O pra-Polsce i lechitach między historią a mitem

Ku mojemu zaskoczeniu o Lechi pierwszy raz dowiedziałem się podczas nauk humanistycznych w Salamance. Prof. Paz, ceniony znawca Łaciny i Greki, który uczył nas Łaciny, komentując de Bellum Gallicum Juliusza Cesara, opowiadał niesłychane historie o walecznych ludach pochodzących ze wschodniej europy, nazywanych Wandalami.

Kilka miesięcy temu wpadła mi w ręce książka „pasjonata-historyka” Janusza Bieszka, nosząca intrygujący tytuł „Słowiańscy królowie Lechii. Polska starożytna”.  Czytając ją napotkałem w niej na wiele epizodów historycznych opowiadanych mi swojego czasu przez Profesora z Salamanki podczas lekcji o wojnach Juliusza Cesara. Szczerze dziwią mnie obecnie niektóre podejścia bagatelizujące temat, odnosząc się do Imperium Lechitów jak do podobnych mitów o Templariuszach czy świętym Graalu, co zresztą nikogo nie dziwi fakt że zarówno Templariusze jak i Święty Graal mają tak udokumentowaną historie istnienia że podważanie ich przez jakiegokolwiek historyka będzie jednoznaczne z fałszowaniem historii. Podobnie jest z Lechitami, jest dość dużo dokumentów i świadectw historii i archeologi genetycznej poprzez które możemy z cała pewnością stwierdzić faktyczne istnienie  Imperium”pra-Polaków”- lechitów, niż jego nie istnieje, bo żadne źródła historyczne wprost tego nie negują. Analogicznie łatwiej jest przyjąć że Bóg istnieje niż udokumentować jego nie istnienie, analizując choćby pięć argumentów poznania Boga według Św.Tomasza z Akwinu.

Kilka historycznych dowodów które według mnie są fundamentalne w całej tej pra-Polskiej/Lechi historii:

Do dziś w niektórych językach z Bliskiego Wschodu jest oficjalnie używane starodawne określenie Polski, bliskie słowu Lechistan. Skąd się to wzięło? Dlaczego zwłaszcza w tych krajach, bliskiego wschodu gdzie Państwo Kościelne nie miało wpływu zachowała się starodawna nazwa Polski? Ten fakt- a zarazem dowód , potwierdza jednoznacznie że LECHIA to starodawna nazwa Polski z przed katolickiego chrztu Polski w 966 r. Poniżej lista niektórych nazw Polski (Lechia) do używane przez obcych pisarzy/kronikarzy:
perskie – Lachestan, litewskie – Lenkija, tureckie – Lehistan, ormiańskie – Lehastan, węgierskie – Lengyelország.

Starożytnich mieszkańców obecnych terenów Polski nazywano także  Lechitami szczególnie w krajach które niepoległy dominacji kultury łacińskiej czyli:
• tureckie – Lehce,
• ruskie – Lachy,
• węgierskie  – Lengyel,
• rumunskie  -Leah,
• Ledianin u Serbów.

Genetyczna_mapa_europy_2013rWedług badań naukowych wynika iż ok 5000 lat  temu, obecne ziemie Polski zamieszkiwali ludzie niezbyt zróżnicowani pod względem genetycznym i wyglądem fizycznym. Powszechnie archeolodzy przyznają iż na tych ziemiach istniała duża kolebka jasnowłosych i jasnookich ludzi o jednorodnym  wyglądzie, charakteryzującym się haplogrupą R1a1a1 Y-DNA.

Dzieła, kroniki Długosza, Prokopa, Kadłubka jednoznacznie świadczą i opowiadają o Starożytnej Polsce i jej dziejach na scenie Europy. Niestety przez inkwizycje zachowały się niektóre dzieła. Strach ówczesnych władz kościelnych przed pamięcią historyczną pra-Polski i utrzymaniem tożsamości kulturalno-religijnej innej niż chrześcijańska stanowiły wystarczający argument na obszerną „Inkwizycje” i spalenie wszelkich dokumentów potwierdzających istnienie starożytnej Polski. Podobne zjawisko miało miejsce podczas rozbiorów Polski na przełomie wieków.

western empire 843Dowody z Angielskiego punktu widzenia są jeszcze bardziej zaskakujące, odsyłam do strony księgarni uniwersyteckiej w Texas at Austin Perry-Castañeda Library gdzie możemy znaleść historyczne mapy europy na których określone są granice Lechów (lechs) z lat 843, 870, 887.

Wykopaliska archeologiczne w dolinie rzeki Tollense wskazują że ok 1250 lat przed Chrystusem , istniały na naszych ziemiach zorganizowane wojska, uzbrojone o których historycy ze dziwieniem chylą głowy. Szczątki kilka tysięcznych żołnierzy uzbrojonych i poległych są dowodem iż pra-Polską/Lechia (termin techniczny)  jest faktem archeologicznie-częściowo udokumentowanym.

 

jasnogorski-poczet-krolow-i-władców-polskich
Series Chronologica Ducum et Regum Polonorum

Poczet władców i królów Regnum Polonorum zachowany do dziś na Jasnej Górze jest również dowodem dość dobrze strzeżonym w klasztorze na Jasnej Górze od najstarszych wieków. Zaczyna się on od władcy/króla Lecha. Raczej w kościele nie ma miejsca na bajki i obraz mitologiczne?

Dedykacja marmurowej płyty z I wieku n.e przez cesarza rzymskiego Tyberiusz Klaudiusza (14-37 n.e) dla lechickiego króla

Dedykacja cesarza rzymskiego królowi lechickiemu Cavillio Lescho przez Tyberiusza Klaudiusza (13-37 n.e) Museo del Lapidario di Urbino, Italia nr 92778
Dedykacja cesarza rzymskiego królowi lechickiemu Cavillio Lescho przez Tyberiusza Klaudiusza (13-37 n.e) Museo del Lapidario di Urbino, Italia nr 92778

Awiłła Leszka jest jednym z niepodważalnych źródeł potwierdzających iż wielkość jednego z Królów lechickich była znana i doceniana w I wieku przez Cesarza rzymskiego.  Płyta znajduje się w Museo del Lapidario di Urbino, Italia, pod numerem (identificatore work 92778).

 

 

Sądzę iż jest potrzebne jeszcze trochę czasu by odkryć i po układać poszczególne dowody na istnienie w świetle sławy pra-Polski. Lechia był faktem, a coraz liczniejsze badania, zarówno genetyczne jak i archeologiczne wskazują że mit obcuje z historią, niezależnie od wiary tych którzy to badają. W świetle tych wszystkich przedstawionych dokumentów jak i tych nie uwzględnionych i tych nowych powstających wraz z archeologią genetyczną  rzetelniej jest stwierdzić iż dziś jest jeszcze łatwiej potwierdzić istnienie imperium lechitów niż wykazanie naukowo że nie istniało.

Obecność R1a w Europie 2000 lat temu
Dominująca haplogrupa słowiańska Y-DNA R1a jest domniemanym dowodem na istnienie rozległego Imperium Lechitów

Kwestią dyskusyjną natomiast jest jej wielkość i granice, oraz sklasyfikowanie plemion/ludów które utożsamiały się z imperium Lechitów i poszczególnym władcą na przełomie wieków. Natomiast cała starożytność również grecka i łacińska jest oparta na wielu mitach spisanych przez starożytnych autorów i przerobiona na historie. Zresztą skrupulatna „Inkwizycja” pozostawiła by wszelkie dokumenty zaprzeczające istnieniu imperium lechitów, ale takich dowodów nie było ponieważ ta część historii była dość dobrze znana pra-Polakom, i nie kwestionowana. Bo jeśli by była kwestionowana, to  z pewnością zadbano by o to by stworzyć pisemne dowody zaprzeczające mitom starożytniej Polsce. Nie zapominajmy że archeologia jest ważna ponieważ może (i wykazała  to już) udowodnić  historyczność ramy obrazu owinięta różnymi historiami które uciekają zawsze dowodom historycznym. Myślę że przyszłościowe odkrycia archeologii genetycznej zadziwią nie tylko nas jeszcze ale i upartych historyków.

