Kobieta upadła w literaturze jako kontynuacja motywu Marii Magdaleny z Biblii

Maria Magdalena jest 12 razy wspomniana w Nowym Testamencie przez czterech ewangelistów. Wspominają o niej w różnym czasie lecz są zgodni, że jako pierwsza przybyła do grobu Jezusa.

Podziel się!

Kobiety upadłe znajdujemy w literaturze różnych epok począwszy od starożytności, w której kult bogini Afrodyty łączył się z preferowaniem uciech cielesnych.
Jednakże w starożytności kobiety trudniące się płatną miłością nazywano heterami. Jak określa “Mała encyklopedia kultury antycznej”, nazwa ta oznaczała towarzyszkę, przyjaciółkę i “w pierwszym znaczeniu- niewolnice w domach publicznych, później również wolne kobiety trudniące się prostytucją. W czasach hellenistycznych hetery oznaczały się dużą kulturą i wykształceniem, były przyjaciółkami wybitnych ludzi.”(s. 372).
W owych czasach kobiety uprawiający nierząd otaczane były ogólnym szacunkiem, a ich profesja dawała im pewną pozycję społeczną.
W literaturze wieków późniejszych znajdziemy wiele utworów poświęconych kobietom upadłym, przy czym ocena ich daleko odbiega od postawy starożytnych Greków. Można tu wspomnieć o XVII wiecznej powieści Daniela Defoe “Dole i niedole sławnej Moll Flanders” czy powieści E. Zoli “Nana” albo polską powieść S. Żeromskiego “Dzieje grzechu”.
Myliłby się ktoś, chcąc doszukiwać się w literaturze jednoznacznego portretu kobiety upadłej. Jest to temat bardzo złożony i wieloznaczny. Niekiedy jest ona ukazywana jako ofiara warunków ekonomicznych i układów społecznych a innym razem jako niewolnica własnej, prymitywnej żądzy i chęci dominacji.
Bywa ona uczciwa i zdolna do najwyższych poświęceń lub potencjalna czy rzeczywista zbrodniarka nie odczuwająca żadnych wyrzutów sumienia.
W naszej kulturze niewątpliwie symbolem kobiety upadłej jest Maria Magdalena, towarzyszka Jezusa, jednak postać ta jest również niejednoznaczna.

Maria Magdalena jest 12 razy wspomniana w Nowym Testamencie przez czterech ewangelistów. Wspominają o niej w różnym czasie lecz są zgodni, że jako pierwsza przybyła do grobu Jezusa.
Pierwsi ojcowie kościoła podważali rolę kobiety w życiu duchowym. Dlatego rola odsuniętej od wiary sprowadzała się do roli grzesznicy, co spotęgował jej spór z Piotrem. Warto jednak nadmienić, że w innych kościołach, a tym w prawosławnym jest Maria Magdalena otaczana czcią i uważana za wzór mądrości a Św. Hipolit z IX wieku uznał ją za równą apostołom.
Jednak w kulturze europejskiej na długie stulecia Maria Magdalena stała się symbolem pokutnicy i grzesznicy. W średniowieczu tworzono nawet domysły upadku Magdaleny. Jeden z nich mówił o zamożnym pochodzeniu Marii i jej niespotykanej urodzie. Te przywary miały spowodować zejście na złą drogę. Historie te odpowiadały ówczesnej modzie średniowiecza, identyfikując zmysłową ladacznicę z nawróconą mistyczką. Pomimo późniejszych prób wyniesienia i oczyszczenia imienia Marii Magdaleny taki obraz pozostał w świadomości wyznawców kultury Kościoła Zachodniego.
Dopiero w 1969 r., papież Paweł VI, oficjalnie oczyścił imię Marii Magdaleny i jej niechlubną tradycje. W 1978 r. z Rzymskiego Brewiarza wyeliminowano inwokacje o Marii pokutnicy i wielkiej grzesznicy.
Maria Magdalena patronuje zakonom kobiecym w Prowansji, Sycylii i Neapolu. Jest patronką magdalenek, kobiet, kobiet szczerze pokutujących, uczniów i studentów, więźniów, sprowadzonych na złą drogę i wielu innych.
Dla nas jednak przede wszystkim jest ona kobietą, która zbłądziła i osiągnęła nawrócenie. Źródło pochodzenia tej postaci zmusza nas do rozpatrywania jej w kategorii grzechu zgodnej z interpretacją chrześcijańską, która zaważyła również na jej wizerunkach w późniejszej literaturze europejskiej.
W Nowym Testamencie nie ma wyraźnej wzmianki na temat przyczyny stoczenia się tej kobiety, ale można domyślić się, że była to jej własna decyzja.
Dlatego jej upadek jest bardziej godny potępienia przez wiernych. Bowiem jeżeli powodem jej decyzji była chęć zaspokojenia grzesznych żądzy, grzech jej jest cięższy.
Jednak postać ta nie spotyka się z potępieniem ze strony najważniejszego, Jezusa, który rozgrzesza ją i przebacza wszystkie grzechy, wywołując tym oburzenie uczniów.
Żałująca za grzechy i odrodzona moralnie Magdalena, jest najwierniejszą od tej pory towarzyszką Jezusa.
I właśnie owa przemiana grzesznicy i nierządnicy w osobę głęboko wierzącą i uczciwą, jest najważniejszą cechą Marii. Dzięki temu staje się ona patronką i symbolem kobiety upadłej, która jednak potrafiła wydobyć się z bagna nierządu i wybrać uczciwe życie.

W takim kontekście można rozpatrywać również epizodyczna postać w powieści realistycznej z XIX wieku, B. Prusa “Lalka”(1872). Spotykamy tu dziewczynę uliczną, pozornie zdemoralizowaną uprawianą profesją. Jednak bohatera powieści uderza zachowanie kobiety, gdy widzi płynące z jej oczu łzy.
Okazuje się, że powód łez był inny niż przypuszczał Wokulski, ale po rozmowie z nią, postanawia jej pomóc.
Należałoby spojrzeć w tym miejscu na poruszane przy okazji tej postaci kwestie. Przede wszystkim ta dziewczyna okazuje się nierządnicą z powodu nędzy i niemożności utrzymania się inaczej niż sprzedając siebie.
Samotna i pozbawiona oparcia walczy o przetrwanie w jedyny znany jej sposób.
Tryb życia, jaki prowadziła sprawia, że staje się nieufna wobec wszystkich, sądząc, że chcą ją wykorzystać. Nie wierzy w filantropię i zwykłą ludzką dobroć, dlatego nie rozumie szlachetnych intencji Wokulskiego. Jest także cyniczna, ponieważ życie nauczyło ją, że jedynie wygrywają najsilniejsi.
Bohater rozważa tu również analogie między postawą panny z arystokracji, Izabeli Łęckiej a tej upadłej dziewczyny:
“ I opanowała go okrutna boleść na myśl, że z dwu kobiet, z których jedna chce się sprzedać za majątek, a druga już się sprzedaje z nędzy, ta druga, okryta hańbą, wobec jakiegoś wyższego trybunału może być lepszą i czystszą.”(T. I.s. 184)
Mimo swego cynizmu i prymitywizmu, dziewczyna przyjmuje ofiarowaną pomoc, staje się uczciwą dziewczyną i dobrą żoną, chociaż jej małżeństwo okazuje się nieszczęśliwe.
Ta upadła dziewczyna podnosi się jednak z upadku i stara się żyć uczciwie, lecz sam bohater wątpi, czy jego czyn miał sens, jeżeli obecny system społeczny zmusza kobiety do zajmowania się nierządem. Pośrednio winę za upadek dziewczyny ponosi właśnie wadliwy ustrój, który pozwala na zbyt duże dysproporcje majątkowe.
Z drugiej strony należałoby zastanowić się, czy faktycznie jest duża różnica między tą dziewczyną a pannami z arystokracji i szlachty, które sprzedawały się za majątki dużo od siebie starszym i niekochanym mężczyznom. Wydaje mi się, że też był to pewien rodzaj nierządu, tylko w eleganckim opakowaniu.
Jeżeli mowa o kobietach upadłych, to należy również wspomnieć o Soni z powieści Fiodora Dostojewskiego pt. “Zbrodnia i kara”(1866).
Jedną z bohaterek powieści jest Zofia Siemionowna, zwana Sonią. Jest to szlachetna, wierna Bogu jawnogrzesznica, która przywołuje na myśl biblijną postać Marii Magdaleny. Jako chrześcijanka stara się wcielać w życie zasady głoszone przez religię, mimo że jej zawód nie zawsze na to pozwala. Jej spotkanie z Rodionem jest zderzeniem podejścia ateistycznego z chrześcijańskim. Sonia przypomina nam Marię Magdalenę, ponieważ tak jak ona się nawraca.
Jest to postać wyjątkowa, mimo zajmowania się hańbiącą profesją. Bowiem ta pełna pokory, szlachetna dziewczyna poświęca się dla ratowania żyjącej w nędzy rodziny. Sprzedając swoje ciało, ratuje pogrążonego w pijaństwie ojca, złą i zapracowaną wiecznie macochę i troje przyrodniego rodzeństwa.
Hańbiący zawód jeszcze bardziej utwierdza dziewczynę w pokorze, poczuciu własnej niskiej wartości oraz w wierze w Boskie miłosierdzie i łaskawość dla tak wielkich grzeszników jak ona. Jej wielka wyrozumiałość dla innych ludzi nie pasuje do uprawianej profesji, jakby chodziło o inną osobę. Jej wielkość duchowa również rozmija się z jej skromną postacią chudej i bladej dziewczynki.
Mimo poniżającej pozycji, reprezentuje ona moralne piękno i szlachetność postawy.
Dzięki sugestii tej pokrzywdzonej przez los niewinnej dziewczyny prawdziwy zbrodniarz dojrzewa do przyznania się i podjęcia kary.
Tak jak w powieści Prusa, losy Soni są potwierdzeniem krzywdy społecznej osaczającej ubogich i popychających do czynów niegodnych człowieka.
Jednak Sonia, zepchnięta na dno poniżenia, pozostaje nadal czysta dzięki wspaniałej ludzkiej postawie pozbawionej egoizmu.
W powieści tej ta upadła kobieta jest najbardziej godna szacunku a jej wiara i umiejętność największego poświęcenia dla innych stawia ją w gronie najszlachetniejszych ludzi.
Widzimy tu więc zaskakujące ujęcie tematu kobiety upadłej. W rzeczywistości nie tylko nie dała się ona złamać warunkom, w którym musiała żyć, ale jest wśród znękanych, słabych i zagubionych jednostką najsilniejszą. Decydując się na towarzyszenie Rodionowi na katorgę, ukazuje właśnie swoją niezwykłą siłę duchową.
Znosząc złe traktowanie i ciężkie warunki, jakby sama sobie narzuca pokutę za wszystkich grzeszników.
Biorąc pod uwagę wszystkie powyższe spostrzeżenia, mam wątpliwości, czy mimo przeszłości, można Sonię nazwać kobietą upadłą. Określenie to według mnie do niej nie pasuje.

