraz pozostał w świadomości wyznawców kultury Kościoła Zachodniego.
Dopiero w 1969 r., papież Paweł VI, oficjalnie oczyścił imię Marii Magdaleny i jej niechlubną tradycje. W 1978 r. z Rzymskiego Brewiarza wyeliminowano inwokacje o Marii pokutnicy i wielkiej grzesznicy.
Maria Magdalena patronuje zakonom kobiecym w Prowansji, Sycylii i Neapolu. Jest patronką magdalenek, kobiet, kobiet szczerze pokutujących, uczniów i studentów, więźniów, sprowadzonych na złą drogę i wielu innych.
Dla nas jednak przede wszystkim jest ona kobietą, która zbłądziła i osiągnęła nawrócenie. Źródło pochodzenia tej postaci zmusza nas do rozpatrywania jej w kategorii grzechu zgodnej z interpretacją chrześcijańską, która zaważyła również na jej wizerunkach w późniejszej literaturze europejskiej.
W Nowym Testamencie nie ma wyraźnej wzmianki na temat przyczyny stoczenia się tej kobiety, ale można domyślić się, że była to jej własna decyzja.
Dlatego jej upadek jest bardziej godny potępienia przez wiernych. Bowiem jeżeli powodem jej decyzji była chęć zaspokojenia grzesznych żądzy, grzech jej jest cięższy.
Jednak postać ta nie spotyka się z potępieniem ze strony najważniejszego, Jezusa, który rozgrzesza ją i przebacza wszystkie grzechy, wywołując tym oburzenie uczniów.
Żałująca za grzechy i odrodzona moralnie Magdalena, jest najwierniejszą od tej pory towarzyszką Jezusa.
I właśnie owa przemiana grzesznicy i nierządnicy w osobę głęboko wierzącą i uczciwą, jest najważniejszą cechą Marii. Dzięki temu staje się ona patronką i symbolem kobiety upadłej, która jednak potrafiła wydobyć się z bagna nierządu i wybrać uczciwe życie.

W takim kontekście można rozpatrywać również epizodyczna postać w powieści realistycznej z XIX wieku, B. Prusa “Lalka”(1872). Spotykamy tu dziewczynę uliczną, pozornie zdemoralizowaną uprawianą profesją. Jednak bohatera powieści uderza zachowanie kobiety, gdy widzi płynące z jej oczu łzy.
Okazuje się, że powód łez był inny niż przypuszczał Wokulski, ale po rozmowie z nią, postanawia jej pomóc.
Należałoby spojrzeć w tym miejscu na poruszane przy okazji tej postaci kwestie. Przede wszystkim ta dziewczyna okazuje się nierządnicą z powodu nędzy i niemożności utrzymania się inaczej niż sprzedając siebie.
Samotna i pozbawiona oparcia walczy o przetrwanie w jedyny znany jej sposób.
Tryb życia, jaki prowadziła sprawia, że staje się nieufna wobec wszystkich, sądząc, że chcą ją wykorzystać. Nie wierzy w filantropię i zwykłą ludzką dobroć, dlatego nie rozumie szlachetnych intencji Wokulskiego. Jest także cyniczna, ponieważ życie nauczyło ją, że jedynie wygrywają najsilniejsi.
Bohater rozważa tu również analogie między postawą panny z arystokracji, Izabeli Łęckiej a tej upadłej dziewczyny:
“ I opanowała go okrutna boleść na myśl, że z dwu kobiet, z których jedna chce się sprzedać za majątek, a druga już się sprzedaje z nędzy, ta druga, okryta hańbą, wobec jakiegoś wyższego trybunału może być lepszą i czystszą.”(T. I.s. 184)
Mimo swego cynizmu i prymitywizmu, dziewczyna przyjmuje ofiarowaną pomoc, staje się uczciwą dziewczyną i dobrą żoną, chociaż jej małżeństwo okazuje się nieszczęśliwe.
Ta upadła dziewczyna podnosi się jednak z upadku i stara się żyć uczciwie, lecz sam bohater wątpi, czy jego czyn miał sens, jeżeli obecny system społeczny zmusza kobiety do zajmowania się nierządem. Pośrednio winę za upadek dziewczyny ponosi właśnie wadliwy ustrój, który pozwala na zbyt duże dysproporcje majątkowe.
Z drugiej strony należałoby zastanowić się, czy faktycznie jest duża różnica między tą dziewczyną a pannami z arystokracji i szlachty, które sprzedawały się za majątki dużo od siebie starszym i niekochanym mężczyznom. Wydaje mi się, że też był to pewien rodzaj nierządu, tylko w eleganckim opakowaniu.
Jeżeli mowa o kobietach upadłych, to należy również wspomnieć o Soni z powieści Fiodora Dostojewskiego pt. “Zbrodnia i kara”(1866).
Jedną z bohaterek powieści jest Zofia Siemionowna, zwana Sonią. Jest to szlachetna, wierna Bogu jawnogrzesznica, która przywołuje na myśl biblijną postać Marii Magdaleny. Jako chrześcijanka stara się wcielać w życie zasady głoszone przez religię, mimo że jej zawód nie zawsze na to pozwala. Jej spotkanie z Rodionem jest zderzeniem podejścia ateistycznego z chrześcijańskim. Sonia przypomina nam Marię Magdalenę, ponieważ tak jak ona się nawraca.
Jest to postać wyjątkowa, mimo zajmowania się hańbiącą profesją. Bowiem ta pełna pokory, szlachetna dziewczyna poświęca się dla ratowania żyjącej w nędzy rodziny. Sprzedając swoje ciało, ratuje pogrążonego w pijaństwie ojca, złą i zapracowaną wiecznie macochę i troje przyrodniego rodzeństwa.
Hańbiący zawód jeszcze bardziej utwierdza dziewczynę w pokorze, poczuciu własnej niskiej wartości oraz w wierze w Boskie miłosierdzie i łaskawość dla tak wielkich grzeszników jak ona. Jej wielka wyrozumiałość dla innych ludzi nie pasuje do uprawianej profesji, jakby chodziło o inną osobę. Jej wielkość duchowa również rozmija się z jej skromną postacią chudej i bladej dziewczynki.
Mimo poniżającej pozycji, reprezentuje ona moralne piękno i szlachetność postawy.
Dzięki sugestii tej pokrzywdzonej przez los niewinnej dziewczyny prawdziwy zbrodniarz dojrzewa do przyznania się i podjęcia kary.
Tak jak w powieści Prusa, losy Soni są potwierdzeniem krzywdy społecznej osaczającej ubogich i popychających do czynów niegodnych człowieka.
Jednak Sonia, zepchnięta na dno poniżenia, pozostaje nadal czysta dzięki wspaniałej ludzkiej postawie pozbawionej egoizmu.
W powieści tej ta upadła kobieta jest najbardziej godna szacunku a jej wiara i umiejętność największego poświęcenia dla innych stawia ją w gronie najszlachetniejszych ludzi.
Widzimy tu więc zaskakujące ujęcie tematu kobiety upadłej. W rzeczywistości nie tylko nie dała się ona złamać warunkom, w którym musiała żyć, ale jest wśród znękanych, słabych i zagubionych jednostką najsilniejszą. Decydując się na towarzyszenie Rodionowi na katorgę, ukazuje właśnie swoją niezwykłą siłę duchową.
Znosząc złe traktowanie i ciężkie warunki, jakby sama sobie narzuca pokutę za wszystkich grzeszników.
Biorąc pod uwagę wszystkie powyższe spostrzeżenia, mam wątpliwości, czy mimo przeszłości, można Sonię nazwać kobietą upadłą. Określenie to według mnie do niej nie pasuje.