Czym jest zło i dlaczego człowiek postępuje źle, czyli problem grzechu w ujęciu św. Augustyna

Od zarania dziejów filozofowie zajmują się badaniem teorii zła. Zajmują się zarówno jego pochodzeniem, źródłem, jak i skutkami jakie ze sobą niesie. Do tej pory nie udało ustalić się jednolitej definicji tego słowa i sądzę, że nigdy to nie nastąpi. Mimo to, chciałabym przedstawić jedną z licznych teorii.
W teorii św. Augustyna przedstawionej w „Dialogu o wolnej woli” próbuje się odnaleźć zarówno źródła zła jak i jego przyczyny. Można przypuszczać, że samo jego istnienie związane jest wolną wolą, dzięki, której człowiek mogąc postępować zgodnie z swymi pragnieniami, może wybrać złą ścieżkę. Czym zatem jest zło? W dziele tym jest ono przeciwstawione dobru i nazywane jest grzechem. Pojawia się pytanie dlaczego mimo wolnej woli ludzkie czyny określane są jako te właściwe oraz nie pożądane. Otóż teoria augustiańska zakłada, iż wolna wola została stworzona przez Boga i dana człowiekowi by ten czynił dobrze. Zatem zło jest działaniem wbrew pierwotnemu przeznaczeniu wolnej woli. Jest poruszeniem duszy, odwróceniem od właściwego kierunku, można przypuszczać, że jest to odwrócenie się od największego dobra, którym jest Bóg. Autor określa, że owo poruszenie jest ruchem niedoskonałym, pochodzącym z nicości, ale zależnym wyłącznie od człowieka i dobrowolnie przezeń wywoływanym zatem zawinionym.
Idąc dalej należy zauważyć, że stwarzając dobro, Bóg powołał na świat zło. Skutek ten nie mógłby zostać pominięty gdyż jedno nie może istnieć bez drugiego. Kontrast oraz różnice pomiędzy tymi pojęciami nadają im kształt, definiują je. Widoczna jest tu dwubiegunowość, gdzie człowiek postępując dobrze, czyli kierując się ku Bogu i działając zgodnie z jego wolą zostaje nagradzany, natomiast postępując źle idzie w przeciwną stronę, odwraca się od Stwórcy co powoduje karę. Wolna wola odgrywa tu kluczowe znaczenie gdyż metaforycznej drodze „do” lub „od” Boga nadaje swobodę wyboru przez co poszczególne ścieżki możemy określić jako moralne lub grzeszne. Gdyby wolna wola nie istniała, nie można byłoby mówić o złu, gdyż człowiek nie postępował by zgodnie z własnymi wyborami. Święty Augustyn jest iście chrześcijańskim filozofem, zatem i Bóg, o którym mówi w swoim dziele jest zapewne Bogiem chrześcijańskim. W związku z tym możemy pójść dalej i zdefiniować zło jako postępowanie nie zgodne z dziesięcioma przykazaniami. Jest to porzucenie dóbr wysokich, a więc wspólnych i niezmiennych, można powiedzieć wiecznych, dla dóbr osobistych o niższej wartości. Można powiedzieć, że złem określane jest tutaj dbanie o dobra doczesne, codzienne a zaniedbywanie tego co ma według religii chrześcijańskiej ukształtować i doprowadzić do życia wiecznego. Święty Augustyn owe poruszenie woli dzieli na trzy kategorie: poruszenie ku osobistemu dobru, ku dobru zewnętrznemu i dobru niskiemu. Kolejno pierwsze dotyczyć ma spraw gdzie wola ludzka oczekuje zupełnej niezależności, drugie dotyczy zbytniego zainteresowania sprawami innych i tymi, które jej nie dotyczą, trzecie dotyczy zaś rozkoszy cielesnych. Owe dobra doczesne przedstawiane są w Biblii jako grzechy i są zakazane w dekalogu. Mówi się tu zdecydowanie o grzechach bardziej psychicznych aniżeli fizycznych. Chodzi o zło/grzechy duszy, które budują ją niedoskonałą i oddalającą się od największego dobra – Boga. Podsumowując, zło jest tym co zaistniało po stwarzeniu przez Boga wolnej woli, jest nieodzowną częścią rzeczywistości, konieczną do istnienia i rozróżnienia dobra. Można powiedzieć, że wraz z relacją pomiędzy dobrem i złem zachowana zostaje równowaga w świecie i możliwość jego prawidłowego funkcjonowania.  Słowami Świętego Augustyna: „Zło nie jest ci to żadna natura, a nazwa ta nie oznacza niczego innego jak tylko brak dobra”.
Skoro jednak ludzie mają wybór : dobro lub zło, to dlaczego wybierają ciemniejszą stronę duszy? Co skłania ich do odsuwania się od Boga zapewniającego życie po śmierci, w stronę dóbr doczesnych? Przede wszystkim ich fenomenalność, zmysłowość, dostępność i bliskość w przeciwieństwie do dóbr wiecznych. Idąc o krok dalej, znając Pismo Święte i czytając dzieła świętego Augustyna w jego kontekście, można dojść do konkluzji, że ludzkie zło niejednokrotnie wynika z niewiary. Nie mając pewności co do ziszczenia się obietnic złożonych przez Boga o życiu wiecznym, ludzie wybierają dobra doczesne, których są pewni, że dają im na ten moment szczęście. Dobra doczesne są łatwiejsze do osiągnięcia, nie wymagają tak dużego zaangażowania i oczekiwania jak dobra wieczne co zdecydowanie zachęca ludzi. Zarówno w XXI wieku jak i wiele wieków wstecz ludzie dzielili się na tych żyjących moralnie i grzesznie, niejednokrotnie był to podział na biednych (którzy nie dbali o dobro na ziemi) i bogatych (którzy pławili się w luksusach codzienności). Obecnie rozwój cywilizacji i nauki daje bardzo dużo możliwości i stwarza wiele okazji do grzechu. Teraźniejszy świat stwarza jeszcze większy kontrast między dobrem i złem, a zatrzymanie metaforycznego „spadania w dół” nie jest już takie proste, mimo swobody działania. Wracając do dzieła świętego, dowiadujemy się, że zło ludzi nie jest zależne od ich ciała, od ich fizyczności. Za wszystko odpowiedzialna jest dusza, która to powoduje ruch odchodzący od Boga. Ruch duszy jest natomiast jak najbardziej dobrowolny, a jako, że istotą życia i egzystencji ludzkiej jest nie ciało, lecz ducha to dochodzimy do wniosku, że człowiek działa źle bo po prostu takiego wyboru dokonuje. Może to być uwarunkowane różnymi kwestiami, nie zwalnia go to jednak z odpowiedzialności za grzechy, których się dopuszcza. Nie może być w żaden sposób usprawiedliwiony, gdyż według świętego Augustyna natura ludzka nie ma tu żadnego znaczenia. Zło, którego człowiek się dopuszcza nie jest motywowane przez naturę ludzką, człowiek samoistnie dokonuje złych wyborów. Rozbity zostaje tu pogląd o złej naturze ludzkiej. Wówczas grzeszność ludzi byłaby w pewnym stopniu pobłażana. Rozmówcy stwierdzają jednak, że człowiek jako wytwór boskiej ręki, nie może być czymś złym gdyż wszystko co pochodzi od Boga jest dobrem.
Wedle powyższych stwierdzeń, człowiek stwarzany jest przez Najwyższego jako postać dobra, bliska doskonałości i nie znająca zła – bo wszystko pochodzące od Stwórcy jest przecież dobre. Argument na całkowicie dobrą dusze ludzką daje nam również Biblia, a w niej Księga Rodzaju, w której mowa, że Bóg stworzył człowieka na swoje podobieństwo, zatem musi on być istotą bezgrzeszną w momencie stworzenia. Poznanie zła musi zatem następować dopiero później, w kontakcie ze światem zewnętrznym. Człowiek postępuje źle, bo nie sam w sobie jest zły, ale świat do którego wchodzi zrodzony był wiele lat wcześniej i zdążyło w nim zagnieździć się zło, które wpływa na ludzi. Człowiek może się mu przeciwstawić, lecz zazwyczaj jest na to zbyt słaby.
Autor pomija problem grzechu pierworodnego. Skoro według niego, człowiek jest dobrem pochodzącym od Boga, skąd jawi się owy uszczerbek na duszy? Czy potomków Adama i Ewy również możemy nazywać całkowicie dobrymi dziełami Boga? Przecież są splamione postępkiem pierwszych rodziców i już przy poczęciu w ich duszy rodzi się zło. Pójdźmy o krok dalej, być może owo poruszenie duszy oddalające od Stwórcy, wynika właśnie z pierwszego grzechu i to on, jako znamię na duszy, powoduje jej złe występki. Takie stwierdzenie mogłoby jednak w niewielkim stopniu usprawiedliwić zło dokonywane przez człowieka, jako przekazywane przez dalekich przodków w postaci grzechu pierworodnego.