Mówiąc o kobietach upadłych, należałoby również wspomnieć o innym problemie obyczajowym i moralnym. Chodzi o uwiedzione dziewczyny w domach zamożnych chlebodawców.
Typowym przykładem może być prosta służąca ze wsi, Hanka, pracująca u rodziny Dulskich. Ta uczciwa i biedna dziewczyna wykonuje niewolniczą niemal pracę u swoich chlebodawców i jest całkowicie od nich zależna. Tak jak rzesze innych służących, zostaje ona uwiedziona czy wręcz zgwałcona przez syna pracodawców.
Zależność i całkowite podporządkowanie się sprawiają, że jest ona całkowicie bezbronna i jedyną jej obroną przed amorami panicza jest odejście.
Jej słabe próby wypowiedzenia służby są jednak zbywane lekceważącymi odmowami Dulskiej. Jak sama potem mówi, w domu tym zabrano jej uczciwość i sponiewierano. Ma ona poczucie krzywdy i poniżenia, toteż żąda zapłaty za milczenie jako zadośćuczynienie za doznane zniewagi. Nie wiadomo, jaka będzie dalsza jej historia, lecz jest to przykry los bezbronnych dziewczyn wobec przewagi materialnej mężczyzny.
Losy tej bohaterki jak i jej podobnych można rozpatrywać w kontekście relacji :
ofiara-kat. Kobieta jest tu słaba i całkowicie bezbronna nie tylko wobec mężczyzny, ale i całego społeczeństwa, które ją wykorzystuje.
W powieści Zofii Nałkowskiej “Granica” mamy nieco inne ujęcie tego tematu.
Tutaj Justyna Bogutówna nie jest dziewczyną uwiedzioną przez silniejszego pana. Ona po prostu zakochuje się w nim. Jej dziewczęce marzenia związane są z osobą Zenona, który również ulega urokowi świeżej i ładnej dziewczyny.
Jednak miłość zmysłowa łącząca ich jest dla Justyny wszystkim a dla Zenona zwykłą przygodą. Dlatego marzenia w zderzeniu z rzeczywistością, wywołują u tej prostej dziewczyny szok.
Jako prosta wiejska dziewczyna jest bez szans na jakikolwiek awans społeczny i może tylko zostać służącą. Dlatego Zenon jest dla niej księciem z bajki. Jednak nie rozumie ona, jaka przepaść dzieli ich ze względu na pochodzenie, jak beznadziejne szanse ma na zdobycie tej miłości. Nie dostrzega, że jest tylko ciężarem u szyi mężczyzny wchodzącego na salony, jego wstydem i brudnym grzechem.
Na wsi zostałaby wykorzystywaną służącą, jak wiele przed nią, a w mieście wtapia się w tłum nędzarzy, szukających szczęścia.
Rozczarowanie i żal są tak wielkie, że wrażliwą dziewczynę popychają w chorobę psychiczną i szaleństwo. Gdyby jednak nie to, byłaby może do końca utrzymanką Zenona, czekającą na jego krótkie wizyty, kradzione rodzinie.
A z takiej pozycji tylko krok do całkowitego upadku, bo gdy nie będzie Zenona, to zastąpi go ktoś następny.
Dlatego można Justynę również potraktować jako kobietę upadłą, gdyż z miłości godzi się na wszystko, gdyż pozwala żonatemu mężczyźnie i jego żonie pomagać sobie materialnie, gdyż rozbija rodzinę.
Dzieli ona los całej rzeszy uwiedzionych kobiet we wszystkich epokach i krajach, gdyż naiwna wiara w wyznania mężczyzny połączona z oceną rzeczywistości przez pryzmat własnych dziewczęcych marzeń, zawsze prowadziła i prowadzi do rozczarowania i tragedii, co w wielu przypadkach kończy się całkowitym upadkiem.

Temat kobiety upadłej w literaturze nie jest zbyt często eksponowany. Wiąże się to niewątpliwie z powszechnie przyjętymi normami, które każą traktować to zagadnienie jako swego rodzaju tabu. Bowiem sprzedawanie się za pieniądze jest tak bardzo poniżające, że staje się tematem wstydliwym. Jakkolwiek na to nie spojrzeć, winę za upadek tych kobiet bezpośrednio ponoszą mężczyźni a pośrednio całe społeczeństwo, które nie potrafiło stworzyć im godziwych warunków bytu.
Jak pokazują omówione przeze mnie przykłady, możliwa jest przemiana i odrodzenie moralne tych bohaterek tak jak w przypadku biblijnej Magdaleny.
Nasuwa się tu wniosek, że tak zwana kobieta upadła, nie jest nią w rzeczywistości, gdyż nie jest gorsza niż tzw. panie z towarzystwa mimo poniżającego zajęcia. Niekiedy nawet jak w przypadku Soni przewyższają je pięknem duchowym.

Literatura podmiotu
1. Dostojewski F., Zbrodnia i kara, W-wa, Czytelnik, 1970.
2. Prus B.,Lalka, W-wa 1958, PIW.
3. Pismo Święte Nowego Testamentu, Poznań 1976, Pallotinum.
4. Zapolska Gabriela, Moralność pani Dulskiej, W-wa 1963, PIW.
5. Nałkowska Zofia, Granica, W-wa 1968, PIW.
Literatura przedmiotu
1. Mała encyklopedia kultury antycznej, W-wa 1968, PWN, s. 372.
2. Polańczyk D., “Zbrodnia i kara” Fiodora Dostojewskiego, Lublin 2006. s.36-38.
3. Kott, O „Lalce”, [w] wstęp do :B. Prus, Lalka, W-wa 1953. PIW, s. 40-41.
4. Kulczycka-Saloni J., Nofer-Ładyka A., Literatura polska drugiej połowy XIX wieku.
Realizm i naturalizm., W-wa 1970, PZWS, s. -77-79.
5. Mały słownik języka polskiego PWN, W-wa 1968, s. 862

Jak powstała Polska?

Początki istnienia naszego kraju są tak na prawdę owiane mgłą tajemnicy. Oficjalnie Polska pojawia się w źródłach pisanych w pierwszej połowie dziesiątego wieku naszej ery. Są to opisy mówiące o ojcu Mieszka Pierwszego oraz założycielach dynastii Piastów. Jednak co do nich nie ma absolutnej pewności skąd oni się wzięli. Często za datę kiedy powstała Polska utożsamia się rok dziewięćset sześćdziesiąty szósty. To właśnie w tedy Mieszko pierwszy przyjął chrzest z rąk czeskich w imieniu całego narodu. Oczywiście pierwotnie chrzest ten miał być przyjęty z rąk cesarza Ottona jednak sprawiło by to, że Polska stała by się zależna od Niemiec. Mieszko nie chcąc być wasalem króla Niemiec postanowił przyjąć ceremoniał z rąk słabszych Czechów, z którymi to Polacy notabene nie lubili się zbyt bardzo.

Prawdziwe pochodzenie Mieszka I i druga Atlantyda?