Mówiąc o kobietach upadłych, należałoby również wspomnieć o innym problemie obyczajowym i moralnym. Chodzi o uwiedzione dziewczyny w domach zamożnych chlebodawców.
Typowym przykładem może być prosta służąca ze wsi, Hanka, pracująca u rodziny Dulskich. Ta uczciwa i biedna dziewczyna wykonuje niewolniczą niemal pracę u swoich chlebodawców i jest całkowicie od nich zależna. Tak jak rzesze innych służących, zostaje ona uwiedziona czy wręcz zgwałcona przez syna pracodawców.
Zależność i całkowite podporządkowanie się sprawiają, że jest ona całkowicie bezbronna i jedyną jej obroną przed amorami panicza jest odejście.
Jej słabe próby wypowiedzenia służby są jednak zbywane lekceważącymi odmowami Dulskiej. Jak sama potem mówi, w domu tym zabrano jej uczciwość i sponiewierano. Ma ona poczucie krzywdy i poniżenia, toteż żąda zapłaty za milczenie jako zadośćuczynienie za doznane zniewagi. Nie wiadomo, jaka będzie dalsza jej historia, lecz jest to przykry los bezbronnych dziewczyn wobec przewagi materialnej mężczyzny.
Losy tej bohaterki jak i jej podobnych można rozpatrywać w kontekście relacji :
ofiara-kat. Kobieta jest tu słaba i całkowicie bezbronna nie tylko wobec mężczyzny, ale i całego społeczeństwa, które ją wykorzystuje.
W powieści Zofii Nałkowskiej “Granica” mamy nieco inne ujęcie tego tematu.
Tutaj Justyna Bogutówna nie jest dziewczyną uwiedzioną przez silniejszego pana. Ona po prostu zakochuje się w nim. Jej dziewczęce marzenia związane są z osobą Zenona, który również ulega urokowi świeżej i ładnej dziewczyny.
Jednak miłość zmysłowa łącząca ich jest dla Justyny wszystkim a dla Zenona zwykłą przygodą. Dlatego marzenia w zderzeniu z rzeczywistością, wywołują u tej prostej dziewczyny szok.
Jako prosta wiejska dziewczyna jest bez szans na jakikolwiek awans społeczny i może tylko zostać służącą. Dlatego Zenon jest dla niej księciem z bajki. Jednak nie rozumie ona, jaka przepaść dzieli ich ze względu na pochodzenie, jak beznadziejne szanse ma na zdobycie tej miłości. Nie dostrzega, że jest tylko ciężarem u szyi mężczyzny wchodzącego na salony, jego wstydem i brudnym grzechem.
Na wsi zostałaby wykorzystywaną służącą, jak wiele przed nią, a w mieście wtapia się w tłum nędzarzy, szukających szczęścia.
Rozczarowanie i żal są tak wielkie, że wrażliwą dziewczynę popychają w chorobę psychiczną i szaleństwo. Gdyby jednak nie to, byłaby może do końca utrzymanką Zenona, czekającą na jego krótkie wizyty, kradzione rodzinie.
A z takiej pozycji tylko krok do całkowitego upadku, bo gdy nie będzie Zenona, to zastąpi go ktoś następny.
Dlatego można Justynę również potraktować jako kobietę upadłą, gdyż z miłości godzi się na wszystko, gdyż pozwala żonatemu mężczyźnie i jego żonie pomagać sobie materialnie, gdyż rozbija rodzinę.
Dzieli ona los całej rzeszy uwiedzionych kobiet we wszystkich epokach i krajach, gdyż naiwna wiara w wyznania mężczyzny połączona z oceną rzeczywistości przez pryzmat własnych dziewczęcych marzeń, zawsze prowadziła i prowadzi do rozczarowania i tragedii, co w wielu przypadkach kończy się całkowitym upadkiem.

Temat kobiety upadłej w literaturze nie jest zbyt często eksponowany. Wiąże się to niewątpliwie z powszechnie przyjętymi normami, które każą traktować to zagadnienie jako swego rodzaju tabu. Bowiem sprzedawanie się za pieniądze jest tak bardzo poniżające, że staje się tematem wstydliwym. Jakkolwiek na to nie spojrzeć, winę za upadek tych kobiet bezpośrednio ponoszą mężczyźni a pośrednio całe społeczeństwo, które nie potrafiło stworzyć im godziwych warunków bytu.
Jak pokazują omówione przeze mnie przykłady, możliwa jest przemiana i odrodzenie moralne tych bohaterek tak jak w przypadku biblijnej Magdaleny.
Nasuwa się tu wniosek, że tak zwana kobieta upadła, nie jest nią w rzeczywistości, gdyż nie jest gorsza niż tzw. panie z towarzystwa mimo poniżającego zajęcia. Niekiedy nawet jak w przypadku Soni przewyższają je pięknem duchowym.

Literatura podmiotu
1. Dostojewski F., Zbrodnia i kara, W-wa, Czytelnik, 1970.
2. Prus B.,Lalka, W-wa 1958, PIW.
3. Pismo Święte Nowego Testamentu, Poznań 1976, Pallotinum.
4. Zapolska Gabriela, Moralność pani Dulskiej, W-wa 1963, PIW.
5. Nałkowska Zofia, Granica, W-wa 1968, PIW.
Literatura przedmiotu
1. Mała encyklopedia kultury antycznej, W-wa 1968, PWN, s. 372.
2. Polańczyk D., “Zbrodnia i kara” Fiodora Dostojewskiego, Lublin 2006. s.36-38.
3. Kott, O „Lalce”, [w] wstęp do :B. Prus, Lalka, W-wa 1953. PIW, s. 40-41.
4. Kulczycka-Saloni J., Nofer-Ładyka A., Literatura polska drugiej połowy XIX wieku.
Realizm i naturalizm., W-wa 1970, PZWS, s. -77-79.
5. Mały słownik języka polskiego PWN, W-wa 1968, s. 862

Jak powstała Polska?

Początki istnienia naszego kraju są tak na prawdę owiane mgłą tajemnicy. Oficjalnie Polska pojawia się w źródłach pisanych w pierwszej połowie dziesiątego wieku naszej ery. Są to opisy mówiące o ojcu Mieszka Pierwszego oraz założycielach dynastii Piastów. Jednak co do nich nie ma absolutnej pewności skąd oni się wzięli. Często za datę kiedy powstała Polska utożsamia się rok dziewięćset sześćdziesiąty szósty. To właśnie w tedy Mieszko pierwszy przyjął chrzest z rąk czeskich w imieniu całego narodu. Oczywiście pierwotnie chrzest ten miał być przyjęty z rąk cesarza Ottona jednak sprawiło by to, że Polska stała by się zależna od Niemiec. Mieszko nie chcąc być wasalem króla Niemiec postanowił przyjąć ceremoniał z rąk słabszych Czechów, z którymi to Polacy notabene nie lubili się zbyt bardzo.

Prawdziwe pochodzenie Mieszka I i druga Atlantyda?