Trzy filary cywilizacji łacińskiej wg Feliksa Konecznego

Cywilizacja Łacińska Feliks KonecznyFeliks Koneczny jest jednym z najbardziej uznanych badaczy cywilizacji w świecie nauki. Nazwisko polskiego historiozofa bywa wymieniane obok takich autorytetów jak Oswald Spengler. Koneczny zasłynął szczególnie ze swojej oryginalnej koncepcji cywilizacji (wartości niezbywalnej, ponadnarodowej, nonkonformistycznej wobec obcych wpływów) oraz z podziału ludów na kręgi cywilizacyjne (łaciński, bizantyński, turański, bramiński, arabski, chiński, żydowski). Napisał wiele książek poważanych w kręgach nauk społecznych i politycznych, wśród których należy wymienić m. in. „Dzieje Rosji”, „Cywilizacja bizantyńska”, „Polskie logos a ethos”, „Cywilizacja żydowska”.
Feliks Koneczny zdradzał wielką sympatię, a wręcz skłonności do faworyzacji cywilizacji łacińskiej. Trudno się temu dziwić, gdyż został wychowany w tymże kręgu cywilizacyjnym, a jako zagorzały katolik i zwolennik endecji głosił treści fundamentalistycznie łacińskie, czyli zachodnie. W sporze o przynależność Polski do Wschodu lub Zachodu Koneczny opowiadał się zdecydowanie za okcydentalną tożsamością. Co więcej, Polskę uważał za równą partnerkę w rodzinie cywilizacji łacińskiej obok Włoch, Francji, Hiszpanii etc.
Skąd zatem wywodzi się faworytka Feliska Konecznego? Według samego autora na to, co zwiemy Zachodem składają się: filozofia grecka, prawo rzymskie i etyka chrześcijańska. Zgadzam się z tym twierdzeniem, jednakże uważam, że nie odzwierciedla ono rzeczywistości w pełni i jest nieadekwatne do współczesności.
Starożytna Europa obfitowała w wybitnych myślicieli i różnorakie idee. Wkład Greków w „europejskość” jest niesłychanie duży. To na bazie filozofii greckiej ludzie zaczęli dostrzegać prymat rozumu nad wiarą (a z czasem i odwrotnie). Obfita i dobrze udokumentowana mitologia grecka sugerowałaby raczej, że antyczni Grecy byli ludźmi aż nazbyt przesądnymi i ciemnymi, gdyż tłumaczyli otaczające ich zjawiska magią i mocami nadprzyrodzonymi. Należy w tym miejscu sprostować, iż w dobie sofistów owi Grecy właśnie zerwali z zabobonami. Mitologia stała się jakby zbiorem metaforycznych przesłanek moralnych, a ich wydźwięk zawsze wskazywał na pewne schematy, które stanowiły fundamenty mentalności ówczesnych Greków. Mowa tu o fatalizmie i nierozgraniczaniu czynów na dobre i złe. Oba te czynniki nie przetrwały w świadomości europejskiej, choć pojawiły się po swoistej obróbce w XIX-wiecznych nurtach filozoficznych, głównie w nietzscheanizmie.
Filozofii greckiej nie można skategoryzować jako coś jednolitego, jest w niej zbyt wiele sprzecznych nurtów i koncepcji. Niemniej jednak niektóre z nich okazały się być najbardziej odpowiadające ludności i przetrwały jako dominujące, a co za tym idzie, stały się integralne dla cywilizacji europejskiej (europejskiej to za szerokie określenie, ale mowa o czasach zanim doszło do podziału Europy na cywilizacje łacińską i bizantyńską). Do tych idei należy filozofia sokratejska i platońska – one dały podwaliny pod zaszczepienie się chrześcijaństwa. Teorie ontologiczne, idealizm, myślenie w kategoriach metafizycznych, to wszystko zostało przemycone do świadomości „łacinnika” za sprawą wspomnianych filozofów. Z drugiej strony mamy filozofie zgoła odmienne, a przecież także typowe dla europejskości. Arystoteles nauczał myślenia (tu nawet dosłownie, za sprawą logiki) opartego na realizmie. Nikt, tak jak on, nie ściągnął Europejczyka na ziemię.
Już same powyższe przykłady pokazują, że filozofia grecka pociągana była przez rozmaite namiętności i nie można powiedzieć, że stanowi jednolity filar cywilizacji łacińskiej. Mnogość prądów umysłowych – to zdecydowanie największa zasługa filozofii nie greckiej, a greckich. Stoicyzm, sceptycyzm, cynizm, idealizm, realizm… żadnego z tych nurtów nie możemy nazwać jedynym typowym dla cywilizacji łacińskiej. Docenić należy tutaj samą kulturę sporu o rzeczy niecodzienne, wymagające abstrakcyjnego myślenia.
Co się tyczy prawa rzymskiego, to tutaj rzecz jest o tyle prostsza, że w jednym czasie, na jednym terytorium nie może bezkonfliktowo obowiązywać więcej niż jedno prawo. Starożytni Rzymianie byli mistrzami w budowie relacji społecznych w niesłychanie rozległym imperium. Wszystko za sprawą klarownego, skodyfikowanego systemu prawnego. Wszystkie aspekty życia społecznego miały swoje paragrafy. Gwarantowało to porządek publiczny, choć skrajnie jurydyczne myślenie mija się z celem, gdyż człowiek z czasem zapomina dlaczego stosuje się do przepisów, ale robi to dalej z obawy przed sankcjami (tu również prawnymi, choć po rozpowszechnieniu się chrześcijaństwa zaczęto łączyć lęk przed karą świecką z karą boską, a prawo zwyczajowe zaczęto utożsamiać i opierać na „prawie boskim” – u Greków stanowiło to dylemat, warto tu przypomnieć „Antygonę” Sofoklesa).
Prawo dało państwu autorytet. Jest to znamienne dla cywilizacji łacińskiej. Inne cywilizacje nie wytworzyły tak silnego poczucia państwowości, ani nawet samego pojęcia państwa tak zaawansowanego jak Zachodnie. W dzisiejszym świecie stosunków międzynarodowych to nie związki plemienne, ani nawet wbrew nazwie narody, stanowią podmioty tychże. Stanowią je państwa zorganizowane na modłę możliwie najbardziej zachodnioeuropejską.
Do tego wiele rozwiązań rzymskiego prawa (głównie prawa własności) przetrwało w niezmienionej formie do naszych czasów. Ogrom pojęć prawnych funkcjonujących nadal jest zaczerpnięty z łaciny. Trudno zatem się nie zgodzić z twierdzeniem, iż prawo rzymskie stanowi filar cywilizacji nomen omen łacińskiej.
Chrześcijaństwo, a dokładniej jego etyka, jest najmłodszym składnikiem cywilizacji zachodniej, choć kategorie myślenia chrześcijanina są starsze niż jego religia (tu wracamy do filozofii greckiej, ale i do pierwotnego przeświadczenia o pozaziemskiej przyczynowości zjawisk). Etyka chrześcijańska oparta jest na naukach Jezusa Chrystusa i na Piśmie Świętym. Nie można jednak powiedzieć, że w dylematach moralnych odnosimy się do nich bezpośrednio. Istnieje bowiem wypracowana przez dwa tysiące lat nauka Kościoła zwana katechizmem, a i ona poddawana była różnym wpływom, np.: scholastyce, reformacji, kontrreformacji, humanizmowi, ekumenizmowi etc. W odniesieniu do samej cywilizacji nie ma jednak znaczenia czy słuchamy nauk papieża czy jesteśmy niepraktykujący albo nawet niewierzący. Liczy się to, co przemycono do mentalności i do tego, co świadczy o nas jako o Europejczykach, ludziach Zachodu. W przypadku chrześcijaństwa są to: wspomniane połączenie praw boskich ze stanowionymi, wzorce moralne zaczerpnięte z żywotów świętych, przeświadczenie o wolnej woli, ale i o pewnych typach zachowań, których „należy przestrzegać”.
Kontrowersję budzi pytanie, czy chrześcijaństwo może stać obok sprzecznych koncepcji (a również zrodzona przez cywilizację Zachodu), jak filozofia negująca istnienie Boga, konieczność przestrzegania prawa państwowego i posłuszeństwo państwu itp. Niektóre nurty filozoficzne już od antyku idealnie współgrają z etyką chrześcijańską, ale równie wiele nie da się jakkolwiek połączyć. Mimo to wszystkie te aspekty kształtują naszą cywilizację. Nie można odmówić udziału któremukolwiek z nich ze względu na drugi. To właśnie stanowi kwintesencję cywilizacji łacińskiej – jest ona policentryczna, mnoga w prądach, szarpana różnymi tendencjami, różnorodna wewnątrz. To co ją spaja, to nie konkretne zasady wiary, nurty filozoficzne, prawa, ale te cechy mentalności, które one powodują. Poza tymi cechami, zgodnie z zachodnim przeświadczeniem o indywidualizmie każdego człowieka, pozostaje pole do popisu dla nowych odkryć i koncepcji. To stanowi o sile cywilizacji łacińskiej, gdyż nie jest ona monolitem, potrafi się dostosować, czerpie z twórczej mocy swoich ludzi, co podważa teorię Konecznego jakoby cywilizacja istniała ponad ludźmi. Słowo „filar” nie kojarzy się z elastycznością i płynnością, ale tak właśnie należy je pojmować w kontekście cywilizacyjnym.
Podsumowując moje rozważania. O ile zgadzam się z twierdzeniem Feliksa Konecznego o filarowości filozofii greckiej, prawa rzymskiego i etyki chrześcijańskiej, to nie po drodze mi z jego paradygmatem, nakazującym traktowanie owych filarów jako coś stałego. Sam Koneczny najchętniej odwoływał się do tych aspektów, które przyklaskiwały chrześcijaństwu jako najistotniejszemu, w jego koncepcji, składnikowi cywilizacji łacińskiej. Moim zdaniem, do naszych czasów powstało wiele sprzecznych koncepcji, praw, sposobów pojmowania rzeczywistości, ale wszystkie one odgrywały lub nadal odgrywają jakąś rolę w kształtowaniu cywilizacji. To właśnie różnorodność i swoboda dyskusji są tym, co kształtuje płynną istotę cywilizacji łacińskiej.