Jedną z teorii o pochodzeniu Mieszka jest jego przybycie z ziem duńskich. Duńczycy w podzięce za najazdy Słowian z pomorza postanowili najechać wybrzeże południowego Bałtyku. Dziś już wiadomo, że pierwsze słowiańskie miasta portowe powstawały już w VIII w. a duński kronikarz Saxo Grammaticus opisywał wyludnienie nadmorskich wiosek w swoim kraju na skutek strachu przed pomorzanami. Jednak panowanie słowiańskich piratów dobiegło swego zmierzchu w XII w. a walki z Duńczykami przeniosły się na terytorium Słowian z pomorza. Ofiarą takiej wyprawy stała się Winieta nazywana „Polską Atlantydą” ponieważ to miasto zostało niemal całkowicie pochłonięte przez wielką wodę.
Wraz z duńskimi wojami na nasze ziemie miał przybyć w ów czas duński książę, który miał zająć tereny i ukształtować je politycznie. Druga teoria mówi zaś o problemach Czechów z najazdami z południa. Ci uciekając przed zniszczeniem postanowili wycofać się na północ. W zamian za schronienie czescy włodarze mieli zaoferować Polakom dobra materialne oraz wsparcie merytoryczne przy tworzeniu zrębów państwowości. Trzecia zaś teoria jest w zasadzie legendą. Mówi ona o chłopcu, który urodził się w dynastii Piastów. Chłopiec ten był niewidomy od urodzenia jednak w wieku kilku lat w trakcie postrzyżyn odzyskał wzrok dzięki bogom. To wydarzenie miało naznaczyć jego los na przyszłość. Taką historię przedstawiają kroniki. Jednak uważa się, że jest to podyktowane wolą samego Mieszka, który chciał uzyskać poparcie chłopstwa jako, że sam opisywał siebie jako chłopskiego syna. Często też kronikarze pisali o swoich władcach w samych superlatywach ponieważ byli właśnie przez nich opłacani.

Jak książę zadbał o Polskę nawet po swojej śmierci

O tym, że Polska w ów czas była państwem świadczy testament Mieszka I\ znany jako Dagome iudex, w którym książę oddaje Polskę pod opiekę papieżowi. Celem było zabezpieczenie interesów Polski jako państwa chrześcijańskiego. Jest to dowód na to, że na terenie dzisiejszej Wielkopolski, Kujaw, Mazowsza, województwa Dolnośląskiego oraz Łódzkiego istniał już rozwinięty twór polityczny znajdujący się w kręgu cywilizacji państw zachodnich. Był to oczywiście prestiż dla ówczesnych Polaków oraz gwarancja bezpieczeństwa. Kontynuowanie tradycji pogańskich na naszych terenach mogło by się zakończyć krwawą jatką. Państwa zachodnie z Niemcami na czele przeprowadzały by na naszych terenach wyprawy krzyżowe gdzie brak uległości wiązał by się z utratą życia przez wielu. Oczywiście wielu również sprzeciwiało się decyzji mieszka. Z tego powodu na terenach Polski dochodziło do starć wojów wiernych setkom lat tradycji ze zwolennikami polityki Mieszka. Efektem tego jest zamazanie kard historii bowiem kościół zniszczył wiele zapisów z tamtych lat. Chciano w ten sposób wpędzić pogańskie korzenie naszego kraju w niepamięć.

Święto narodowe i 100-lecie odzyskania przez Polskę Niepodległości

Prezydent Polski na swojej stronie powiedział:” Narodowe Święto Niepodległości to dla Polaków jedno z najważniejszych świąt państwowych”

Podziel się!

Rok 2018 jest jednym z najważniejszych roków w historii Polski ponieważ przypada nam specjalne święto. Te szczególne święto co wypada w roku 2018 jest zwane Obchodami 100-lecia odzyskania niepodległości przez Polskę. Jest to rok jubileuszowy. Przy okazji tego święta Państwowi urzędnicy chcą dodatkowy dzień wolny który będzie wypadał 12 listopada, tuż po dniu niepodległości. Jedenasty listopada będzie szczególnym świętem dla Polaków, każdy obywatel powinien mieć flagę Polski. Każdy Polak będzie dumny w tym dniu, że trzyma biało czerwoną flagę swojego kraju. W wielu miastach będą szły marsze po ulicach. Niedziela będzie wolna co będzie prowadzić do spotkań wielu narodowców i dyskutowania o stu leciu odzyskania niepodległości przez Polskę. Prezydent Polski na swojej stronie powiedział:” Narodowe Święto Niepodległości to dla Polaków jedno z najważniejszych świąt państwowych”
Słowa prezydenta pokrywają się z tym co historia nam przygotował, że po 123 latach zaborów, Polacy byli w niewoli naznaczonej walką, Polacy cierpieli i wysiłkiem wielu pokoleń, nie tylko jednego pokolenia Polek i Polaków Polska odzyskała suwerenność. Wiele lat Polska nie istniała na mapach. Polacy chcieli odzyskać suwerenność dlatego dzień jedenasty listopada jest tak ważny dla Polaków, gdyż doceniają co aktualnie mają i nie muszą walczyć o swoją ziemie. Polacy doceniają to i hucznie będą obchodzić ten szczególny dzień. Polacy są dumni ze swojego kraju i trzymając flagę biało czerwoną z dumą będą mieć w sercu flagę narodowa i mieć w pamięci wielu poległych za ojczyznę. Trzeba tylko pamiętać aby to święto nie podzieliło narodowców czy polityków, bo nie ważne na wyznanie, poglądy polityczne czy miejsce zamieszkania wszyscy jesteśmy Polakami i pochodzimy z tej samej ojczyzny. Polacy musza porzucić spory, by wspólnie świętować ten radosny dzień Jubileusz w jedności i pojednaniu.

O demokracji w Polsce

Konstytucja RP wskazuje wyraźnie, gdzie powinna leżeć rzeczywista władza w Polsce. Art. 4 ustawy zasadniczej mówi, że,,władza zwierzchnia w Rzeczpospolitej Polskiej należy do Narodu”, a zatem – mówiąc inaczej – do ogółu obywateli. Artykuł poprzedzający ten cytowany powyżej mówi z kolei, że,,Rzeczpospolita Polska jest demokratycznym państwem prawnym”. Trudno jest zatem odpowiedzieć na pytanie o to, czy w Polsce demokracji powinno być więcej czy mniej, skoro aktualnie obowiązujące prawo wskazuje wyraźnie, iż powinno być jej jak najwięcej. Przepisy te wprawdzie same przez się nie wprowadzają żadnych konkretnych reguł funkcjonowania państwa, zaś ich interpretacja – jak również interpretacja samego pojęcia demokracji – może prowadzić do powstawania wielu nadużyć i,,naciągania” tychże zapisów. W każdym razie obecne prawo wyraźnie zaznacza na konieczność maksymalnego poszerzania demokracji, a zatem rozważania nad ewentualnym jej ograniczeniem wiążą się bezpośrednio z koniecznością wprowadzenia radykalnych zmian ustrojowych.
Czy w takiej sytuacji należałoby je wprowadzić? Współczesny świat społeczno-polityczny jest w przeważającej większości zdemokratyzowany, chociaż nie ulega wątpliwości, że postrzeganie demokratyzacji może mieć różnoraki charakter. Czy Rosja lub Turcja są państwami demokratycznymi? Funkcjonuje tam przecież instytucja wyborów najwyższych władz. Mimo to nie ulega wątpliwości, że teza o demokratycznym obliczu wspomnianych państw jest co najmniej kontrowersyjna.
Jednakże Polsce również można bardzo wiele zarzucić, jeżeli chodzi o działanie elementów demokratycznych. Obywatele wprawdzie mogą wybierać swoich przedstawicieli w wolnych wyborach, aczkolwiek wciąż podkreśla się, że de facto wybór jest bardzo ograniczony, zaś kandydatów wystawiają przede wszystkim największe partie polityczne, które mają środki – dzięki zasobom budżetu państwa – na prowadzenie kampanii wyborczych. Zwykli obywatele nie mają większych szans przeciwko tak ogromnym środkom.
Instytucja referendum jest, obok wyborów, kolejnym bardzo ważnym elementem mechanizmów demokratycznych działających w Polsce. W tym wypadku sytuacja jest jednak jeszcze gorsza niż w przypadku wyborów, ponieważ referenda dotychczas stosowano niezwykle rzadko, a i tak nie mają one charakteru wiążącego (jak jest chociażby w przypadku Szwajcarii), lecz jedynie stanowią swego rodzaju opinię. Społeczeństwo może wyrazić własne zdanie właśnie poprzez tą instytucję, ale w tym wypadku pojawia się jeszcze jeden problem – organizowanie referendów wciąż leży w gestii władz państwowych. W takich okolicznościach element będący niejako narzędziem obywateli leży w dużej mierze właśnie w rękach władz.
Trzecia sprawa to inicjatywy ustawodawcze obywateli. Tutaj jednak oczywiście wciąż głos rozstrzygający pozostaje w rękach członków parlamentu, a zatem najwyższych władz. Zresztą podpisy pod takimi ustawami obywatelskimi mogą zostać po prostu zmielone, jak było to w przypadku ustaw JOW-owskich.
Powyższa diagnoza wskazuje wyraźnie, że rzeczywistej demokracji w Polsce nie ma. Daleko jest państwu polskiemu do Szwajcarii, gdzie rzeczywiście działalność państwa w dużej mierze opiera się na obywatelach (przykładem mogą być same referenda, które zdarzają się często w najistotniejszych kwestiach i rzeczywiście mają moc wiążącą). Z ustawowego punktu widzenia nie ulega najmniejszej wątpliwości, że demokracji faktycznie jest w Polsce za mało i powinno być zdecydowanie więcej. A jeśli wyjdzie się poza kwestie istniejącego prawa, to również wiele wskazuje na to, iż demokracja w Polsce powinna być poszerzana. Chociażby z punktu widzenia tradycji: Polska od wieków posiadała instytucje demokratyczne. Jeszcze przed powstaniem Rzeczypospolitej Obojga Narodów szlachta miała duży wpływ na wybór monarchów czy pewne kwestie polityczne. Skoro nasza tradycja sięga tak daleko w przeszłość, to tym bardziej nie powinniśmy się od niej odcinać.
Warto przy tym zwrócić uwagę, że obecnie większość krajów świata działa na zasadach demokratycznych – w tym państw będących mocarstwami, jak chociażby Stany Zjednoczone czy Niemcy. Demokracja nie jest zatem zaporą przed poprawnie funkcjonującym państwem, mimo że rzeczywiście wskazuje się na pewne jej wady. Niewątpliwie w te wady wpisują się problemy społeczne Polski, które wiążą się z eksterminacją polskiej elity w czasach II wojny światowej i upadku ekonomicznego państwa w czasie komunizmu. Demokracja działa prawidłowo w sytuacji, gdy rzeczywiście funkcjonują osoby posiadające własność oraz wykształcenie i wiedzę. W Polsce wciąż pokutują dawne trudności, jednakże wprowadzenie większej ilości rozwiązań demokratycznych może przyspieszyć ten proces. I nie chodzi tu wyłącznie o referendum, wybory czy inicjatywę ustawodawczą, ale również takie elementy, jak wybór sędziów do sądów rejonowych czy wybieranie regionalnych komendantów Policji przez mieszkańców danego regionu.