Jedną z teorii o pochodzeniu Mieszka jest jego przybycie z ziem duńskich. Duńczycy w podzięce za najazdy Słowian z pomorza postanowili najechać wybrzeże południowego Bałtyku. Dziś już wiadomo, że pierwsze słowiańskie miasta portowe powstawały już w VIII w. a duński kronikarz Saxo Grammaticus opisywał wyludnienie nadmorskich wiosek w swoim kraju na skutek strachu przed pomorzanami. Jednak panowanie słowiańskich piratów dobiegło swego zmierzchu w XII w. a walki z Duńczykami przeniosły się na terytorium Słowian z pomorza. Ofiarą takiej wyprawy stała się Winieta nazywana „Polską Atlantydą” ponieważ to miasto zostało niemal całkowicie pochłonięte przez wielką wodę.
Wraz z duńskimi wojami na nasze ziemie miał przybyć w ów czas duński książę, który miał zająć tereny i ukształtować je politycznie. Druga teoria mówi zaś o problemach Czechów z najazdami z południa. Ci uciekając przed zniszczeniem postanowili wycofać się na północ. W zamian za schronienie czescy włodarze mieli zaoferować Polakom dobra materialne oraz wsparcie merytoryczne przy tworzeniu zrębów państwowości. Trzecia zaś teoria jest w zasadzie legendą. Mówi ona o chłopcu, który urodził się w dynastii Piastów. Chłopiec ten był niewidomy od urodzenia jednak w wieku kilku lat w trakcie postrzyżyn odzyskał wzrok dzięki bogom. To wydarzenie miało naznaczyć jego los na przyszłość. Taką historię przedstawiają kroniki. Jednak uważa się, że jest to podyktowane wolą samego Mieszka, który chciał uzyskać poparcie chłopstwa jako, że sam opisywał siebie jako chłopskiego syna. Często też kronikarze pisali o swoich władcach w samych superlatywach ponieważ byli właśnie przez nich opłacani.

Jak książę zadbał o Polskę nawet po swojej śmierci

O tym, że Polska w ów czas była państwem świadczy testament Mieszka I\ znany jako Dagome iudex, w którym książę oddaje Polskę pod opiekę papieżowi. Celem było zabezpieczenie interesów Polski jako państwa chrześcijańskiego. Jest to dowód na to, że na terenie dzisiejszej Wielkopolski, Kujaw, Mazowsza, województwa Dolnośląskiego oraz Łódzkiego istniał już rozwinięty twór polityczny znajdujący się w kręgu cywilizacji państw zachodnich. Był to oczywiście prestiż dla ówczesnych Polaków oraz gwarancja bezpieczeństwa. Kontynuowanie tradycji pogańskich na naszych terenach mogło by się zakończyć krwawą jatką. Państwa zachodnie z Niemcami na czele przeprowadzały by na naszych terenach wyprawy krzyżowe gdzie brak uległości wiązał by się z utratą życia przez wielu. Oczywiście wielu również sprzeciwiało się decyzji mieszka. Z tego powodu na terenach Polski dochodziło do starć wojów wiernych setkom lat tradycji ze zwolennikami polityki Mieszka. Efektem tego jest zamazanie kard historii bowiem kościół zniszczył wiele zapisów z tamtych lat. Chciano w ten sposób wpędzić pogańskie korzenie naszego kraju w niepamięć.

Święto narodowe i 100-lecie odzyskania przez Polskę Niepodległości

Prezydent Polski na swojej stronie powiedział:” Narodowe Święto Niepodległości to dla Polaków jedno z najważniejszych świąt państwowych”

Rok 2018 jest jednym z najważniejszych roków w historii Polski ponieważ przypada nam specjalne święto. Te szczególne święto co wypada w roku 2018 jest zwane Obchodami 100-lecia odzyskania niepodległości przez Polskę. Jest to rok jubileuszowy. Przy okazji tego święta Państwowi urzędnicy chcą dodatkowy dzień wolny który będzie wypadał 12 listopada, tuż po dniu niepodległości. Jedenasty listopada będzie szczególnym świętem dla Polaków, każdy obywatel powinien mieć flagę Polski. Każdy Polak będzie dumny w tym dniu, że trzyma biało czerwoną flagę swojego kraju. W wielu miastach będą szły marsze po ulicach. Niedziela będzie wolna co będzie prowadzić do spotkań wielu narodowców i dyskutowania o stu leciu odzyskania niepodległości przez Polskę. Prezydent Polski na swojej stronie powiedział:” Narodowe Święto Niepodległości to dla Polaków jedno z najważniejszych świąt państwowych”
Słowa prezydenta pokrywają się z tym co historia nam przygotował, że po 123 latach zaborów, Polacy byli w niewoli naznaczonej walką, Polacy cierpieli i wysiłkiem wielu pokoleń, nie tylko jednego pokolenia Polek i Polaków Polska odzyskała suwerenność. Wiele lat Polska nie istniała na mapach. Polacy chcieli odzyskać suwerenność dlatego dzień jedenasty listopada jest tak ważny dla Polaków, gdyż doceniają co aktualnie mają i nie muszą walczyć o swoją ziemie. Polacy doceniają to i hucznie będą obchodzić ten szczególny dzień. Polacy są dumni ze swojego kraju i trzymając flagę biało czerwoną z dumą będą mieć w sercu flagę narodowa i mieć w pamięci wielu poległych za ojczyznę. Trzeba tylko pamiętać aby to święto nie podzieliło narodowców czy polityków, bo nie ważne na wyznanie, poglądy polityczne czy miejsce zamieszkania wszyscy jesteśmy Polakami i pochodzimy z tej samej ojczyzny. Polacy musza porzucić spory, by wspólnie świętować ten radosny dzień Jubileusz w jedności i pojednaniu.