Motyw cierpienia w literaturze

Cierpienie jest nieodłączną częścią życia każdego człowieka. Według słownika języka polskiego jest to ból fizyczny lub psychiczny. Zazwyczaj pojawia się niespodziewanie, a jego przyczyny są różne, często nieznane. Cierpienie to motyw obecny w literaturze i sztuce od dawna. Choć na przestrzeni wieków motyw ten pełnił różne funkcje, a cierpienie było wielorako postrzegane, to nadal jest to temat, który inspiruje wielu autorów. Często zadajemy sobie pytanie- jaki sens ma cierpienie? Dlaczego cierpimy? Czy to kara? Czy mamy na to jakiś wpływ? Czy możemy w jakiś sposób zapobiec cierpieniu? W literaturze możemy odnaleźć wielu bohaterów, których cierpienie ma zupełnie inny wymiar. Choć odczuwają oni ból z różnych powodów, to dla każdego z nich cierpienie jest wyjątkowo trudnym czasem.
Hiob to biblijna postać, która od razu kojarzy się z cierpieniem. Mieszkaniec ziemi Us był bardzo pobożnym człowiekiem, zdrowym, szczęśliwym mężem i ojcem dziesięciorga dzieci. Jego życie stało się przedmiotem zakładu Boga i Szatana. Bóg był pewny wiary Hioba, więc pozwolił Szatanowi zabrać mu wszystko. Bohater starotestamentalnej księgi został kolejno pozbawiony majątku, rodziny, dotknięty przez trąd. Nieszczęścia te miały wystawić jego wiarę na próbę, jednak Hiob nie zwątpił i mimo przeciwności losu głęboko wierzył w Boga i go błogosławił.  W nagrodę za wierność Bóg przywrócił mu utracone dobra, pomnażając je. Córki Hioba były najpiękniejszymi kobietami w kraju, a mężczyzna dożył w zdrowiu później starości, widząc cztery pokolenia swojego potomstwa. Podczas gdy na Hioba spadały kolejne cierpienia, odwrócili się od niego także sąsiedzi, z którymi zawsze utrzymywał dobre stosunki. Niegdyś panowało przeświadczenie, iż cierpienie dotyka tylko największych grzeszników, gdyż jest karą za złe czyny. Wnioskowali oni więc, że Hiob musiał zrobić coś bardzo złego, skoro spotkał go tak straszny los. Nie potrafili przyjąć, że cierpi on niewinnie.
cierpiący-HiobKsięga Hioba nie jest jednak tylko opowieścią o niezawinionym cierpieniu. Jest to wyjątkowy poradnik, nie tylko dla osób wierzących, który pokazuje, w jaki sposób przyjmować cierpienie. Hiob, który traci absolutnie wszystko, nie buntuje się przeciwko boskim wyrokom. Wie, że wszystko co posiadał, było darem od Boga i On ma prawo odebrać ten podarunek w każdej chwili. Nawet jeśli wydaje się to niesprawiedliwe, to nie można popadać w rozpacz, gdyż to świadczyłoby o utracie wiary w Boga, o utracie nadziei. Hiob jest przykładem człowieka, który z pokorą przyjmuje swój los. To także osoba pełna nadziei, która nie traci jej nawet, gdy spadają na nią najgorsze wieści, dziś nazywane właśnie hiobowymi. Zarówno dobro jak i zło to dary losu, które trzeba pokornie przyjmować. Postać Hioba pokazuje także, że cierpienie nie jest bezcelowe, nadaje ono sens życiu, przynosi zmianę na lepsze. Aby docenić dobro, trzeba także doznać zło.
Gustaw to główny bohater IV części „Dziadów” Adama Mickiewicza, który cierpi z powodu nieszczęśliwej miłości. W Zaduszki przychodzi jako Pustelnik do domu greckokatolickiego księdza i opowiada mu historię swojego życia i niespełnionej miłości. Uczucie, które od pierwszego wejrzenia połączyło Gustawa i jego wybrankę, stało się dla bohatera sensem życia. Bohater wierzył w koncepcję „dusz bliźniaczych”, według której przed narodzinami ludzie byli parami złączeni w jedną duszę, a w momencie narodzin rozdzielali się. Związek ten jest jednak silniejszy od ludzkiej rozłąki. Gustaw wierzył, że jego ukochana jest drugą połową jego duszy i w miłości do niej zatracił własną indywidualność. Miłość była dla niego związkiem dwóch dusz na wieki złączonych przez Boga. Uczucie bohaterów nie przetrwało jednak społecznych podziałów i wybranka Gustawa wyszła za mąż za bogatego mężczyznę. Kochankowie zostali na zawsze rozdzieleni, a bohater popadł w rozpacz, którą potęgowało każde wspomnienie o ukochanej. Gustaw-dziadyPodczas ślubu wybranki nie wytrzymał nadmiaru cierpień i popełnił samobójstwo, które miało mu przynieść ulgę. Sprawiło jednak, że musi przeżywać swoje cierpienie, błąkając się po świecie. Prosi księdza o przywrócenie obrzędu dziadów, który przynosi ulgę duszom czyśćcowym.
Gustaw to bohater romantyczny- samotny, cierpiący indywidualista. Jego nieszczęśliwy los został wywołany przez wzgardzone uczucie. Miłość, która powinna być pięknym, wzniosłym uczuciem, dającym szczęście, przynosi bohaterowi niewyobrażalne cierpienie, które powoduje, że popełnia on samobójstwo. Śmierć jednak nie jest kresem cierpienia. Bohater nie może wyzwolić się spod jarzma bólu, które jest wpisane w jego istnienie.
Gdy w III części „Dziadów” Gustaw przechodzi metamorfozę i z romantycznego kochanka staje się patriotą, również nie przestaje cierpieć. Uczucie względem kobiety zamienia na miłość do ojczyzny. Odczuwa niezawinione cierpienia całego narodu, które powodują, że zaczyna on wątpić w miłosierdzie Boga. Konrad chce być przywódcą całego narodu, pragnie zbawić rodaków. Czuje się przewodnikiem całego narodu, jednak ciężar ten okazuje się być dla niego zbyt ciężki. Podczas Wielkiej Improwizacji Konrad twierdzi, iż rządziłby światem lepiej od samego Boga, domaga się od Stwórcy władzy nad całym światem. Jego wołanie zostają zignorowane, co przynosi Konradowi ogromne cierpienie.