Kultura łużycka

Około 1800 roku p. n.e. na terenie obecnej Polski rozpoczęła się epoka brązu. Faktycznie jednak narzędzia kamienne zanikły kilka stuleci później, gdy upowszechniły się wyroby z metalu wraz z ukształtowaniem się na naszych ziemiach i terytorium sąsiednich Łużyc jednolitej prowincji kulturowej, określanej przez archeologów mianem kultury łużyckiej.
Cechą charakterystyczną tej kultury jest jej długotrwałe, tysiącletnie trwanie przy równoczesnym brak jakichkolwiek zmian w sposobie życia. Jedyna uchwytną przez archeologów innowację stanowią osady obronne kultury łużyckiej, które zaczęły się pojawiać około 1000 r. p. n.e. Najbardziej znaną tego typu osadą jest położona niegdyś na wyspie osada w Biskupinie, założona zimą 737 r. p. n.e. Jej powstanie (a właściwie ścięcie drzew użytych do budowy)udało się niedawno tak precyzyjnie ustalić na podstawie analizy przekrojów pni. Biskupińską osadę zamieszkiwało ok. 1000-1200 ludzi. Archeolodzy nie stwierdzili żadnych śladów społecznych różnic, wszystkie domy były jednakowe, a ich lokatorzy mieli takie same narzędzia, stroje i ozdoby.
Upadek kultury łużyckiej nastąpił w V-IV wieku p. n.e., jego przyczyna jest nieznana. Zapewne pewną rolę odegrały niszczycielskie najazdy koczowniczych Scytów zamieszkujących stepy nad Morzem Czarnym, którzy od VI do IV wieku p. n.e. urządzali wyprawy na zachód. W Witaszkowie nad Odrą odkryto złote wyroby ukryte przez Scytów podczas jednej z wypraw. Inną przyczyną mogła być następująca w tym czasie ekspansja ludności kultury pomorskiej, która w IV wieku p. n.e. opanowała terytorium kultury łużyckiej, z wyjątkiem Mazur i środkowej Polski.

Bóg chciał inaczej, ale przez naszą wolną wolę musiał zmienić plan

Ile razy słyszeliśmy że to wszystko przez Adama a szczególnie przez Ewę która mu podała zakazany owoc? Czy tak naprawdę dla Boga Stwórcy zerwanie zakazanego owocu wbrew jego Woli miało dla Boga tak dużą wagę by potraktować to tak surowo pozwalając na zerwanie przyjaźni pomiędzy Bogiem a człowiekiem. odstępstwo od planu życia w szczęściu który dla człowieka Bóg przygotował? Czyż Bóg, który wszystko wie, nie domyślił się że zakazany owoc będzie zerwany? A może było by lepiej jak by nie wskazał drzewa „dobra i zła” pierwszym ludziom, no bo jak by nie wiedzieli o jego istnieniu to może by nie zerwali? Ale jak to jest możliwe że pomimo dużego ryzyka jakie miało ewentualne zerwanie zakazanego owocu, drzewo poznania dobra i zła nie było dość dobrze strzeżone tak aby człowiek nie miał do niego dostępu. A skoro miał człowiek swobodny dostęp to śmię myśleć iż ograniczenie fizycznego dostępu do drzewa przez Boga, było by potraktowane brakiem zaufania ze strony Boga do człowieka? Więc Bóg miał bezograniczoną ufność do człowieka, a obcowanie człowieka z Bogiem było na poziomie jak członek rodziny. Powierzchowne myślenie koncentruje się na fakcie zerwania zakazanego owocu, natomiast właściwa refleksja powinna być w kierunku braku zaufania jakie pierwsi ludzie wykazali do osoby Pana Boga. Wiemy że to nie była ich myśl, ale kuszenie Szatana, który podpuścił zwątpienie: „czy to prawda że Bóg powiedział że nie możecie jeść owoców z tego ogrodu.” Pierwsi ludzie weszli w dialog z Szatanem, lekceważąc i łamiąc prawo Boże które miało być gwarancją szczęścia i życia dla ludzi. Bóg dopuścił do tego, bo nie było by prawidłowe powiedzieć że coś wyszło nie tak Panu Bogu, jeśli jego przymiotem jest również wszechwiedza, wszech obecność. Można by stwierdzić że Bóg ma pewną zasadę która w jakiś sposób utrzymuje i współdziała z naszą wolną wolą. Mianowicie Bóg respektując naszą wole dopuszcza zło by wyciągnąć z niego dobro, lepsze dobro aniżeli było pierwotnie. Bo czy dopuszczenie upadku pierwszych ludzi, i odtworzenie, stworzenie, człowieka na nowo w Chrystusie Synu swoim nie jest dla nas lepszym dobrem aniżeli bycie wówczas tylko stworzeniem. Idea stworzenia człowieka na obraz i podobieństwo Boga nie wyczerpuje się w stworzeniu ciała i duszy według stanu przed grzechem pierworodnym. Bóg w swej miłości i opatrzności miał zamiar obcować z człowiekiem ciągle, stale tak aby pomimo wolnej woli człowiek, uznając i szanując to co Bóg dla niego zrobił, jaką nieskończoną miłością Bóg go obdarzył, z miłości utrzymywał relacje ze swoim stwórcą. O szczęśliwa Wino że takiego wielkiego zbawiciela doznałaś. Jeśli Bóg był by przy pierwszych ludziach podczas kuszenia, zapewne człowiek by nie posłuchał Szatana. Bo miałby przed oczyma piękno obcowania z Bogiem, a Szatan nie śmiał by się pojawić może. Lecz Bóg nie stworzył nas niewolnikami, lecz wolnymi, a permanentna fizyczna obecność Boga w życiu człowieka zredukowała by ekspresję wolnej woli człowieka co nie było zamierzone przez Boga. Bóg się ukrył w raju by człowiek mógł swobodnie poruszać się po ogrodzie szczęścia. To zakrycie się Boga welonem niewidzialności pozwoliło człowiekowi korzystać w pełni z największego daru jakim Bóg człowieka obdarował: Wolna wola. I tak ludzkość, poprzez wiarę w niewidzialnego Boga, ukrytego przed naszymi oczami, ale widzialnego i obecnego w naszym sercu dopełniło się, skrzyżowało się perfekcyjna możliwość Wolnej Woli i obecność Boga i jego prawa w naszym życiu. Czyż dziś będąc w łasce uświęcającej nie czujemy obecności Bożej w naszym sercu? Możliwe że nadal niektórym rzecz ta nie wydaję się tak realna jak tym którzy opróżnili swoje serce by Bogiem się wypełnić. Zamiarem Bożym od początku stworzenia było by człowiek był szczęśliwy z Bogiem, a nie sam w sobie, choć obecność Boża w naszych sercach za sprawą łaski Bożej sprawia że jesteśmy z Bogiem w jedności.

O pra-Polsce i lechitach między historią a mitem

Ku mojemu zaskoczeniu o Lechi pierwszy raz dowiedziałem się podczas nauk humanistycznych w Salamance. Prof. Paz, ceniony znawca Łaciny i Greki, który uczył nas Łaciny, komentując de Bellum Gallicum Juliusza Cesara, opowiadał niesłychane historie o walecznych ludach pochodzących ze wschodniej europy, nazywanych Wandalami.

Kilka miesięcy temu wpadła mi w ręce książka „pasjonata-historyka” Janusza Bieszka, nosząca intrygujący tytuł „Słowiańscy królowie Lechii. Polska starożytna”.  Czytając ją napotkałem w niej na wiele epizodów historycznych opowiadanych mi swojego czasu przez Profesora z Salamanki podczas lekcji o wojnach Juliusza Cesara. Szczerze dziwią mnie obecnie niektóre podejścia bagatelizujące temat, odnosząc się do Imperium Lechitów jak do podobnych mitów o Templariuszach czy świętym Graalu, co zresztą nikogo nie dziwi fakt że zarówno Templariusze jak i Święty Graal mają tak udokumentowaną historie istnienia że podważanie ich przez jakiegokolwiek historyka będzie jednoznaczne z fałszowaniem historii. Podobnie jest z Lechitami, jest dość dużo dokumentów i świadectw historii i archeologi genetycznej poprzez które możemy z cała pewnością stwierdzić faktyczne istnienie  Imperium”pra-Polaków”- lechitów, niż jego nie istnieje, bo żadne źródła historyczne wprost tego nie negują. Analogicznie łatwiej jest przyjąć że Bóg istnieje niż udokumentować jego nie istnienie, analizując choćby pięć argumentów poznania Boga według Św.Tomasza z Akwinu.