O demokracji w Polsce

Konstytucja RP wskazuje wyraźnie, gdzie powinna leżeć rzeczywista władza w Polsce. Art. 4 ustawy zasadniczej mówi, że,,władza zwierzchnia w Rzeczpospolitej Polskiej należy do Narodu”, a zatem – mówiąc inaczej – do ogółu obywateli. Artykuł poprzedzający ten cytowany powyżej mówi z kolei, że,,Rzeczpospolita Polska jest demokratycznym państwem prawnym”. Trudno jest zatem odpowiedzieć na pytanie o to, czy w Polsce demokracji powinno być więcej czy mniej, skoro aktualnie obowiązujące prawo wskazuje wyraźnie, iż powinno być jej jak najwięcej. Przepisy te wprawdzie same przez się nie wprowadzają żadnych konkretnych reguł funkcjonowania państwa, zaś ich interpretacja – jak również interpretacja samego pojęcia demokracji – może prowadzić do powstawania wielu nadużyć i,,naciągania” tychże zapisów. W każdym razie obecne prawo wyraźnie zaznacza na konieczność maksymalnego poszerzania demokracji, a zatem rozważania nad ewentualnym jej ograniczeniem wiążą się bezpośrednio z koniecznością wprowadzenia radykalnych zmian ustrojowych.
Czy w takiej sytuacji należałoby je wprowadzić? Współczesny świat społeczno-polityczny jest w przeważającej większości zdemokratyzowany, chociaż nie ulega wątpliwości, że postrzeganie demokratyzacji może mieć różnoraki charakter. Czy Rosja lub Turcja są państwami demokratycznymi? Funkcjonuje tam przecież instytucja wyborów najwyższych władz. Mimo to nie ulega wątpliwości, że teza o demokratycznym obliczu wspomnianych państw jest co najmniej kontrowersyjna.
Jednakże Polsce również można bardzo wiele zarzucić, jeżeli chodzi o działanie elementów demokratycznych. Obywatele wprawdzie mogą wybierać swoich przedstawicieli w wolnych wyborach, aczkolwiek wciąż podkreśla się, że de facto wybór jest bardzo ograniczony, zaś kandydatów wystawiają przede wszystkim największe partie polityczne, które mają środki – dzięki zasobom budżetu państwa – na prowadzenie kampanii wyborczych. Zwykli obywatele nie mają większych szans przeciwko tak ogromnym środkom.
Instytucja referendum jest, obok wyborów, kolejnym bardzo ważnym elementem mechanizmów demokratycznych działających w Polsce. W tym wypadku sytuacja jest jednak jeszcze gorsza niż w przypadku wyborów, ponieważ referenda dotychczas stosowano niezwykle rzadko, a i tak nie mają one charakteru wiążącego (jak jest chociażby w przypadku Szwajcarii), lecz jedynie stanowią swego rodzaju opinię. Społeczeństwo może wyrazić własne zdanie właśnie poprzez tą instytucję, ale w tym wypadku pojawia się jeszcze jeden problem – organizowanie referendów wciąż leży w gestii władz państwowych. W takich okolicznościach element będący niejako narzędziem obywateli leży w dużej mierze właśnie w rękach władz.
Trzecia sprawa to inicjatywy ustawodawcze obywateli. Tutaj jednak oczywiście wciąż głos rozstrzygający pozostaje w rękach członków parlamentu, a zatem najwyższych władz. Zresztą podpisy pod takimi ustawami obywatelskimi mogą zostać po prostu zmielone, jak było to w przypadku ustaw JOW-owskich.
Powyższa diagnoza wskazuje wyraźnie, że rzeczywistej demokracji w Polsce nie ma. Daleko jest państwu polskiemu do Szwajcarii, gdzie rzeczywiście działalność państwa w dużej mierze opiera się na obywatelach (przykładem mogą być same referenda, które zdarzają się często w najistotniejszych kwestiach i rzeczywiście mają moc wiążącą). Z ustawowego punktu widzenia nie ulega najmniejszej wątpliwości, że demokracji faktycznie jest w Polsce za mało i powinno być zdecydowanie więcej. A jeśli wyjdzie się poza kwestie istniejącego prawa, to również wiele wskazuje na to, iż demokracja w Polsce powinna być poszerzana. Chociażby z punktu widzenia tradycji: Polska od wieków posiadała instytucje demokratyczne. Jeszcze przed powstaniem Rzeczypospolitej Obojga Narodów szlachta miała duży wpływ na wybór monarchów czy pewne kwestie polityczne. Skoro nasza tradycja sięga tak daleko w przeszłość, to tym bardziej nie powinniśmy się od niej odcinać.
Warto przy tym zwrócić uwagę, że obecnie większość krajów świata działa na zasadach demokratycznych – w tym państw będących mocarstwami, jak chociażby Stany Zjednoczone czy Niemcy. Demokracja nie jest zatem zaporą przed poprawnie funkcjonującym państwem, mimo że rzeczywiście wskazuje się na pewne jej wady. Niewątpliwie w te wady wpisują się problemy społeczne Polski, które wiążą się z eksterminacją polskiej elity w czasach II wojny światowej i upadku ekonomicznego państwa w czasie komunizmu. Demokracja działa prawidłowo w sytuacji, gdy rzeczywiście funkcjonują osoby posiadające własność oraz wykształcenie i wiedzę. W Polsce wciąż pokutują dawne trudności, jednakże wprowadzenie większej ilości rozwiązań demokratycznych może przyspieszyć ten proces. I nie chodzi tu wyłącznie o referendum, wybory czy inicjatywę ustawodawczą, ale również takie elementy, jak wybór sędziów do sądów rejonowych czy wybieranie regionalnych komendantów Policji przez mieszkańców danego regionu.

Kultura łużycka

Około 1800 roku p. n.e. na terenie obecnej Polski rozpoczęła się epoka brązu. Faktycznie jednak narzędzia kamienne zanikły kilka stuleci później, gdy upowszechniły się wyroby z metalu wraz z ukształtowaniem się na naszych ziemiach i terytorium sąsiednich Łużyc jednolitej prowincji kulturowej, określanej przez archeologów mianem kultury łużyckiej.
Cechą charakterystyczną tej kultury jest jej długotrwałe, tysiącletnie trwanie przy równoczesnym brak jakichkolwiek zmian w sposobie życia. Jedyna uchwytną przez archeologów innowację stanowią osady obronne kultury łużyckiej, które zaczęły się pojawiać około 1000 r. p. n.e. Najbardziej znaną tego typu osadą jest położona niegdyś na wyspie osada w Biskupinie, założona zimą 737 r. p. n.e. Jej powstanie (a właściwie ścięcie drzew użytych do budowy)udało się niedawno tak precyzyjnie ustalić na podstawie analizy przekrojów pni. Biskupińską osadę zamieszkiwało ok. 1000-1200 ludzi. Archeolodzy nie stwierdzili żadnych śladów społecznych różnic, wszystkie domy były jednakowe, a ich lokatorzy mieli takie same narzędzia, stroje i ozdoby.
Upadek kultury łużyckiej nastąpił w V-IV wieku p. n.e., jego przyczyna jest nieznana. Zapewne pewną rolę odegrały niszczycielskie najazdy koczowniczych Scytów zamieszkujących stepy nad Morzem Czarnym, którzy od VI do IV wieku p. n.e. urządzali wyprawy na zachód. W Witaszkowie nad Odrą odkryto złote wyroby ukryte przez Scytów podczas jednej z wypraw. Inną przyczyną mogła być następująca w tym czasie ekspansja ludności kultury pomorskiej, która w IV wieku p. n.e. opanowała terytorium kultury łużyckiej, z wyjątkiem Mazur i środkowej Polski.

O pra-Polsce i lechitach między historią a mitem

Ku mojemu zaskoczeniu o Lechi pierwszy raz dowiedziałem się podczas nauk humanistycznych w Salamance. Prof. Paz, ceniony znawca Łaciny i Greki, który uczył nas Łaciny, komentując de Bellum Gallicum Juliusza Cesara, opowiadał niesłychane historie o walecznych ludach pochodzących ze wschodniej europy, nazywanych Wandalami.

Kilka miesięcy temu wpadła mi w ręce książka „pasjonata-historyka” Janusza Bieszka, nosząca intrygujący tytuł „Słowiańscy królowie Lechii. Polska starożytna”.  Czytając ją napotkałem w niej na wiele epizodów historycznych opowiadanych mi swojego czasu przez Profesora z Salamanki podczas lekcji o wojnach Juliusza Cesara. Szczerze dziwią mnie obecnie niektóre podejścia bagatelizujące temat, odnosząc się do Imperium Lechitów jak do podobnych mitów o Templariuszach czy świętym Graalu, co zresztą nikogo nie dziwi fakt że zarówno Templariusze jak i Święty Graal mają tak udokumentowaną historie istnienia że podważanie ich przez jakiegokolwiek historyka będzie jednoznaczne z fałszowaniem historii. Podobnie jest z Lechitami, jest dość dużo dokumentów i świadectw historii i archeologi genetycznej poprzez które możemy z cała pewnością stwierdzić faktyczne istnienie  Imperium”pra-Polaków”- lechitów, niż jego nie istnieje, bo żadne źródła historyczne wprost tego nie negują. Analogicznie łatwiej jest przyjąć że Bóg istnieje niż udokumentować jego nie istnienie, analizując choćby pięć argumentów poznania Boga według Św.Tomasza z Akwinu.

Kilka historycznych dowodów które według mnie są fundamentalne w całej tej pra-Polskiej/Lechi historii:

Do dziś w niektórych językach z Bliskiego Wschodu jest oficjalnie używane starodawne określenie Polski, bliskie słowu Lechistan. Skąd się to wzięło? Dlaczego zwłaszcza w tych krajach, bliskiego wschodu gdzie Państwo Kościelne nie miało wpływu zachowała się starodawna nazwa Polski? Ten fakt- a zarazem dowód , potwierdza jednoznacznie że LECHIA to starodawna nazwa Polski z przed katolickiego chrztu Polski w 966 r. Poniżej lista niektórych nazw Polski (Lechia) do używane przez obcych pisarzy/kronikarzy:
perskie – Lachestan, litewskie – Lenkija, tureckie – Lehistan, ormiańskie – Lehastan, węgierskie – Lengyelország.