Tym razem nie tylko miłość okazała się przyczyną cierpienia, ale przede wszystkim pycha bohatera. Konrad, biorąc na siebie zbyt duży ciężar, sam ściąga na siebie cierpienie. Miłość do ojczyzny i poczucie wyższości nad Bogiem, sprawiają, że zderzenie się z rzeczywistą niemocą powoduje ból. Cierpienie doprowadza Konrada do szaleństwa. Siła uczuć bohatera zostaje przeistoczona w niszczycielską furię, skierowaną przeciwko Bogu i bliźnim.
„Pianista” Władysława Szpilmana to autobiograficzna opowieść żydowskiego artysty. Historia rozpoczyna się 1939 roku, gdy Niemcy po wkroczeniu do Warszawy wprowadzają restrykcję wobec ludności żydowskiej. Szpilman wraz z rodziną trafia do warszawskiego getta, w którym panują nieludzkie warunki. Są prześladowani, cierpią z powodu biedy, muszą wszystko wyprzedać, łącznie z ukochanym fortepianem artysty. Gdy cała jego rodzina została wywieziona do obozów pracy został zupełnie sam. Brak pieniędzy i dyskryminacja sprawiają, że bohater jest głodny, wychudzony, z niedoboru pożywienia zaczyna chorować. Mimo to ciężko pracuje na budowie i przy rozbiórce domów. Jednak cierpienie fizyczne nie jest jedynym, jakie go dotyka. Żyje w ciągłym strachu, gdyż w każdym momencie grozi mu śmierć. Jest całkowicie samotny, zdany tylko na siebie. Nie wie, jaki czeka go los, ani co dzieje się z jego rodziną. Cierpienie powoduje, że na twarzy wrażliwego artysty często pojawiają się łzy, które świadczą o bezsilności wobec bólu, jaki zadaje mu drugi człowiek.
Tytułowy bohater cierpiał ze względu na swoją religię. Wyznanie stało się powodem prześladowania, które przynosiło każdego dnia zarówno ból fizyczny, jak i psychiczny. Tym razem jednak cierpienie nie zostało zgotowane przez los, a przyczynił się do niego drugi człowiek. Pianista cierpiał niezasłużenie, nie zrobił nikomu nic złego, a stał się ofiarą prześladowania. Żydowskie pochodzenie, które zostało uznane są winę, zdecydowanie nie jest niczym złym. Bohater był bezradny wobec cierpienia, które go spotkało, nie mógł w żaden sposób zmienić swojego losu, ani wpłynąć na drugiego człowieka. Przez cały ten czas ogromną rolę w życiu Szpilmana odgrywa muzyka, która przez długi czas jest jedynym źródłem utrzymania rodziny, nadaje życiu sens, a nawet je ratuje.
Wiersz Zbigniewa Herberta „Pan Cogito rozmyśla o cierpieniu” to jeden z wielu utworów tego autora, który zawiera refleksje Pana Cogito. Podmiot liryczny niejednokrotnie cierpiał w życiu i teraz dzieli się nabytą wiedzą, udzielając rad dotyczących sposobów zmagania się z nieszczęściami. Najpierw mówi on o nieudanych próbach usunięcia cierpienia ze swojego życia. Nie pomogło mu rozmyślanie, pomoc innym czy religia. Uważa, że z cierpieniem należy się pogodzić, przyjąć je pokornie i nie rozpaczać. Ważne jest jednak także, aby nie wykorzystywać swojego nieszczęścia, aby wzbudzić w innych litość lub wymusić pomoc. Podmiot liryczny sądzi także, że cierpienia nie da się uniknąć, należy nauczyć się z nim żyć. Nie należy jednak uznawać go za nieodłączny element swojej osoby. Pan Cogito twierdzi, że cierpienie ma sens, pozwala ono dostrzec szczęście i uczy, jak się nim cieszyć. Dlatego w każdej sytuacji powinniśmy dostrzegać coś pozytywnego. Chociaż nie wiemy, jakiego cierpienia doświadczył Pan Cogito, możemy zaobserwować, że skłoniło go ono do refleksji i sprawiło, że potrafi on pokornie przyjmować to, co przynosi mu los.
Ludzie od lat poszukują odpowiedz na pytania dotyczące cierpienia, poruszając ten temat w dziełach literackich. Choć znaczenie tego motywu i sposób, w jaki dotyka bohaterów na przestrzeni wieków się zmieniają, to niezmiennie cierpienie uszlachetnia. Mimo że zazwyczaj pojawia się nieoczekiwanie, to uczy doceniać szczęście. Bywa fizyczne i psychiczne, powodowane przez różne czynniki. Zawsze jednak jest nieuchronne, często dotyka ludzi niewinnych i aby sobie z nim poradzić konieczna jest pokora. Nieustannie ludzie zadają sobie pytanie o istotę nieszczęść, które spotykają nas każdego dnia. Nie ma na to uniwersalnej odpowiedzi, jednak idąc za słowami wielkopostnej pieśni „Każde cierpienie w życiu ma sens, prowadzi do pełni życia”

Gdy alkohol niszczy życie…

Jest jedną z najbardziej podstępnych chorób, z którą chyba każdy z nas zetknął się przynajmniej raz w życiu. Choroba alkoholowa, znana tez jako alkoholizm, może zniszczyć nie tylko osobę pijącą, ale i jego najbliższą rodzinę. Niestety, mimo licznych kampanii społecznych oraz promocji zdrowego życia, ale wielu osób alkohol staje się metodą na życie. Jak można pomóc tym, którzy wpadli w nałóg?

Alkoholizm – kiedy należy szukać pomocy?
Alkohol pojawia się w życiu wielu ludzi, jednak nie zawsze mamy do czynienia z nałogiem. Choroba alkoholowa to pojęcie, którego nie można użyć w odniesieniu do kogoś, kto od czasu do czasu lubi się zabawić przy dobrych trunkach. Alkoholizm to silne uzależnienie psychiczne i fizyczne zarazem, które prowadzi do poważnych problemów ze zdrowiem oraz z życiem w społeczeństwie. Choroba alkoholowa to kilka faz, które dość płynnie następują jedna po drugiej. Całość może trwać nawet 15 lat, a droga od systematycznego picia do tzw. delirium jest męcząca i dla alkoholika, i jego bliskich. Kiedy należy zacząć szukać pomocy? Im szybciej, tym lepiej. Im głębsze uzależnienie, tym większe zniszczenie organizmu i psychiki.