Kilka historycznych dowodów które według mnie są fundamentalne w całej tej pra-Polskiej/Lechi historii:

Do dziś w niektórych językach z Bliskiego Wschodu jest oficjalnie używane starodawne określenie Polski, bliskie słowu Lechistan. Skąd się to wzięło? Dlaczego zwłaszcza w tych krajach, bliskiego wschodu gdzie Państwo Kościelne nie miało wpływu zachowała się starodawna nazwa Polski? Ten fakt- a zarazem dowód , potwierdza jednoznacznie że LECHIA to starodawna nazwa Polski z przed katolickiego chrztu Polski w 966 r. Poniżej lista niektórych nazw Polski (Lechia) do używane przez obcych pisarzy/kronikarzy:
perskie – Lachestan, litewskie – Lenkija, tureckie – Lehistan, ormiańskie – Lehastan, węgierskie – Lengyelország.

Starożytnich mieszkańców obecnych terenów Polski nazywano także  Lechitami szczególnie w krajach które niepoległy dominacji kultury łacińskiej czyli:
• tureckie – Lehce,
• ruskie – Lachy,
• węgierskie  – Lengyel,
• rumunskie  -Leah,
• Ledianin u Serbów.

Genetyczna_mapa_europy_2013rWedług badań naukowych wynika iż ok 5000 lat  temu, obecne ziemie Polski zamieszkiwali ludzie niezbyt zróżnicowani pod względem genetycznym i wyglądem fizycznym. Powszechnie archeolodzy przyznają iż na tych ziemiach istniała duża kolebka jasnowłosych i jasnookich ludzi o jednorodnym  wyglądzie, charakteryzującym się haplogrupą R1a1a1 Y-DNA.

Dzieła, kroniki Długosza, Prokopa, Kadłubka jednoznacznie świadczą i opowiadają o Starożytnej Polsce i jej dziejach na scenie Europy. Niestety przez inkwizycje zachowały się niektóre dzieła. Strach ówczesnych władz kościelnych przed pamięcią historyczną pra-Polski i utrzymaniem tożsamości kulturalno-religijnej innej niż chrześcijańska stanowiły wystarczający argument na obszerną „Inkwizycje” i spalenie wszelkich dokumentów potwierdzających istnienie starożytnej Polski. Podobne zjawisko miało miejsce podczas rozbiorów Polski na przełomie wieków.

western empire 843Dowody z Angielskiego punktu widzenia są jeszcze bardziej zaskakujące, odsyłam do strony księgarni uniwersyteckiej w Texas at Austin Perry-Castañeda Library gdzie możemy znaleść historyczne mapy europy na których określone są granice Lechów (lechs) z lat 843, 870, 887.

Wykopaliska archeologiczne w dolinie rzeki Tollense wskazują że ok 1250 lat przed Chrystusem , istniały na naszych ziemiach zorganizowane wojska, uzbrojone o których historycy ze dziwieniem chylą głowy. Szczątki kilka tysięcznych żołnierzy uzbrojonych i poległych są dowodem iż pra-Polską/Lechia (termin techniczny)  jest faktem archeologicznie-częściowo udokumentowanym.

 

jasnogorski-poczet-krolow-i-władców-polskich
Series Chronologica Ducum et Regum Polonorum

Poczet władców i królów Regnum Polonorum zachowany do dziś na Jasnej Górze jest również dowodem dość dobrze strzeżonym w klasztorze na Jasnej Górze od najstarszych wieków. Zaczyna się on od władcy/króla Lecha. Raczej w kościele nie ma miejsca na bajki i obraz mitologiczne?

Dedykacja marmurowej płyty z I wieku n.e przez cesarza rzymskiego Tyberiusz Klaudiusza (14-37 n.e) dla lechickiego króla

Dedykacja cesarza rzymskiego królowi lechickiemu Cavillio Lescho przez Tyberiusza Klaudiusza (13-37 n.e) Museo del Lapidario di Urbino, Italia nr 92778
Dedykacja cesarza rzymskiego królowi lechickiemu Cavillio Lescho przez Tyberiusza Klaudiusza (13-37 n.e) Museo del Lapidario di Urbino, Italia nr 92778

Awiłła Leszka jest jednym z niepodważalnych źródeł potwierdzających iż wielkość jednego z Królów lechickich była znana i doceniana w I wieku przez Cesarza rzymskiego.  Płyta znajduje się w Museo del Lapidario di Urbino, Italia, pod numerem (identificatore work 92778).

 

 

Sądzę iż jest potrzebne jeszcze trochę czasu by odkryć i po układać poszczególne dowody na istnienie w świetle sławy pra-Polski. Lechia był faktem, a coraz liczniejsze badania, zarówno genetyczne jak i archeologiczne wskazują że mit obcuje z historią, niezależnie od wiary tych którzy to badają. W świetle tych wszystkich przedstawionych dokumentów jak i tych nie uwzględnionych i tych nowych powstających wraz z archeologią genetyczną  rzetelniej jest stwierdzić iż dziś jest jeszcze łatwiej potwierdzić istnienie imperium lechitów niż wykazanie naukowo że nie istniało.

Obecność R1a w Europie 2000 lat temu
Dominująca haplogrupa słowiańska Y-DNA R1a jest domniemanym dowodem na istnienie rozległego Imperium Lechitów

Kwestią dyskusyjną natomiast jest jej wielkość i granice, oraz sklasyfikowanie plemion/ludów które utożsamiały się z imperium Lechitów i poszczególnym władcą na przełomie wieków. Natomiast cała starożytność również grecka i łacińska jest oparta na wielu mitach spisanych przez starożytnych autorów i przerobiona na historie. Zresztą skrupulatna „Inkwizycja” pozostawiła by wszelkie dokumenty zaprzeczające istnieniu imperium lechitów, ale takich dowodów nie było ponieważ ta część historii była dość dobrze znana pra-Polakom, i nie kwestionowana. Bo jeśli by była kwestionowana, to  z pewnością zadbano by o to by stworzyć pisemne dowody zaprzeczające mitom starożytniej Polsce. Nie zapominajmy że archeologia jest ważna ponieważ może (i wykazała  to już) udowodnić  historyczność ramy obrazu owinięta różnymi historiami które uciekają zawsze dowodom historycznym. Myślę że przyszłościowe odkrycia archeologii genetycznej zadziwią nie tylko nas jeszcze ale i upartych historyków.

Czym jest zło i dlaczego człowiek postępuje źle, czyli problem grzechu w ujęciu św. Augustyna