Starożytnich mieszkańców obecnych terenów Polski nazywano także  Lechitami szczególnie w krajach które niepoległy dominacji kultury łacińskiej czyli:
• tureckie – Lehce,
• ruskie – Lachy,
• węgierskie  – Lengyel,
• rumunskie  -Leah,
• Ledianin u Serbów.

Genetyczna_mapa_europy_2013rWedług badań naukowych wynika iż ok 5000 lat  temu, obecne ziemie Polski zamieszkiwali ludzie niezbyt zróżnicowani pod względem genetycznym i wyglądem fizycznym. Powszechnie archeolodzy przyznają iż na tych ziemiach istniała duża kolebka jasnowłosych i jasnookich ludzi o jednorodnym  wyglądzie, charakteryzującym się haplogrupą R1a1a1 Y-DNA.

Dzieła, kroniki Długosza, Prokopa, Kadłubka jednoznacznie świadczą i opowiadają o Starożytnej Polsce i jej dziejach na scenie Europy. Niestety przez inkwizycje zachowały się niektóre dzieła. Strach ówczesnych władz kościelnych przed pamięcią historyczną pra-Polski i utrzymaniem tożsamości kulturalno-religijnej innej niż chrześcijańska stanowiły wystarczający argument na obszerną „Inkwizycje” i spalenie wszelkich dokumentów potwierdzających istnienie starożytnej Polski. Podobne zjawisko miało miejsce podczas rozbiorów Polski na przełomie wieków.

western empire 843Dowody z Angielskiego punktu widzenia są jeszcze bardziej zaskakujące, odsyłam do strony księgarni uniwersyteckiej w Texas at Austin Perry-Castañeda Library gdzie możemy znaleść historyczne mapy europy na których określone są granice Lechów (lechs) z lat 843, 870, 887.

Wykopaliska archeologiczne w dolinie rzeki Tollense wskazują że ok 1250 lat przed Chrystusem , istniały na naszych ziemiach zorganizowane wojska, uzbrojone o których historycy ze dziwieniem chylą głowy. Szczątki kilka tysięcznych żołnierzy uzbrojonych i poległych są dowodem iż pra-Polską/Lechia (termin techniczny)  jest faktem archeologicznie-częściowo udokumentowanym.

 

jasnogorski-poczet-krolow-i-władców-polskich
Series Chronologica Ducum et Regum Polonorum

Poczet władców i królów Regnum Polonorum zachowany do dziś na Jasnej Górze jest również dowodem dość dobrze strzeżonym w klasztorze na Jasnej Górze od najstarszych wieków. Zaczyna się on od władcy/króla Lecha. Raczej w kościele nie ma miejsca na bajki i obraz mitologiczne?

Dedykacja marmurowej płyty z I wieku n.e przez cesarza rzymskiego Tyberiusz Klaudiusza (14-37 n.e) dla lechickiego króla

Dedykacja cesarza rzymskiego królowi lechickiemu Cavillio Lescho przez Tyberiusza Klaudiusza (13-37 n.e) Museo del Lapidario di Urbino, Italia nr 92778
Dedykacja cesarza rzymskiego królowi lechickiemu Cavillio Lescho przez Tyberiusza Klaudiusza (13-37 n.e) Museo del Lapidario di Urbino, Italia nr 92778

Awiłła Leszka jest jednym z niepodważalnych źródeł potwierdzających iż wielkość jednego z Królów lechickich była znana i doceniana w I wieku przez Cesarza rzymskiego.  Płyta znajduje się w Museo del Lapidario di Urbino, Italia, pod numerem (identificatore work 92778).

 

 

Sądzę iż jest potrzebne jeszcze trochę czasu by odkryć i po układać poszczególne dowody na istnienie w świetle sławy pra-Polski. Lechia był faktem, a coraz liczniejsze badania, zarówno genetyczne jak i archeologiczne wskazują że mit obcuje z historią, niezależnie od wiary tych którzy to badają. W świetle tych wszystkich przedstawionych dokumentów jak i tych nie uwzględnionych i tych nowych powstających wraz z archeologią genetyczną  rzetelniej jest stwierdzić iż dziś jest jeszcze łatwiej potwierdzić istnienie imperium lechitów niż wykazanie naukowo że nie istniało.

Obecność R1a w Europie 2000 lat temu
Dominująca haplogrupa słowiańska Y-DNA R1a jest domniemanym dowodem na istnienie rozległego Imperium Lechitów

Kwestią dyskusyjną natomiast jest jej wielkość i granice, oraz sklasyfikowanie plemion/ludów które utożsamiały się z imperium Lechitów i poszczególnym władcą na przełomie wieków. Natomiast cała starożytność również grecka i łacińska jest oparta na wielu mitach spisanych przez starożytnych autorów i przerobiona na historie. Zresztą skrupulatna „Inkwizycja” pozostawiła by wszelkie dokumenty zaprzeczające istnieniu imperium lechitów, ale takich dowodów nie było ponieważ ta część historii była dość dobrze znana pra-Polakom, i nie kwestionowana. Bo jeśli by była kwestionowana, to  z pewnością zadbano by o to by stworzyć pisemne dowody zaprzeczające mitom starożytniej Polsce. Nie zapominajmy że archeologia jest ważna ponieważ może (i wykazała  to już) udowodnić  historyczność ramy obrazu owinięta różnymi historiami które uciekają zawsze dowodom historycznym. Myślę że przyszłościowe odkrycia archeologii genetycznej zadziwią nie tylko nas jeszcze ale i upartych historyków.