Gdzie szukać pomocy?
Choroba alkoholowa może być skutecznie leczona, jednak podstawowe znaczenie ma tu podejście samego pacjenta do leczenia. Dobre chęci to podstawa, bez których nawet najlepsza terapia nie przyniesie oczekiwanych efektów. Ważne jest też wsparcie rodziny oraz pomoc innych osób, którym alkohol zniszczył życie. Bardzo ważną rolę w walce z takim nałogiem, jakim jest alkoholizm, odgrywają grupy wsparcia dla Anonimowych Alkoholików. Pomocne są też wszelkiego rodzaju fundacje i stowarzyszenia, których działalność polega przede wszystkim na rozwiązywaniu problemów alkoholowych. Są one idealną propozycją dla tych, którzy teoretycznie już wyszli z nałogu, oraz dla tych, którzy zaczynają podejrzewać, że są uzależnione od alkoholu. Co jednak z tymi osobami, które są już bardzo mocno uzależnione i których organizm bez alkoholu nie jest już w stanie prawidłowo funkcjonować?

Gdy niezbędna staje się pomoc lekarza…
Silne uzależnienie organiczne wymaga znacznie bardziej zaawansowanego leczenia, niż tylko pomoc oferowana przez grupy wsparcia. Tu często niezbędny staje się pobyt w zakładzie zamkniętym i odwyk, nad którym czuwać będą lekarze specjalizujący się w walce z nałogami. Leczenie w szpitalu zwykle składa się z dwóch etapów. Ten pierwszy polega na odtruciu organizmu. Trwa on do dwóch tygodni, a w jego czasie organizm powinien zostać oczyszczony ze szkodliwych toksyn. Drugi etap leczenia szpitalnego polega na walce z uzależnieniem psychicznym. To znacznie trudniejsze zadanie, zatem i czas leczenia jest tu znacznie dłuższy. Jak długo może on trwać? Minimalny czas leczenia wynosi tu 6 tygodni, choć wielu pacjentów musi z takiej szpitalnej terapii korzystać przez kilka miesięcy. Kiedy nałóg zostaje opanowany, chory może zacząć nowe życie. By znów nie pojawił się w nim alkohol, powinien korzystać ze wsparcia oferowanego przez kluby anonimowych alkoholików. Wsparcie innych przyda się z pewnością w chwilach załamania, które z pewnością nie raz będą się pojawiały nawet u tych pacjentów, którzy przeszli przez terapię w najlepszych szpitalach odwykowych.

Alkohol powszechnie kojarzony jest z dobrą zabawą. Niestety, często staje się on nałogiem, który niszczy zdrowie i życie. Alkoholizm nie jest, niestety, problemem jednostki. Tam, gdzie pojawia się choroba alkoholowa, tam pojawia się cierpienie całej rodziny. Warto o tym pamiętać, szczególnie w chwili, gdy po kieliszek zaczyna się sięgać zbyt często.

“Religia smoleńska” czy fenomen społeczny?

W dziejach chrześcijaństwa roiło się od rozmaitych nurtów heterodoksyjnych, tworzonych nierzadko przez osobowości charyzmatyczne, a czasami wprost schizmatyckie i heretyckie. Były to ruchy, które radykalnie zaprzeczały jakimś dogmatom czy uznanym prawdom, np. herezja gnostycka głosiła “samozbawienie” przez poznanie, herezja pelagiańska samozbawienie przez spełnianie dobrych czynów, czynienie dobra czy herezja ariańska, wymierzona w dogmat o Trójcy Świętej, sformułowany w IV w. n. e. Później przyszły nurty, które pragnęły w epoce opływającego złotem i żelazem średniowiecza na powrót przywrócić Kościół biedny, ewangeliczny, bliższy charyzmatom ducha niż literze instytucji.

Fenomen społeczny katastrofy smoleńskiej

Miesięcznice Smoleńskie jako fenomen społeczny a nie religia smoleńskaW tym sensie fenomen społeczny katastrofy smoleńskiej nazywany przez nurty liberalne jako “religia smoleńska” jest i podobny im i odmienny, bo powstający nadal na naszych oczach. Od chwili katastrofy, przez siłę medialną, w umysłach Polaków Katyń kojarzy się już nie z grobami pomordowanych polskich oficerów w czasie II wojny, lecz przede wszystkim z nieszczęśliwą, straszną w skutkach katastrofą prezydenckiego samolotu, którym podróżowała elita Polski na religijne obchody 70-tej rocznicy Katynia. Twierdzenie iż należy mówić już nie o subkulturze religijnej, ale wprost religii, chyba nie dokońca jest obiektywne? Przypominając że subkultury nie są zasadniczo obudowane instytucjonalnie, nie mają świętych ksiąg (czyt: artykułów i książek o katastrofie-zamachu), ani nie celebrują żadnych rocznic, tak jak to miało miejsce każdego 10-go dnia miesiąca na pamiątkę. Subkultury dziś raczej zanikły, rozpłynęły się w main-streamie głównego nurtu kultury średniej klasy, dopiero powstającej. Pamiętamy wszyscy walkę dwu subkultur: skinheadów i punków-anarchistów. Nie wyszły one poza swoiste podziemie, znaczone malowanym sprayem graffiti w podziemnych przejściach wielkich miast, nie opuściły szarych blokowisk i nie przeszły do śródmieścia. Inaczej dzieje się z fenomenem społecznym nazywanym “religią smoleńską”, póki co będącą zupełnie nowym ruchem powstałym by upamiętnić ofiary katastrofy. Dla liberałów fakt wspierania przez niektóre kręgi kościelne miesięcznic smoleńskich, pozwolił im przykleić nie obiektywne stwierdzenie “Religii Smoleńskiej”.  Trudno też mówić natomiast o sekciarskim charakterze “wiary w zamach”, ponieważ obecność dowodów na eksplozje w lewym skrzydle Tupolewa, nie jest typowym dla sekt “praniem mózgu”, by przejmować majątki uczestników miesięcznik smoleńskiej.

Oczekiwana pozycja władzy Kościelnej w sprawie obchodów miesięcznicy Smoleńskiej

obchody-miesiecznicy-katastrofy w kościeleNiemniej fenomen tej dość licznej grupy zasługuje na bliższe poparcie, a nawet – interwencję ustanowienia w kalendarzu liturgii kościelnej wspomnienia o poległych w służbie Narodu w obronie prawdy o zbrodni Katyńskiej gdzie zginęli również przedstawiciele Kościołów. Taki postulat powinien być przedstawiony  odpowiednim władzom Kościoła. Jak dotąd Kościół nie wydał żadnego oficjalnego dokumentu, w którym dokonano by analizy tak zwanej “wiary smoleńskiej”.  Dyrektywa iż Kościół nie powinien się mieszać do Polityki, nie jest obecnie prawidłowo rozumiane uznając pamięć o ofiarach katastrofy smoleńskiej jako fenomen społeczny podlegający obrządku prawicowych partii, w Smoleńsku zginęli polacy różnych  opcji politycznych i wyznania. Centralnym “dogmatem” tego fenomenu społecznego było pierwotne domniemanie a dziś już stwierdzone w oficjalnej raporcie podkomisji smoleńskiej iż dokonano “zamachu” na prezydenta i elitę polską.