Od zarania dziejów filozofowie zajmują się badaniem teorii zła. Zajmują się zarówno jego pochodzeniem, źródłem, jak i skutkami jakie ze sobą niesie. Do tej pory nie udało ustalić się jednolitej definicji tego słowa i sądzę, że nigdy to nie nastąpi. Mimo to, chciałabym przedstawić jedną z licznych teorii.
W teorii św. Augustyna przedstawionej w „Dialogu o wolnej woli” próbuje się odnaleźć zarówno źródła zła jak i jego przyczyny. Można przypuszczać, że samo jego istnienie związane jest wolną wolą, dzięki, której człowiek mogąc postępować zgodnie z swymi pragnieniami, może wybrać złą ścieżkę. Czym zatem jest zło? W dziele tym jest ono przeciwstawione dobru i nazywane jest grzechem. Pojawia się pytanie dlaczego mimo wolnej woli ludzkie czyny określane są jako te właściwe oraz nie pożądane. Otóż teoria augustiańska zakłada, iż wolna wola została stworzona przez Boga i dana człowiekowi by ten czynił dobrze. Zatem zło jest działaniem wbrew pierwotnemu przeznaczeniu wolnej woli. Jest poruszeniem duszy, odwróceniem od właściwego kierunku, można przypuszczać, że jest to odwrócenie się od największego dobra, którym jest Bóg. Autor określa, że owo poruszenie jest ruchem niedoskonałym, pochodzącym z nicości, ale zależnym wyłącznie od człowieka i dobrowolnie przezeń wywoływanym zatem zawinionym.
Idąc dalej należy zauważyć, że stwarzając dobro, Bóg powołał na świat zło. Skutek ten nie mógłby zostać pominięty gdyż jedno nie może istnieć bez drugiego. Kontrast oraz różnice pomiędzy tymi pojęciami nadają im kształt, definiują je. Widoczna jest tu dwubiegunowość, gdzie człowiek postępując dobrze, czyli kierując się ku Bogu i działając zgodnie z jego wolą zostaje nagradzany, natomiast postępując źle idzie w przeciwną stronę, odwraca się od Stwórcy co powoduje karę. Wolna wola odgrywa tu kluczowe znaczenie gdyż metaforycznej drodze „do” lub „od” Boga nadaje swobodę wyboru przez co poszczególne ścieżki możemy określić jako moralne lub grzeszne. Gdyby wolna wola nie istniała, nie można byłoby mówić o złu, gdyż człowiek nie postępował by zgodnie z własnymi wyborami. Święty Augustyn jest iście chrześcijańskim filozofem, zatem i Bóg, o którym mówi w swoim dziele jest zapewne Bogiem chrześcijańskim. W związku z tym możemy pójść dalej i zdefiniować zło jako postępowanie nie zgodne z dziesięcioma przykazaniami. Jest to porzucenie dóbr wysokich, a więc wspólnych i niezmiennych, można powiedzieć wiecznych, dla dóbr osobistych o niższej wartości. Można powiedzieć, że złem określane jest tutaj dbanie o dobra doczesne, codzienne a zaniedbywanie tego co ma według religii chrześcijańskiej ukształtować i doprowadzić do życia wiecznego. Święty Augustyn owe poruszenie woli dzieli na trzy kategorie: poruszenie ku osobistemu dobru, ku dobru zewnętrznemu i dobru niskiemu. Kolejno pierwsze dotyczyć ma spraw gdzie wola ludzka oczekuje zupełnej niezależności, drugie dotyczy zbytniego zainteresowania sprawami innych i tymi, które jej nie dotyczą, trzecie dotyczy zaś rozkoszy cielesnych. Owe dobra doczesne przedstawiane są w Biblii jako grzechy i są zakazane w dekalogu. Mówi się tu zdecydowanie o grzechach bardziej psychicznych aniżeli fizycznych. Chodzi o zło/grzechy duszy, które budują ją niedoskonałą i oddalającą się od największego dobra – Boga. Podsumowując, zło jest tym co zaistniało po stwarzeniu przez Boga wolnej woli, jest nieodzowną częścią rzeczywistości, konieczną do istnienia i rozróżnienia dobra. Można powiedzieć, że wraz z relacją pomiędzy dobrem i złem zachowana zostaje równowaga w świecie i możliwość jego prawidłowego funkcjonowania.  Słowami Świętego Augustyna: „Zło nie jest ci to żadna natura, a nazwa ta nie oznacza niczego innego jak tylko brak dobra”.
Skoro jednak ludzie mają wybór : dobro lub zło, to dlaczego wybierają ciemniejszą stronę duszy? Co skłania ich do odsuwania się od Boga zapewniającego życie po śmierci, w stronę dóbr doczesnych? Przede wszystkim ich fenomenalność, zmysłowość, dostępność i bliskość w przeciwieństwie do dóbr wiecznych. Idąc o krok dalej, znając Pismo Święte i czytając dzieła świętego Augustyna w jego kontekście, można dojść do konkluzji, że ludzkie zło niejednokrotnie wynika z niewiary. Nie mając pewności co do ziszczenia się obietnic złożonych przez Boga o życiu wiecznym, ludzie wybierają dobra doczesne, których są pewni, że dają im na ten moment szczęście. Dobra doczesne są łatwiejsze do osiągnięcia, nie wymagają tak dużego zaangażowania i oczekiwania jak dobra wieczne co zdecydowanie zachęca ludzi. Zarówno w XXI wieku jak i wiele wieków wstecz ludzie dzielili się na tych żyjących moralnie i grzesznie, niejednokrotnie był to podział na biednych (którzy nie dbali o dobro na ziemi) i bogatych (którzy pławili się w luksusach codzienności). Obecnie rozwój cywilizacji i nauki daje bardzo dużo możliwości i stwarza wiele okazji do grzechu. Teraźniejszy świat stwarza jeszcze większy kontrast między dobrem i złem, a zatrzymanie metaforycznego „spadania w dół” nie jest już takie proste, mimo swobody działania. Wracając do dzieła świętego, dowiadujemy się, że zło ludzi nie jest zależne od ich ciała, od ich fizyczności. Za wszystko odpowiedzialna jest dusza, która to powoduje ruch odchodzący od Boga. Ruch duszy jest natomiast jak najbardziej dobrowolny, a jako, że istotą życia i egzystencji ludzkiej jest nie ciało, lecz ducha to dochodzimy do wniosku, że człowiek działa źle bo po prostu takiego wyboru dokonuje. Może to być uwarunkowane różnymi kwestiami, nie zwalnia go to jednak z odpowiedzialności za grzechy, których się dopuszcza. Nie może być w żaden sposób usprawiedliwiony, gdyż według świętego Augustyna natura ludzka nie ma tu żadnego znaczenia. Zło, którego człowiek się dopuszcza nie jest motywowane przez naturę ludzką, człowiek samoistnie dokonuje złych wyborów. Rozbity zostaje tu pogląd o złej naturze ludzkiej. Wówczas grzeszność ludzi byłaby w pewnym stopniu pobłażana. Rozmówcy stwierdzają jednak, że człowiek jako wytwór boskiej ręki, nie może być czymś złym gdyż wszystko co pochodzi od Boga jest dobrem.
Wedle powyższych stwierdzeń, człowiek stwarzany jest przez Najwyższego jako postać dobra, bliska doskonałości i nie znająca zła – bo wszystko pochodzące od Stwórcy jest przecież dobre. Argument na całkowicie dobrą dusze ludzką daje nam również Biblia, a w niej Księga Rodzaju, w której mowa, że Bóg stworzył człowieka na swoje podobieństwo, zatem musi on być istotą bezgrzeszną w momencie stworzenia. Poznanie zła musi zatem następować dopiero później, w kontakcie ze światem zewnętrznym. Człowiek postępuje źle, bo nie sam w sobie jest zły, ale świat do którego wchodzi zrodzony był wiele lat wcześniej i zdążyło w nim zagnieździć się zło, które wpływa na ludzi. Człowiek może się mu przeciwstawić, lecz zazwyczaj jest na to zbyt słaby.
Autor pomija problem grzechu pierworodnego. Skoro według niego, człowiek jest dobrem pochodzącym od Boga, skąd jawi się owy uszczerbek na duszy? Czy potomków Adama i Ewy również możemy nazywać całkowicie dobrymi dziełami Boga? Przecież są splamione postępkiem pierwszych rodziców i już przy poczęciu w ich duszy rodzi się zło. Pójdźmy o krok dalej, być może owo poruszenie duszy oddalające od Stwórcy, wynika właśnie z pierwszego grzechu i to on, jako znamię na duszy, powoduje jej złe występki. Takie stwierdzenie mogłoby jednak w niewielkim stopniu usprawiedliwić zło dokonywane przez człowieka, jako przekazywane przez dalekich przodków w postaci grzechu pierworodnego.