Trzy filary cywilizacji łacińskiej wg Feliksa Konecznego

Cywilizacja Łacińska Feliks KonecznyFeliks Koneczny jest jednym z najbardziej uznanych badaczy cywilizacji w świecie nauki. Nazwisko polskiego historiozofa bywa wymieniane obok takich autorytetów jak Oswald Spengler. Koneczny zasłynął szczególnie ze swojej oryginalnej koncepcji cywilizacji (wartości niezbywalnej, ponadnarodowej, nonkonformistycznej wobec obcych wpływów) oraz z podziału ludów na kręgi cywilizacyjne (łaciński, bizantyński, turański, bramiński, arabski, chiński, żydowski). Napisał wiele książek poważanych w kręgach nauk społecznych i politycznych, wśród których należy wymienić m. in. „Dzieje Rosji”, „Cywilizacja bizantyńska”, „Polskie logos a ethos”, „Cywilizacja żydowska”.
Feliks Koneczny zdradzał wielką sympatię, a wręcz skłonności do faworyzacji cywilizacji łacińskiej. Trudno się temu dziwić, gdyż został wychowany w tymże kręgu cywilizacyjnym, a jako zagorzały katolik i zwolennik endecji głosił treści fundamentalistycznie łacińskie, czyli zachodnie. W sporze o przynależność Polski do Wschodu lub Zachodu Koneczny opowiadał się zdecydowanie za okcydentalną tożsamością. Co więcej, Polskę uważał za równą partnerkę w rodzinie cywilizacji łacińskiej obok Włoch, Francji, Hiszpanii etc.
Skąd zatem wywodzi się faworytka Feliska Konecznego? Według samego autora na to, co zwiemy Zachodem składają się: filozofia grecka, prawo rzymskie i etyka chrześcijańska. Zgadzam się z tym twierdzeniem, jednakże uważam, że nie odzwierciedla ono rzeczywistości w pełni i jest nieadekwatne do współczesności.
Starożytna Europa obfitowała w wybitnych myślicieli i różnorakie idee. Wkład Greków w „europejskość” jest niesłychanie duży. To na bazie filozofii greckiej ludzie zaczęli dostrzegać prymat rozumu nad wiarą (a z czasem i odwrotnie). Obfita i dobrze udokumentowana mitologia grecka sugerowałaby raczej, że antyczni Grecy byli ludźmi aż nazbyt przesądnymi i ciemnymi, gdyż tłumaczyli otaczające ich zjawiska magią i mocami nadprzyrodzonymi. Należy w tym miejscu sprostować, iż w dobie sofistów owi Grecy właśnie zerwali z zabobonami. Mitologia stała się jakby zbiorem metaforycznych przesłanek moralnych, a ich wydźwięk zawsze wskazywał na pewne schematy, które stanowiły fundamenty mentalności ówczesnych Greków. Mowa tu o fatalizmie i nierozgraniczaniu czynów na dobre i złe. Oba te czynniki nie przetrwały w świadomości europejskiej, choć pojawiły się po swoistej obróbce w XIX-wiecznych nurtach filozoficznych, głównie w nietzscheanizmie.
Filozofii greckiej nie można skategoryzować jako coś jednolitego, jest w niej zbyt wiele sprzecznych nurtów i koncepcji. Niemniej jednak niektóre z nich okazały się być najbardziej odpowiadające ludności i przetrwały jako dominujące, a co za tym idzie, stały się integralne dla cywilizacji europejskiej (europejskiej to za szerokie określenie, ale mowa o czasach zanim doszło do podziału Europy na cywilizacje łacińską i bizantyńską). Do tych idei należy filozofia sokratejska i platońska – one dały podwaliny pod zaszczepienie się chrześcijaństwa. Teorie ontologiczne, idealizm, myślenie w kategoriach metafizycznych, to wszystko zostało przemycone do świadomości „łacinnika” za sprawą wspomnianych filozofów. Z drugiej strony mamy filozofie zgoła odmienne, a przecież także typowe dla europejskości. Arystoteles nauczał myślenia (tu nawet dosłownie, za sprawą logiki) opartego na realizmie. Nikt, tak jak on, nie ściągnął Europejczyka na ziemię.
Już same powyższe przykłady pokazują, że filozofia grecka pociągana była przez rozmaite namiętności i nie można powiedzieć, że stanowi jednolity filar cywilizacji łacińskiej. Mnogość prądów umysłowych – to zdecydowanie największa zasługa filozofii nie greckiej, a greckich. Stoicyzm, sceptycyzm, cynizm, idealizm, realizm… żadnego z tych nurtów nie możemy nazwać jedynym typowym dla cywilizacji łacińskiej. Docenić należy tutaj samą kulturę sporu o rzeczy niecodzienne, wymagające abstrakcyjnego myślenia.
Co się tyczy prawa rzymskiego, to tutaj rzecz jest o tyle prostsza, że w jednym czasie, na jednym terytorium nie może bezkonfliktowo obowiązywać więcej niż jedno prawo. Starożytni Rzymianie byli mistrzami w budowie relacji społecznych w niesłychanie rozległym imperium. Wszystko za sprawą klarownego, skodyfikowanego systemu prawnego. Wszystkie aspekty życia społecznego miały swoje paragrafy. Gwarantowało to porządek publiczny, choć skrajnie jurydyczne myślenie mija się z celem, gdyż człowiek z czasem zapomina dlaczego stosuje się do przepisów, ale robi to dalej z obawy przed sankcjami (tu również prawnymi, choć po rozpowszechnieniu się chrześcijaństwa zaczęto łączyć lęk przed karą świecką z karą boską, a prawo zwyczajowe zaczęto utożsamiać i opierać na „prawie boskim” – u Greków stanowiło to dylemat, warto tu przypomnieć „Antygonę” Sofoklesa).
Prawo dało państwu autorytet. Jest to znamienne dla cywilizacji łacińskiej. Inne cywilizacje nie wytworzyły tak silnego poczucia państwowości, ani nawet samego pojęcia państwa tak zaawansowanego jak Zachodnie. W dzisiejszym świecie stosunków międzynarodowych to nie związki plemienne, ani nawet wbrew nazwie narody, stanowią podmioty tychże. Stanowią je państwa zorganizowane na modłę możliwie najbardziej zachodnioeuropejską.
Do tego wiele rozwiązań rzymskiego prawa (głównie prawa własności) przetrwało w niezmienionej formie do naszych czasów. Ogrom pojęć prawnych funkcjonujących nadal jest zaczerpnięty z łaciny. Trudno zatem się nie zgodzić z twierdzeniem, iż prawo rzymskie stanowi filar cywilizacji nomen omen łacińskiej.
Chrześcijaństwo, a dokładniej jego etyka, jest najmłodszym składnikiem cywilizacji zachodniej, choć kategorie myślenia chrześcijanina są starsze niż jego religia (tu wracamy do filozofii greckiej, ale i do pierwotnego przeświadczenia o pozaziemskiej przyczynowości zjawisk). Etyka chrześcijańska oparta jest na naukach Jezusa Chrystusa i na Piśmie Świętym. Nie można jednak powiedzieć, że w dylematach moralnych odnosimy się do nich bezpośrednio. Istnieje bowiem wypracowana przez dwa tysiące lat nauka Kościoła zwana katechizmem, a i ona poddawana była różnym wpływom, np.: scholastyce, reformacji, kontrreformacji, humanizmowi, ekumenizmowi etc. W odniesieniu do samej cywilizacji nie ma jednak znaczenia czy słuchamy nauk papieża czy jesteśmy niepraktykujący albo nawet niewierzący. Liczy się to, co przemycono do mentalności i do tego, co świadczy o nas jako o Europejczykach, ludziach Zachodu. W przypadku chrześcijaństwa są to: wspomniane połączenie praw boskich ze stanowionymi, wzorce moralne zaczerpnięte z żywotów świętych, przeświadczenie o wolnej woli, ale i o pewnych typach zachowań, których „należy przestrzegać”.
Kontrowersję budzi pytanie, czy chrześcijaństwo może stać obok sprzecznych koncepcji (a również zrodzona przez cywilizację Zachodu), jak filozofia negująca istnienie Boga, konieczność przestrzegania prawa państwowego i posłuszeństwo państwu itp. Niektóre nurty filozoficzne już od antyku idealnie współgrają z etyką chrześcijańską, ale równie wiele nie da się jakkolwiek połączyć. Mimo to wszystkie te aspekty kształtują naszą cywilizację. Nie można odmówić udziału któremukolwiek z nich ze względu na drugi. To właśnie stanowi kwintesencję cywilizacji łacińskiej – jest ona policentryczna, mnoga w prądach, szarpana różnymi tendencjami, różnorodna wewnątrz. To co ją spaja, to nie konkretne zasady wiary, nurty filozoficzne, prawa, ale te cechy mentalności, które one powodują. Poza tymi cechami, zgodnie z zachodnim przeświadczeniem o indywidualizmie każdego człowieka, pozostaje pole do popisu dla nowych odkryć i koncepcji. To stanowi o sile cywilizacji łacińskiej, gdyż nie jest ona monolitem, potrafi się dostosować, czerpie z twórczej mocy swoich ludzi, co podważa teorię Konecznego jakoby cywilizacja istniała ponad ludźmi. Słowo „filar” nie kojarzy się z elastycznością i płynnością, ale tak właśnie należy je pojmować w kontekście cywilizacyjnym.
Podsumowując moje rozważania. O ile zgadzam się z twierdzeniem Feliksa Konecznego o filarowości filozofii greckiej, prawa rzymskiego i etyki chrześcijańskiej, to nie po drodze mi z jego paradygmatem, nakazującym traktowanie owych filarów jako coś stałego. Sam Koneczny najchętniej odwoływał się do tych aspektów, które przyklaskiwały chrześcijaństwu jako najistotniejszemu, w jego koncepcji, składnikowi cywilizacji łacińskiej. Moim zdaniem, do naszych czasów powstało wiele sprzecznych koncepcji, praw, sposobów pojmowania rzeczywistości, ale wszystkie one odgrywały lub nadal odgrywają jakąś rolę w kształtowaniu cywilizacji. To właśnie różnorodność i swoboda dyskusji są tym, co kształtuje płynną istotę cywilizacji łacińskiej.