Rotmistrz Witold Pilecki

Rotmistrz_Witold_PileckiRotmistrz Witold Pilecki, bohater Armii Krajowej i powojennej partyzantki niepodległościowej w Polsce, stał się w ostatnich latach symbolem i wzorem do naśladowania dla wielu patriotów. Dzieje się tak za sprawą ożywienia zainteresowania tematyką Żołnierzy Wyklętych, na fali której powstało wiele książek a także filmy – min. film „Pilecki”. Warto zatem pokrótce przybliżyć sylwetkę bohatera.
Witold Pilecki urodził się w Ołońcu – mieście w Karelii, leżącej obecnie na terytorium Łotwy, a ówcześnie carskiej Rosji, 13 maja 1901 r. Pochodził ze szlacheckiej rodziny, w której obecne były tradycje niepodległościowe i wojskowe. Ojciec Witolda, Julian, nie należał jednak do wojska – był wykwalifikowanym leśnikiem. Witold z kolei swoją edukację rozpoczął w szkole handlowej. Jednocześnie, od wybuchu I wojny światowej, był harcerzem, pomimo, że harcerstwo było w ówczesnej Rosji nielegalne. W latach 1918-1921 po raz pierwszy służył w wojsku – podczas wojny z bolszewikami wziął udział min. w obronie Grodna i bitwie warszawskiej, a następnie odbiciu Litwy Wileńskiej (tzw. „bunt Żeligowskiego”). Po wojnie rozpoczął studia na Uniwersytecie Poznańskim, na wydziale rolniczym. Niedługo później ożenił się z Marią Domeyko, z którą miał doje dzieci – Andrzeja i Zofię. Co ciekawe, sąsiadem Pileckich był w tym czasie marszałek Edward Rydz-Śmigły.
W sierpniu 1939, w związku ze spodziewaną agresją niemiecką, został ponownie zmobilizowany. Wziął udział w kampanii wrześniowej jako dowódca plutonu, po czym przeszedł do konspiracji. Zaangażował się w tworzenie Tajnej Armii Polskiej, a następnie Związku Walki Zbrojnej. To właśnie wtedy zrodził się pomysł wysłania zakonspirowanego członka ZWZ do obozu koncentracyjnego Auschwizt, celem utworzenia tam ruchu oporu oraz zdobycia informacji. Witold Pilecki jako ochotnik podjął się tego zadania. 19 wrześnie 1940 r. podczas łapanki dał się złapać Niemcom i w trzy dni później został przywieziony do obozu. Natychmiast rozpoczął tworzenie organizacji o nazwie Związek Organizacji Wojskowej, w celu podejmowania akcji przeciwko niemieckim strażnikom obozu, szmuglowania żywności i innych artykułów oraz wymiany informacji pomiędzy obozem a światem zewnętrznym. Przygotowywał również tzw. raporty Pileckiego, w których opisywał okrucieństwo Niemców wobec więźniów. Podczas pobytu w obozie posługiwał się pseudonimem „Tomasz Serafiński”, jednak po dwóch i pół roku w Auschwitz groźba dekonspiracji stała się tak duża, że zdecydował się na ucieczkę.
W nocy z 26 na 27 kwietnia Witold Pilecki z Janem Redzejem i Edwardem Ciesielskim uciekli z obozu Auschwitz i skierowali się na Bochnię. Tam Pilecki skontaktował się z dowództwem AK i przedstawił plan zbrojnego wyzwolenia obozu, który jednak nie zyskał aprobaty kierownictwa. Równocześnie rozpoczął służbę w oddziale III Kierownictwa Dywersji AK, w którym walczył min. w powstaniu warszawskim. Podczas powstania znów dostał się do niemieckiej niewoli (chociaż Niemcy nie rozpoznali w nim zbiega z Auschwitz) i przez ponad pół roku siedział w obozie jenieckim w Łambinowicach. Na wolność wyszedł po wyzwoleniu obozu 8 maja 1945 r. i wstąpił do II Korpusu Polskiego gen. Andersa. Jednak już w grudniu tego roku wrócił do Polski jako żołnierz organizacji „NIE”, będącej ówcześnie głównym ośrodkiem podziemia antykomunistycznego.
Początkowo aktywność Pileckiego w powojennym podziemiu ograniczała się do szukania znajomych z konspiracji podczas wojny i tworzenia struktur organizacji „NIE”. Jednocześnie spisywał i porządkował wspomnienia z Auschwitz. Nawiązał współpracę z Tadeuszem Płużańskim, przez którego kontaktował się z oddziałami partyzanckimi. 8 maja 1947 r. został aresztowany w Warszawie i umieszczony w więzieniu na Mokotowie. Po torturach, niesprawiedliwym procesie i okrutnym śledztwie, o którym pisał, że „Oświęcim to przy tym była igraszka”, został skazany na karę śmierci przez strzał w tył głowy. Wyrok wykonano 25 maja 1948 r. Rotmistrz Pilecki, podobnie jak większość ofiar katowni w Mokotowie, został pochowany w kwaterze Ł („Łączka”) przy cmentarzu na Powązkach. W 2006 r. został pośmiertnie odznaczony Orderem Orła Białego przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego, zaś w 2013 r. awansowany do stopnia pułkownika. Trwają również przygotowania do procesu beatyfikacyjnego. Postać bohaterskiego rotmistrza została także upamiętniona w piosenkach, utworach raperów (min. Tadek), książkach, filmach dokumentalnych oraz ulicach, szkołach i hufcach harcerskich noszących jego imię.

Sprawdź, czy Twoje dziecko bierze narkotyki

Narkotyki problem, który dotyczy nie tylko niższości społecznej, patologii, ale również dzieci z tak zwanych dobrych czy bogatych domów. Dorastanie to dla młodych ludzi bardzo burzliwy okres, łatwo jest wtedy wpaść w nieodpowiednie towarzystwo lub pod wpływem chwili podjąć nieodpowiednie decyzję. Rodzice powinni być czujni, a jednocześnie dyskretni przy obserwacji swojego dziecka. Ważna jest rozmowa oraz stały kontakt z dzieckiem, bo lepiej jest zapobiegać niż leczyć.

Jakie są objawy zażywania narkotyków:

Zwróć uwagę na oczy swojego dziecka zbyt rozszerzone lub zbyt małe źrenice mogą świadczyć o tym, że nastolatek jest pod wpływem narkotyków,
Jeśli, dotychczas nastolatek był raczej spokojny, a teraz jest nerwowy oraz nadpobudliwy to również powinno zwrócić Twoja uwagę,
Gdy często popada w konflikty z osobami z najbliższego otoczenia – nauczyciele, rodzeństwo, przyjaciele
Dziecko zaczyna mieć problemy w szkole, ma coraz gorsze stopnie oraz unika szkoły, zmienia swój dotychczasowy tryb życia oraz zaczyna zawierać dziwne znajomości, przy czym unika kontaktu z rodzicami oraz dawnymi przyjaciółmi, Zaczyna przesadnie dbać o swoją prywatność,
Nastolatek dopuszcza się kradzieży, z domu zaczynają znikać przedmioty lub drobne z portfela.
Gdy wypowiada się w sposób chaotyczny i ciężko go zrozumieć.

Jak rozpoznać narkotyki ?

Powinny zwrócić twoją uwagę:

Woreczki strunowe z białym proszkiem,
kolorowe tabletki z wytłoczonym symbolem lub napisem,
igły, strzykawki,
plastikowe lub szklane rurki,
tubki kleju, posklejane chusteczki,
bibułki nasączone płynem,
czarna substancja przypominająca plastelinę,
białe lub brązowe kostki przypominające cukier.

Jak rozmawiać o narkotykach z dzieckiem ?

Nie strasz (Narkotyki zabijają) oraz unikaj moralizowania (Używki są dla słabych) to nie działa, zdecydowanie lepiej będzie, gdy wyrazisz swoje zdanie na ten temat i spokojnie porozmawiasz z dzieckiem. Jeżeli znasz kogoś, kto brał narkotyki opowiedz o tym, z jakimi problemami się borykał, co stracił.
Zdobądź wiedzę na ten temat, jakie jest działanie narkotyków oraz ich skutki przyjmowania -zyskasz wiarygodność w oczach dziecka,
Bądź szczery – jeśli dziecko zapyta o twoje wcześniejsze doświadczenia z narkotykami, powiedz prawdę oraz dlaczego wolisz, aby nastolatek tego nie robił,
Jeśli przydarzy się do tego okazja na przykład debata w telewizji lub cokolwiek związanego z tematem, nie bój się rozmawiać, zacznij temat, spytaj swojego dziecko co uważa, na ten temat. Nie myśl, że problem nie istnieje lub na pewno nie przydarzy się w twojej rodzinie.

Jak pomóc dziecku uzależnionemu od narkotyków?