Trzy filary cywilizacji łacińskiej wg Feliksa Konecznego

Cywilizacja Łacińska Feliks KonecznyFeliks Koneczny jest jednym z najbardziej uznanych badaczy cywilizacji w świecie nauki. Nazwisko polskiego historiozofa bywa wymieniane obok takich autorytetów jak Oswald Spengler. Koneczny zasłynął szczególnie ze swojej oryginalnej koncepcji cywilizacji (wartości niezbywalnej, ponadnarodowej, nonkonformistycznej wobec obcych wpływów) oraz z podziału ludów na kręgi cywilizacyjne (łaciński, bizantyński, turański, bramiński, arabski, chiński, żydowski). Napisał wiele książek poważanych w kręgach nauk społecznych i politycznych, wśród których należy wymienić m. in. „Dzieje Rosji”, „Cywilizacja bizantyńska”, „Polskie logos a ethos”, „Cywilizacja żydowska”.
Feliks Koneczny zdradzał wielką sympatię, a wręcz skłonności do faworyzacji cywilizacji łacińskiej. Trudno się temu dziwić, gdyż został wychowany w tymże kręgu cywilizacyjnym, a jako zagorzały katolik i zwolennik endecji głosił treści fundamentalistycznie łacińskie, czyli zachodnie. W sporze o przynależność Polski do Wschodu lub Zachodu Koneczny opowiadał się zdecydowanie za okcydentalną tożsamością. Co więcej, Polskę uważał za równą partnerkę w rodzinie cywilizacji łacińskiej obok Włoch, Francji, Hiszpanii etc.
Skąd zatem wywodzi się faworytka Feliska Konecznego? Według samego autora na to, co zwiemy Zachodem składają się: filozofia grecka, prawo rzymskie i etyka chrześcijańska. Zgadzam się z tym twierdzeniem, jednakże uważam, że nie odzwierciedla ono rzeczywistości w pełni i jest nieadekwatne do współczesności.
Starożytna Europa obfitowała w wybitnych myślicieli i różnorakie idee. Wkład Greków w „europejskość” jest niesłychanie duży. To na bazie filozofii greckiej ludzie zaczęli dostrzegać prymat rozumu nad wiarą (a z czasem i odwrotnie). Obfita i dobrze udokumentowana mitologia grecka sugerowałaby raczej, że antyczni Grecy byli ludźmi aż nazbyt przesądnymi i ciemnymi, gdyż tłumaczyli otaczające ich zjawiska magią i mocami nadprzyrodzonymi. Należy w tym miejscu sprostować, iż w dobie sofistów owi Grecy właśnie zerwali z zabobonami. Mitologia stała się jakby zbiorem metaforycznych przesłanek moralnych, a ich wydźwięk zawsze wskazywał na pewne schematy, które stanowiły fundamenty mentalności ówczesnych Greków. Mowa tu o fatalizmie i nierozgraniczaniu czynów na dobre i złe. Oba te czynniki nie przetrwały w świadomości europejskiej, choć pojawiły się po swoistej obróbce w XIX-wiecznych nurtach filozoficznych, głównie w nietzscheanizmie.
Filozofii greckiej nie można skategoryzować jako coś jednolitego, jest w niej zbyt wiele sprzecznych nurtów i koncepcji. Niemniej jednak niektóre z nich okazały się być najbardziej odpowiadające ludności i przetrwały jako dominujące, a co za tym idzie, stały się integralne dla cywilizacji europejskiej (europejskiej to za szerokie określenie, ale mowa o czasach zanim doszło do podziału Europy na cywilizacje łacińską i bizantyńską). Do tych idei należy filozofia sokratejska i platońska – one dały podwaliny pod zaszczepienie się chrześcijaństwa. Teorie ontologiczne, idealizm, myślenie w kategoriach metafizycznych, to wszystko zostało przemycone do świadomości „łacinnika” za sprawą wspomnianych filozofów. Z drugiej strony mamy filozofie zgoła odmienne, a przecież także typowe dla europejskości. Arystoteles nauczał myślenia (tu nawet dosłownie, za sprawą logiki) opartego na realizmie. Nikt, tak jak on, nie ściągnął Europejczyka na ziemię.
Już same powyższe przykłady pokazują, że filozofia grecka pociągana była przez rozmaite namiętności i nie można powiedzieć, że stanowi jednolity filar cywilizacji łacińskiej. Mnogość prądów umysłowych – to zdecydowanie największa zasługa filozofii nie greckiej, a greckich. Stoicyzm, sceptycyzm, cynizm, idealizm, realizm… żadnego z tych nurtów nie możemy nazwać jedynym typowym dla cywilizacji łacińskiej. Docenić należy tutaj samą kulturę sporu o rzeczy niecodzienne, wymagające abstrakcyjnego myślenia.
Co się tyczy prawa rzymskiego, to tutaj rzecz jest o tyle prostsza, że w jednym czasie, na jednym terytorium nie może bezkonfliktowo obowiązywać więcej niż jedno prawo. Starożytni Rzymianie byli mistrzami w budowie relacji społecznych w niesłychanie rozległym imperium. Wszystko za sprawą klarownego, skodyfikowanego systemu prawnego. Wszystkie aspekty życia społecznego miały swoje paragrafy. Gwarantowało to porządek publiczny, choć skrajnie jurydyczne myślenie mija się z celem, gdyż człowiek z czasem zapomina dlaczego stosuje się do przepisów, ale robi to dalej z obawy przed sankcjami (tu również prawnymi, choć po rozpowszechnieniu się chrześcijaństwa zaczęto łączyć lęk przed karą świecką z karą boską, a prawo zwyczajowe zaczęto utożsamiać i opierać na „prawie boskim” – u Greków stanowiło to dylemat, warto tu przypomnieć „Antygonę” Sofoklesa).
Prawo dało państwu autorytet. Jest to znamienne dla cywilizacji łacińskiej. Inne cywilizacje nie wytworzyły tak silnego poczucia państwowości, ani nawet samego pojęcia państwa tak zaawansowanego jak Zachodnie. W dzisiejszym świecie stosunków międzynarodowych to nie związki plemienne, ani nawet wbrew nazwie narody, stanowią podmioty tychże. Stanowią je państwa zorganizowane na modłę możliwie najbardziej zachodnioeuropejską.
Do tego wiele rozwiązań rzymskiego prawa (głównie prawa własności) przetrwało w niezmienionej formie do naszych czasów. Ogrom pojęć prawnych funkcjonujących nadal jest zaczerpnięty z łaciny. Trudno zatem się nie zgodzić z twierdzeniem, iż prawo rzymskie stanowi filar cywilizacji nomen omen łacińskiej.
Chrześcijaństwo, a dokładniej jego etyka, jest najmłodszym składnikiem cywilizacji zachodniej, choć kategorie myślenia chrześcijanina są starsze niż jego religia (tu wracamy do filozofii greckiej, ale i do pierwotnego przeświadczenia o pozaziemskiej przyczynowości zjawisk). Etyka chrześcijańska oparta jest na naukach Jezusa Chrystusa i na Piśmie Świętym. Nie można jednak powiedzieć, że w dylematach moralnych odnosimy się do nich bezpośrednio. Istnieje bowiem wypracowana przez dwa tysiące lat nauka Kościoła zwana katechizmem, a i ona poddawana była różnym wpływom, np.: scholastyce, reformacji, kontrreformacji, humanizmowi, ekumenizmowi etc. W odniesieniu do samej cywilizacji nie ma jednak znaczenia czy słuchamy nauk papieża czy jesteśmy niepraktykujący albo nawet niewierzący. Liczy się to, co przemycono do mentalności i do tego, co świadczy o nas jako o Europejczykach, ludziach Zachodu. W przypadku chrześcijaństwa są to: wspomniane połączenie praw boskich ze stanowionymi, wzorce moralne zaczerpnięte z żywotów świętych, przeświadczenie o wolnej woli, ale i o pewnych typach zachowań, których „należy przestrzegać”.
Kontrowersję budzi pytanie, czy chrześcijaństwo może stać obok sprzecznych koncepcji (a również zrodzona przez cywilizację Zachodu), jak filozofia negująca istnienie Boga, konieczność przestrzegania prawa państwowego i posłuszeństwo państwu itp. Niektóre nurty filozoficzne już od antyku idealnie współgrają z etyką chrześcijańską, ale równie wiele nie da się jakkolwiek połączyć. Mimo to wszystkie te aspekty kształtują naszą cywilizację. Nie można odmówić udziału któremukolwiek z nich ze względu na drugi. To właśnie stanowi kwintesencję cywilizacji łacińskiej – jest ona policentryczna, mnoga w prądach, szarpana różnymi tendencjami, różnorodna wewnątrz. To co ją spaja, to nie konkretne zasady wiary, nurty filozoficzne, prawa, ale te cechy mentalności, które one powodują. Poza tymi cechami, zgodnie z zachodnim przeświadczeniem o indywidualizmie każdego człowieka, pozostaje pole do popisu dla nowych odkryć i koncepcji. To stanowi o sile cywilizacji łacińskiej, gdyż nie jest ona monolitem, potrafi się dostosować, czerpie z twórczej mocy swoich ludzi, co podważa teorię Konecznego jakoby cywilizacja istniała ponad ludźmi. Słowo „filar” nie kojarzy się z elastycznością i płynnością, ale tak właśnie należy je pojmować w kontekście cywilizacyjnym.
Podsumowując moje rozważania. O ile zgadzam się z twierdzeniem Feliksa Konecznego o filarowości filozofii greckiej, prawa rzymskiego i etyki chrześcijańskiej, to nie po drodze mi z jego paradygmatem, nakazującym traktowanie owych filarów jako coś stałego. Sam Koneczny najchętniej odwoływał się do tych aspektów, które przyklaskiwały chrześcijaństwu jako najistotniejszemu, w jego koncepcji, składnikowi cywilizacji łacińskiej. Moim zdaniem, do naszych czasów powstało wiele sprzecznych koncepcji, praw, sposobów pojmowania rzeczywistości, ale wszystkie one odgrywały lub nadal odgrywają jakąś rolę w kształtowaniu cywilizacji. To właśnie różnorodność i swoboda dyskusji są tym, co kształtuje płynną istotę cywilizacji łacińskiej.