Gdy alkohol niszczy życie…

Jest jedną z najbardziej podstępnych chorób, z którą chyba każdy z nas zetknął się przynajmniej raz w życiu. Choroba alkoholowa, znana tez jako alkoholizm, może zniszczyć nie tylko osobę pijącą, ale i jego najbliższą rodzinę. Niestety, mimo licznych kampanii społecznych oraz promocji zdrowego życia, ale wielu osób alkohol staje się metodą na życie. Jak można pomóc tym, którzy wpadli w nałóg?

Alkoholizm – kiedy należy szukać pomocy?
Alkohol pojawia się w życiu wielu ludzi, jednak nie zawsze mamy do czynienia z nałogiem. Choroba alkoholowa to pojęcie, którego nie można użyć w odniesieniu do kogoś, kto od czasu do czasu lubi się zabawić przy dobrych trunkach. Alkoholizm to silne uzależnienie psychiczne i fizyczne zarazem, które prowadzi do poważnych problemów ze zdrowiem oraz z życiem w społeczeństwie. Choroba alkoholowa to kilka faz, które dość płynnie następują jedna po drugiej. Całość może trwać nawet 15 lat, a droga od systematycznego picia do tzw. delirium jest męcząca i dla alkoholika, i jego bliskich. Kiedy należy zacząć szukać pomocy? Im szybciej, tym lepiej. Im głębsze uzależnienie, tym większe zniszczenie organizmu i psychiki.

Gdzie szukać pomocy?
Choroba alkoholowa może być skutecznie leczona, jednak podstawowe znaczenie ma tu podejście samego pacjenta do leczenia. Dobre chęci to podstawa, bez których nawet najlepsza terapia nie przyniesie oczekiwanych efektów. Ważne jest też wsparcie rodziny oraz pomoc innych osób, którym alkohol zniszczył życie. Bardzo ważną rolę w walce z takim nałogiem, jakim jest alkoholizm, odgrywają grupy wsparcia dla Anonimowych Alkoholików. Pomocne są też wszelkiego rodzaju fundacje i stowarzyszenia, których działalność polega przede wszystkim na rozwiązywaniu problemów alkoholowych. Są one idealną propozycją dla tych, którzy teoretycznie już wyszli z nałogu, oraz dla tych, którzy zaczynają podejrzewać, że są uzależnione od alkoholu. Co jednak z tymi osobami, które są już bardzo mocno uzależnione i których organizm bez alkoholu nie jest już w stanie prawidłowo funkcjonować?

Gdy niezbędna staje się pomoc lekarza…
Silne uzależnienie organiczne wymaga znacznie bardziej zaawansowanego leczenia, niż tylko pomoc oferowana przez grupy wsparcia. Tu często niezbędny staje się pobyt w zakładzie zamkniętym i odwyk, nad którym czuwać będą lekarze specjalizujący się w walce z nałogami. Leczenie w szpitalu zwykle składa się z dwóch etapów. Ten pierwszy polega na odtruciu organizmu. Trwa on do dwóch tygodni, a w jego czasie organizm powinien zostać oczyszczony ze szkodliwych toksyn. Drugi etap leczenia szpitalnego polega na walce z uzależnieniem psychicznym. To znacznie trudniejsze zadanie, zatem i czas leczenia jest tu znacznie dłuższy. Jak długo może on trwać? Minimalny czas leczenia wynosi tu 6 tygodni, choć wielu pacjentów musi z takiej szpitalnej terapii korzystać przez kilka miesięcy. Kiedy nałóg zostaje opanowany, chory może zacząć nowe życie. By znów nie pojawił się w nim alkohol, powinien korzystać ze wsparcia oferowanego przez kluby anonimowych alkoholików. Wsparcie innych przyda się z pewnością w chwilach załamania, które z pewnością nie raz będą się pojawiały nawet u tych pacjentów, którzy przeszli przez terapię w najlepszych szpitalach odwykowych.

Alkohol powszechnie kojarzony jest z dobrą zabawą. Niestety, często staje się on nałogiem, który niszczy zdrowie i życie. Alkoholizm nie jest, niestety, problemem jednostki. Tam, gdzie pojawia się choroba alkoholowa, tam pojawia się cierpienie całej rodziny. Warto o tym pamiętać, szczególnie w chwili, gdy po kieliszek zaczyna się sięgać zbyt często.

“Religia smoleńska” czy fenomen społeczny?

W dziejach chrześcijaństwa roiło się od rozmaitych nurtów heterodoksyjnych, tworzonych nierzadko przez osobowości charyzmatyczne, a czasami wprost schizmatyckie i heretyckie. Były to ruchy, które radykalnie zaprzeczały jakimś dogmatom czy uznanym prawdom, np. herezja gnostycka głosiła “samozbawienie” przez poznanie, herezja pelagiańska samozbawienie przez spełnianie dobrych czynów, czynienie dobra czy herezja ariańska, wymierzona w dogmat o Trójcy Świętej, sformułowany w IV w. n. e. Później przyszły nurty, które pragnęły w epoce opływającego złotem i żelazem średniowiecza na powrót przywrócić Kościół biedny, ewangeliczny, bliższy charyzmatom ducha niż literze instytucji.

Fenomen społeczny katastrofy smoleńskiej

Miesięcznice Smoleńskie jako fenomen społeczny a nie religia smoleńskaW tym sensie fenomen społeczny katastrofy smoleńskiej nazywany przez nurty liberalne jako “religia smoleńska” jest i podobny im i odmienny, bo powstający nadal na naszych oczach. Od chwili katastrofy, przez siłę medialną, w umysłach Polaków Katyń kojarzy się już nie z grobami pomordowanych polskich oficerów w czasie II wojny, lecz przede wszystkim z nieszczęśliwą, straszną w skutkach katastrofą prezydenckiego samolotu, którym podróżowała elita Polski na religijne obchody 70-tej rocznicy Katynia. Twierdzenie iż należy mówić już nie o subkulturze religijnej, ale wprost religii, chyba nie dokońca jest obiektywne? Przypominając że subkultury nie są zasadniczo obudowane instytucjonalnie, nie mają świętych ksiąg (czyt: artykułów i książek o katastrofie-zamachu), ani nie celebrują żadnych rocznic, tak jak to miało miejsce każdego 10-go dnia miesiąca na pamiątkę. Subkultury dziś raczej zanikły, rozpłynęły się w main-streamie głównego nurtu kultury średniej klasy, dopiero powstającej. Pamiętamy wszyscy walkę dwu subkultur: skinheadów i punków-anarchistów. Nie wyszły one poza swoiste podziemie, znaczone malowanym sprayem graffiti w podziemnych przejściach wielkich miast, nie opuściły szarych blokowisk i nie przeszły do śródmieścia. Inaczej dzieje się z fenomenem społecznym nazywanym “religią smoleńską”, póki co będącą zupełnie nowym ruchem powstałym by upamiętnić ofiary katastrofy. Dla liberałów fakt wspierania przez niektóre kręgi kościelne miesięcznic smoleńskich, pozwolił im przykleić nie obiektywne stwierdzenie “Religii Smoleńskiej”.  Trudno też mówić natomiast o sekciarskim charakterze “wiary w zamach”, ponieważ obecność dowodów na eksplozje w lewym skrzydle Tupolewa, nie jest typowym dla sekt “praniem mózgu”, by przejmować majątki uczestników miesięcznik smoleńskiej.