Gdy Twoje dziecko bierze regularnie, nie czekaj, jak najszybciej udaj się po skierowanie do lekarza oraz wybierz placówkę w dowolnym mieście, ponieważ leczenie osób uzależnionych nie jest objęte rejonizacją. Takie leczenie może trwać od kilku miesięcy do kilku lat. Ważne jest byś spotkała się z psychologiem lub psychiatrą, który przeprowadzi z Tobą wywiad, odpowie na pytania oraz wskaże co robić dalej. Dziecku oraz rodzicom potrzeba jest terapia ze specjalistą. Rodzice często są współuzależnieni, zaprzeczają rzeczywistości – ukrywają nałóg przed innymi, skupiają się wyłącznie na osobie uzależnionej, pomagają jej oraz chronią przed konsekwencjami jej działania. To jeszcze bardziej szkodzi osobie uzależnionej, dlatego tak ważna jest fachowa pomoc specjalistów dla dzieci oraz rodziców.

Możesz też skorzystać z Telefonu Zaufania (801 199 990) – wykwalifikowani pracownicy udzielają rzetelnej pomoc

Co zawdzięczamy Unii Europejskiej?

Odpowiedź na tytułowe pytanie jest wieloraka, postaram się tutaj przedstawić sprawy najważniejsze. Otóż można wymienić je w następujący sposób: spokój czyli dobrobyt ekonomiczny związany między innymi z możliwością prowadzenia wolnego handlu pomiędzy państwami członkowskimi Unii Europejskiej, bez ograniczających ten handel ceł. Nawet w krajach objętych kryzysem gospodarczym, poziom życia ludzi jest zdecydowanie wyższy niż miało to miejsce przed 1989 rokiem w krajach tzw. „demokracji ludowej”. Możliwość swobodnego przemieszczania się na terenie Unii Europejskiej. Możliwość wyboru miejsca nauki, pracy i zamieszkania. Poczucie bezpieczeństwa ekonomicznego i politycznego.

Żeby w pełni móc docenić dobrobyt płynący z bycia członkiem Unii Europejskiej należy sięgnąć do historii, wszak nie na darmo się mówi że „historia jest nauczycielką życia”, a w każdym razie taką rolę powinna odgrywać. Historia ludzkości, to historia wojen. Przeważnie walczono o terytoria lub o dostęp do surowców naturalnych, zdarzały się również wojny powodowane powstawaniem spaczonych ideologii typu faszyzm lub nazizm, które wmawiały swoim obywatelom że są lepsi od innych i przez to powinni panować na światem.

Jednakże ludzie od dawna wiedzieli że „zgoda buduje, niezgoda rujnuje” i przedstawiali tendencje zjednoczeniowe, które prowadziły do wzmocnienia powstałych w ten sposób bytów politycznych, czego przykładem może być Unia Lubelska 1569 roku, która faktycznie połączyła Polskę i Litwę, tworząc Rzeczpospolitą Obojga Narodów. Kolejnym przykładem mogą być Włochy, które się zjednoczyły w roku 1860, a następnie na bazie swoich doświadczeń historycznych, były jednym z państw założycieli Unii Europejskiej. Nie można nie wspomnieć o powstałym w 1918 roku Królestwie Jugosławii, na które składały się Słowenia, Chorwacja, Serbia, Wojwodina i Czarnogóra. Po 1945 roku Jugosławia stała się państwem socjalistycznym, ale była najbogatszym państwem w całym bloku wschodnim. W 1991 roku nastąpił rozpad Jugosławii, co doprowadziło do konfliktów na tle narodowym i etnicznym, a nawet do wojny pomiędzy Serbią a Chorwacją w latach 1992-1995.

Jak popatrzymy na wojny w Europie to okaże się że najbardziej skonfliktowane ze sobą wówczas państwa, które toczyły ze sobą nie jedną krwawą batalię, w chwili obecnej doskonale współpracują w ramach Unii Europejskiej i mam tutaj na myśli takich odwiecznych wrogów jak Wielka Brytania, Francja, Niemcy, Włochy, Austria, Szwecja, Dania, Węgry i Polska. Bardzo wiele krwi zostało przelanej pomiędzy tymi narodami. Po zakończeniu II Wojny Światowej w 1945 roku, najbardziej krwawej i barbarzyńskiej wojnie w historii ludzkości, Europa została podzielona odgórnie na dwie części. Europę zachodnią, kapitalistyczną, oraz Europę Wschodnią, socjalistyczną. Obie te Europy były oddzielone „żelazną kurtyną” czego najlepszym symbolem może być Mur Berliński. Lata 1945-1989 były okresem „zimnej wojny” prowadzonej pomiędzy NATO a Układem Warszawskim, przy czym ten ostatni był potencjalnym agresorem.

W 2004 roku Polska została przyjęta do Unii Europejskiej. Unia Europejska jest monolitem politycznym, pomimo tendencji narodowościowych poszczególnych państw członkowskich, a co za tym idzie jest liczącą się siłą na świecie. Dobrowolne opuszczenie Unii Europejskiej przez Wielką Brytanię uważam za duży błąd, a jego konsekwencje dotkną w głównej mierze ludzi zamieszkujących Wyspy Brytyjskie, bo pozbawili się „parasola ochronnego” jaki daje przynależność do Unii Europejskiej. Wielka Brytania przed brexitem podjęła chęć współpracy politycznej i gospodarczej z Indiami, wiedząc widocznie ze oderwanie od struktur Unii Europejskiej stanie się faktem.

Podsumowując – tylko przynależność do Unii Europejskiej daje szansę na rozwój gospodarczy i zapewnia bezpieczeństwo polityczne.

Dlaczego Bóg dopuszcza cierpienie?

Zmieniają się ludzie, zmieniają się czasy, ale w obliczu dotykającego nas cierpienia, jedno pytanie pozostaje niezmienne: „Dlaczego Bóg dopuszcza cierpienie?” Celowo pytanie przybrało taką, a nie inną formę. Być może ktoś powie, że należałoby zadać pytanie: „Dlaczego Bóg to cierpienie na nas sprowadza?” Czy słusznie? Zacznijmy od początku.

 

Grzech bez przyczyny?

Bóg zanim stworzył człowieka, na swój obraz i podobieństwo – jak jest to opisane w Księdze Rodzaju – uczynił to z Aniołami. Można powiedzieć, że mieli oni wszystko, gdyż mogli cieszyć się chwała oglądania Boga, odczuwać jego moc itd. Jednak nie wszystkim z nich taka rola odpowiadała. Lucyfer – co znaczy „Jutrzenka” lub też „niosący światło” – kierowany pychą, sprzeciwił się Bogu. Razem z nim zbuntowała się jedna trzecia aniołów. Powstaje zasadnicze teologiczne pytanie, a mianowicie: „skąd w Niebie grzech pychy, która powstała u Lucyfera, który pociągnął za sobą jedną trzecią aniołów”. Pamiętajmy, że anioły są istotami o niezwykłej wręcz inteligencji, o zdolnościach, o których nawet nie mamy pojęcia. Tak naprawdę wydawać się może, że przyczyny grzechu tak naprawdę nie było. Może odpowiedź zawarta jest w Ewangelii, że to z człowieka wychodzi z grzech, więc z aniołami było podobnie.

 

Wolna wola – dar?

Czy gdyby nie wolna wola, to ten bunt powstałby? To pytanie może wydać się gdybaniem i słusznie, jeżeli tak się je odbierze, ponieważ Bóg obdarzył stworzenie wolną wolą i nigdy nie przewidywał zapewne innego scenariusza. Stworzył z miłości, jak matka rodząca dziecko. Ten Bóg, który z miłości stwarza, tą miłością kocha i tylko wolnej miłości pragnie. Stąd wolna wola – stąd dar poznania miłości. Rodzi to konsekwencje w postaci konieczności podejmowania decyzji, a to powoduje kolejne konsekwencje w naszym życiu. Gdybyś nie mieli wolnej woli być może nie dotknęłoby nas cierpienie, ale nie bylibyśmy wolni.

 

Kłamstwo szatana

Bóg daje wolną wolę i pragnie wolnej miłości do niego, a pytania o sens cierpienia najczęściej podpowiada szatana, który pragnie, abyśmy żyli w jego niewoli. Stąd pojawiają się cierpienia, do których często człowiek, kuszony przez szatana doprowadza.

 

Wniosek

Bóg dopuszcza cierpienie tylko po to, abyś docenił dobro. Cierpienie wpisuje się w wolę Bożą i z każdego cierpienia Bóg wyprowadza dobro. Doceń to!