Motyw cierpienia w literaturze

Cierpienie jest nieodłączną częścią życia każdego człowieka. Według słownika języka polskiego jest to ból fizyczny lub psychiczny. Zazwyczaj pojawia się niespodziewanie, a jego przyczyny są różne, często nieznane. Cierpienie to motyw obecny w literaturze i sztuce od dawna. Choć na przestrzeni wieków motyw ten pełnił różne funkcje, a cierpienie było wielorako postrzegane, to nadal jest to temat, który inspiruje wielu autorów. Często zadajemy sobie pytanie- jaki sens ma cierpienie? Dlaczego cierpimy? Czy to kara? Czy mamy na to jakiś wpływ? Czy możemy w jakiś sposób zapobiec cierpieniu? W literaturze możemy odnaleźć wielu bohaterów, których cierpienie ma zupełnie inny wymiar. Choć odczuwają oni ból z różnych powodów, to dla każdego z nich cierpienie jest wyjątkowo trudnym czasem.
Hiob to biblijna postać, która od razu kojarzy się z cierpieniem. Mieszkaniec ziemi Us był bardzo pobożnym człowiekiem, zdrowym, szczęśliwym mężem i ojcem dziesięciorga dzieci. Jego życie stało się przedmiotem zakładu Boga i Szatana. Bóg był pewny wiary Hioba, więc pozwolił Szatanowi zabrać mu wszystko. Bohater starotestamentalnej księgi został kolejno pozbawiony majątku, rodziny, dotknięty przez trąd. Nieszczęścia te miały wystawić jego wiarę na próbę, jednak Hiob nie zwątpił i mimo przeciwności losu głęboko wierzył w Boga i go błogosławił.  W nagrodę za wierność Bóg przywrócił mu utracone dobra, pomnażając je. Córki Hioba były najpiękniejszymi kobietami w kraju, a mężczyzna dożył w zdrowiu później starości, widząc cztery pokolenia swojego potomstwa. Podczas gdy na Hioba spadały kolejne cierpienia, odwrócili się od niego także sąsiedzi, z którymi zawsze utrzymywał dobre stosunki. Niegdyś panowało przeświadczenie, iż cierpienie dotyka tylko największych grzeszników, gdyż jest karą za złe czyny. Wnioskowali oni więc, że Hiob musiał zrobić coś bardzo złego, skoro spotkał go tak straszny los. Nie potrafili przyjąć, że cierpi on niewinnie.
cierpiący-HiobKsięga Hioba nie jest jednak tylko opowieścią o niezawinionym cierpieniu. Jest to wyjątkowy poradnik, nie tylko dla osób wierzących, który pokazuje, w jaki sposób przyjmować cierpienie. Hiob, który traci absolutnie wszystko, nie buntuje się przeciwko boskim wyrokom. Wie, że wszystko co posiadał, było darem od Boga i On ma prawo odebrać ten podarunek w każdej chwili. Nawet jeśli wydaje się to niesprawiedliwe, to nie można popadać w rozpacz, gdyż to świadczyłoby o utracie wiary w Boga, o utracie nadziei. Hiob jest przykładem człowieka, który z pokorą przyjmuje swój los. To także osoba pełna nadziei, która nie traci jej nawet, gdy spadają na nią najgorsze wieści, dziś nazywane właśnie hiobowymi. Zarówno dobro jak i zło to dary losu, które trzeba pokornie przyjmować. Postać Hioba pokazuje także, że cierpienie nie jest bezcelowe, nadaje ono sens życiu, przynosi zmianę na lepsze. Aby docenić dobro, trzeba także doznać zło.
Gustaw to główny bohater IV części „Dziadów” Adama Mickiewicza, który cierpi z powodu nieszczęśliwej miłości. W Zaduszki przychodzi jako Pustelnik do domu greckokatolickiego księdza i opowiada mu historię swojego życia i niespełnionej miłości. Uczucie, które od pierwszego wejrzenia połączyło Gustawa i jego wybrankę, stało się dla bohatera sensem życia. Bohater wierzył w koncepcję „dusz bliźniaczych”, według której przed narodzinami ludzie byli parami złączeni w jedną duszę, a w momencie narodzin rozdzielali się. Związek ten jest jednak silniejszy od ludzkiej rozłąki. Gustaw wierzył, że jego ukochana jest drugą połową jego duszy i w miłości do niej zatracił własną indywidualność. Miłość była dla niego związkiem dwóch dusz na wieki złączonych przez Boga. Uczucie bohaterów nie przetrwało jednak społecznych podziałów i wybranka Gustawa wyszła za mąż za bogatego mężczyznę. Kochankowie zostali na zawsze rozdzieleni, a bohater popadł w rozpacz, którą potęgowało każde wspomnienie o ukochanej. Gustaw-dziadyPodczas ślubu wybranki nie wytrzymał nadmiaru cierpień i popełnił samobójstwo, które miało mu przynieść ulgę. Sprawiło jednak, że musi przeżywać swoje cierpienie, błąkając się po świecie. Prosi księdza o przywrócenie obrzędu dziadów, który przynosi ulgę duszom czyśćcowym.
Gustaw to bohater romantyczny- samotny, cierpiący indywidualista. Jego nieszczęśliwy los został wywołany przez wzgardzone uczucie. Miłość, która powinna być pięknym, wzniosłym uczuciem, dającym szczęście, przynosi bohaterowi niewyobrażalne cierpienie, które powoduje, że popełnia on samobójstwo. Śmierć jednak nie jest kresem cierpienia. Bohater nie może wyzwolić się spod jarzma bólu, które jest wpisane w jego istnienie.
Gdy w III części „Dziadów” Gustaw przechodzi metamorfozę i z romantycznego kochanka staje się patriotą, również nie przestaje cierpieć. Uczucie względem kobiety zamienia na miłość do ojczyzny. Odczuwa niezawinione cierpienia całego narodu, które powodują, że zaczyna on wątpić w miłosierdzie Boga. Konrad chce być przywódcą całego narodu, pragnie zbawić rodaków. Czuje się przewodnikiem całego narodu, jednak ciężar ten okazuje się być dla niego zbyt ciężki. Podczas Wielkiej Improwizacji Konrad twierdzi, iż rządziłby światem lepiej od samego Boga, domaga się od Stwórcy władzy nad całym światem. Jego wołanie zostają zignorowane, co przynosi Konradowi ogromne cierpienie.
Tym razem nie tylko miłość okazała się przyczyną cierpienia, ale przede wszystkim pycha bohatera. Konrad, biorąc na siebie zbyt duży ciężar, sam ściąga na siebie cierpienie. Miłość do ojczyzny i poczucie wyższości nad Bogiem, sprawiają, że zderzenie się z rzeczywistą niemocą powoduje ból. Cierpienie doprowadza Konrada do szaleństwa. Siła uczuć bohatera zostaje przeistoczona w niszczycielską furię, skierowaną przeciwko Bogu i bliźnim.
„Pianista” Władysława Szpilmana to autobiograficzna opowieść żydowskiego artysty. Historia rozpoczyna się 1939 roku, gdy Niemcy po wkroczeniu do Warszawy wprowadzają restrykcję wobec ludności żydowskiej. Szpilman wraz z rodziną trafia do warszawskiego getta, w którym panują nieludzkie warunki. Są prześladowani, cierpią z powodu biedy, muszą wszystko wyprzedać, łącznie z ukochanym fortepianem artysty. Gdy cała jego rodzina została wywieziona do obozów pracy został zupełnie sam. Brak pieniędzy i dyskryminacja sprawiają, że bohater jest głodny, wychudzony, z niedoboru pożywienia zaczyna chorować. Mimo to ciężko pracuje na budowie i przy rozbiórce domów. Jednak cierpienie fizyczne nie jest jedynym, jakie go dotyka. Żyje w ciągłym strachu, gdyż w każdym momencie grozi mu śmierć. Jest całkowicie samotny, zdany tylko na siebie. Nie wie, jaki czeka go los, ani co dzieje się z jego rodziną. Cierpienie powoduje, że na twarzy wrażliwego artysty często pojawiają się łzy, które świadczą o bezsilności wobec bólu, jaki zadaje mu drugi człowiek.
Tytułowy bohater cierpiał ze względu na swoją religię. Wyznanie stało się powodem prześladowania, które przynosiło każdego dnia zarówno ból fizyczny, jak i psychiczny. Tym razem jednak cierpienie nie zostało zgotowane przez los, a przyczynił się do niego drugi człowiek. Pianista cierpiał niezasłużenie, nie zrobił nikomu nic złego, a stał się ofiarą prześladowania. Żydowskie pochodzenie, które zostało uznane są winę, zdecydowanie nie jest niczym złym. Bohater był bezradny wobec cierpienia, które go spotkało, nie mógł w żaden sposób zmienić swojego losu, ani wpłynąć na drugiego człowieka. Przez cały ten czas ogromną rolę w życiu Szpilmana odgrywa muzyka, która przez długi czas jest jedynym źródłem utrzymania rodziny, nadaje życiu sens, a nawet je ratuje.
Wiersz Zbigniewa Herberta „Pan Cogito rozmyśla o cierpieniu” to jeden z wielu utworów tego autora, który zawiera refleksje Pana Cogito. Podmiot liryczny niejednokrotnie cierpiał w życiu i teraz dzieli się nabytą wiedzą, udzielając rad dotyczących sposobów zmagania się z nieszczęściami. Najpierw mówi on o nieudanych próbach usunięcia cierpienia ze swojego życia. Nie pomogło mu rozmyślanie, pomoc innym czy religia. Uważa, że z cierpieniem należy się pogodzić, przyjąć je pokornie i nie rozpaczać. Ważne jest jednak także, aby nie wykorzystywać swojego nieszczęścia, aby wzbudzić w innych litość lub wymusić pomoc. Podmiot liryczny sądzi także, że cierpienia nie da się uniknąć, należy nauczyć się z nim żyć. Nie należy jednak uznawać go za nieodłączny element swojej osoby. Pan Cogito twierdzi, że cierpienie ma sens, pozwala ono dostrzec szczęście i uczy, jak się nim cieszyć. Dlatego w każdej sytuacji powinniśmy dostrzegać coś pozytywnego. Chociaż nie wiemy, jakiego cierpienia doświadczył Pan Cogito, możemy zaobserwować, że skłoniło go ono do refleksji i sprawiło, że potrafi on pokornie przyjmować to, co przynosi mu los.
Ludzie od lat poszukują odpowiedz na pytania dotyczące cierpienia, poruszając ten temat w dziełach literackich. Choć znaczenie tego motywu i sposób, w jaki dotyka bohaterów na przestrzeni wieków się zmieniają, to niezmiennie cierpienie uszlachetnia. Mimo że zazwyczaj pojawia się nieoczekiwanie, to uczy doceniać szczęście. Bywa fizyczne i psychiczne, powodowane przez różne czynniki. Zawsze jednak jest nieuchronne, często dotyka ludzi niewinnych i aby sobie z nim poradzić konieczna jest pokora. Nieustannie ludzie zadają sobie pytanie o istotę nieszczęść, które spotykają nas każdego dnia. Nie ma na to uniwersalnej odpowiedzi, jednak idąc za słowami wielkopostnej pieśni „Każde cierpienie w życiu ma sens, prowadzi do pełni życia”