Oczekiwana pozycja władzy Kościelnej w sprawie obchodów miesięcznicy Smoleńskiej

obchody-miesiecznicy-katastrofy w kościeleNiemniej fenomen tej dość licznej grupy zasługuje na bliższe poparcie, a nawet – interwencję ustanowienia w kalendarzu liturgii kościelnej wspomnienia o poległych w służbie Narodu w obronie prawdy o zbrodni Katyńskiej gdzie zginęli również przedstawiciele Kościołów. Taki postulat powinien być przedstawiony  odpowiednim władzom Kościoła. Jak dotąd Kościół nie wydał żadnego oficjalnego dokumentu, w którym dokonano by analizy tak zwanej “wiary smoleńskiej”.  Dyrektywa iż Kościół nie powinien się mieszać do Polityki, nie jest obecnie prawidłowo rozumiane uznając pamięć o ofiarach katastrofy smoleńskiej jako fenomen społeczny podlegający obrządku prawicowych partii, w Smoleńsku zginęli polacy różnych  opcji politycznych i wyznania. Centralnym “dogmatem” tego fenomenu społecznego było pierwotne domniemanie a dziś już stwierdzone w oficjalnej raporcie podkomisji smoleńskiej iż dokonano “zamachu” na prezydenta i elitę polską.

Rotmistrz Witold Pilecki

Rotmistrz_Witold_PileckiRotmistrz Witold Pilecki, bohater Armii Krajowej i powojennej partyzantki niepodległościowej w Polsce, stał się w ostatnich latach symbolem i wzorem do naśladowania dla wielu patriotów. Dzieje się tak za sprawą ożywienia zainteresowania tematyką Żołnierzy Wyklętych, na fali której powstało wiele książek a także filmy – min. film „Pilecki”. Warto zatem pokrótce przybliżyć sylwetkę bohatera.
Witold Pilecki urodził się w Ołońcu – mieście w Karelii, leżącej obecnie na terytorium Łotwy, a ówcześnie carskiej Rosji, 13 maja 1901 r. Pochodził ze szlacheckiej rodziny, w której obecne były tradycje niepodległościowe i wojskowe. Ojciec Witolda, Julian, nie należał jednak do wojska – był wykwalifikowanym leśnikiem. Witold z kolei swoją edukację rozpoczął w szkole handlowej. Jednocześnie, od wybuchu I wojny światowej, był harcerzem, pomimo, że harcerstwo było w ówczesnej Rosji nielegalne. W latach 1918-1921 po raz pierwszy służył w wojsku – podczas wojny z bolszewikami wziął udział min. w obronie Grodna i bitwie warszawskiej, a następnie odbiciu Litwy Wileńskiej (tzw. „bunt Żeligowskiego”). Po wojnie rozpoczął studia na Uniwersytecie Poznańskim, na wydziale rolniczym. Niedługo później ożenił się z Marią Domeyko, z którą miał doje dzieci – Andrzeja i Zofię. Co ciekawe, sąsiadem Pileckich był w tym czasie marszałek Edward Rydz-Śmigły.
W sierpniu 1939, w związku ze spodziewaną agresją niemiecką, został ponownie zmobilizowany. Wziął udział w kampanii wrześniowej jako dowódca plutonu, po czym przeszedł do konspiracji. Zaangażował się w tworzenie Tajnej Armii Polskiej, a następnie Związku Walki Zbrojnej. To właśnie wtedy zrodził się pomysł wysłania zakonspirowanego członka ZWZ do obozu koncentracyjnego Auschwizt, celem utworzenia tam ruchu oporu oraz zdobycia informacji. Witold Pilecki jako ochotnik podjął się tego zadania. 19 wrześnie 1940 r. podczas łapanki dał się złapać Niemcom i w trzy dni później został przywieziony do obozu. Natychmiast rozpoczął tworzenie organizacji o nazwie Związek Organizacji Wojskowej, w celu podejmowania akcji przeciwko niemieckim strażnikom obozu, szmuglowania żywności i innych artykułów oraz wymiany informacji pomiędzy obozem a światem zewnętrznym. Przygotowywał również tzw. raporty Pileckiego, w których opisywał okrucieństwo Niemców wobec więźniów. Podczas pobytu w obozie posługiwał się pseudonimem „Tomasz Serafiński”, jednak po dwóch i pół roku w Auschwitz groźba dekonspiracji stała się tak duża, że zdecydował się na ucieczkę.
W nocy z 26 na 27 kwietnia Witold Pilecki z Janem Redzejem i Edwardem Ciesielskim uciekli z obozu Auschwitz i skierowali się na Bochnię. Tam Pilecki skontaktował się z dowództwem AK i przedstawił plan zbrojnego wyzwolenia obozu, który jednak nie zyskał aprobaty kierownictwa. Równocześnie rozpoczął służbę w oddziale III Kierownictwa Dywersji AK, w którym walczył min. w powstaniu warszawskim. Podczas powstania znów dostał się do niemieckiej niewoli (chociaż Niemcy nie rozpoznali w nim zbiega z Auschwitz) i przez ponad pół roku siedział w obozie jenieckim w Łambinowicach. Na wolność wyszedł po wyzwoleniu obozu 8 maja 1945 r. i wstąpił do II Korpusu Polskiego gen. Andersa. Jednak już w grudniu tego roku wrócił do Polski jako żołnierz organizacji „NIE”, będącej ówcześnie głównym ośrodkiem podziemia antykomunistycznego.
Początkowo aktywność Pileckiego w powojennym podziemiu ograniczała się do szukania znajomych z konspiracji podczas wojny i tworzenia struktur organizacji „NIE”. Jednocześnie spisywał i porządkował wspomnienia z Auschwitz. Nawiązał współpracę z Tadeuszem Płużańskim, przez którego kontaktował się z oddziałami partyzanckimi. 8 maja 1947 r. został aresztowany w Warszawie i umieszczony w więzieniu na Mokotowie. Po torturach, niesprawiedliwym procesie i okrutnym śledztwie, o którym pisał, że „Oświęcim to przy tym była igraszka”, został skazany na karę śmierci przez strzał w tył głowy. Wyrok wykonano 25 maja 1948 r. Rotmistrz Pilecki, podobnie jak większość ofiar katowni w Mokotowie, został pochowany w kwaterze Ł („Łączka”) przy cmentarzu na Powązkach. W 2006 r. został pośmiertnie odznaczony Orderem Orła Białego przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego, zaś w 2013 r. awansowany do stopnia pułkownika. Trwają również przygotowania do procesu beatyfikacyjnego. Postać bohaterskiego rotmistrza została także upamiętniona w piosenkach, utworach raperów (min. Tadek), książkach, filmach dokumentalnych oraz ulicach, szkołach i hufcach harcerskich noszących jego imię.